29/05/2026
Ciekawy tekst Kasi Salamon-Krakowskiej, praktyczki Metody Feldenkraisa, uczącej we Wrocławiu, na temat jej doświadczenia z Metodą Feldenkraisa. Ku refleksji...
122 lata temu urodził się Moshe Feldenkrais. Mój Nauczyciel.
Kiedyś podczas zajęć pewna starsza pani, słuchając, z jakim zapałem opowiadam o metodzie, zapytała, czy Feldenkrais uratował mi życie? Zaskakujące to było pytanie, zwłaszcza że sama nigdy go sobie nie zadałam. A przynajmniej nie w tak jednoznacznej postaci. Zrozumiałam, że moje podejście do metody, radość, jaką czerpię z uczenia, każą przypuszczać, że to coś znacznie więcej niż tylko praca. Ten rodzaj zaangażowania pojawia się zwykle wtedy, gdy głęboko wierzymy, że to, co robimy, ma wielką moc i sens, gdy tej mocy i sensu doświadczyliśmy na własnej skórze. Odpowiedź na zadane pytanie choć nie skrywa jakiegoś wyjątkowo mrocznego sekretu, jest na tyle osobista, że pozostanie moją tajemnicą.
Ale…Podobno między człowiekiem uratowanym a tym, który go ocalił, powstaje więź na całe życie. Biorąc pod uwagę, jak dużo zawdzięczam metodzie, dług wdzięczności zamierzam spłacać do końca życia – robię to i robić będę z największą radością!
Dziękuję Panu, Panie Feldenkrais.
Dziękuję za przekonanie, że człowiek nie jest „zepsuty”, lecz tylko utracił kontakt z możliwością działania po swojemu i na własnych warunkach.
Dziękuję za pewność, że nigdy nie jest za późno na zmianę.
Dziękuję za te tysiące lekcji, które nie służą „naprawianiu siebie”, lecz są przypomnieniem, że człowiek może odzyskiwać kontakt ze sobą krok po kroku, ruch po ruchu, oddech po oddechu.
Dziękuję za filozoficzną contrę wobec świata, który od wieków uczy nas, że świadomość rozwija się przede wszystkim przez intelektualny namysł, analizę i rozumienie.
Dziękuję za zrozumienie, że ciało nie jest jedynie „nośnikiem” dla umysłu, ale miejscem, w którym również wydarza się poznanie.
DZIĘKUJĘ ZA ŚWIADOMOŚĆ POPRZEZ RUCH.
Wszystkiego najlepszego Moshe!