28/01/2023
Jedną z tematów, o którym najczęściej rozmawiam w związku z dietą dzieci jest.. wielkość porcji, którą dziecko „powinno” zjeść.
Rodziców martwi, że niemowlak zjada tylko jedną łyżeczkę zupy.
Ale też jeśli zjada całą miskę.
Martwi jeśli kilkulatek zjada tylko makaron bez sosu, nawet jeśli wcześniej na spacerze wciągnął dwie tubki musu owocowo-warzywnego i jogurcik.
A jak się martwimy, to zaczynamy kombinować 😉
Zagadywać, namawiać, obiecywać złote góry (albo coś słodkiego), grozić brakiem złotych gór (albo fajnej zabawy), włączamy bajki, chodzimy za dzieckiem. A jak zjada dużo, to próbujemy ograniczać wielkość porcji, unikamy tłuszczu, owoców, chleba.. próbujemy tłumaczyć, że już nie może jeść więcej..
Dlaczego rodzice to wszystko robią? Przecież nie po to żeby dziecku zaszkodzić.
Bo się boją, że dziecko będzie głodować.
Że nie urośnie albo że urośnie za duże.
Że będzie chore.
Na dodatek sami mamy często takie wspomnienia z dzieciństwa, że dorośli nam mówili co i ile mamy zjadać.
To zrozumiałe, że martwisz się wielkością porcji zjadanej przez dziecko.
Tym bardziej przypominam Wam, że pilnowanie wielkości porcji to nie jest zadanie dorosłego. Zadaniem rodziców jest dbanie o dostępność produktów - więcej tych, których jedzenia chcemy dziecko uczyć, mniej tych, które zdrowiej jest ograniczać. Plus organizowanie posiłków w ciągu dnia (nie nonstop ale regularnie) i życzliwą atmosferę w ich trakcie.
Jak sobie z tym radzisz?
I czy czujesz, że „powinnaś” w jakimś stopniu mieć kontrolę nad tym jak dużo zjada dziecko?