20/07/2026
Znikam z Internetu. Długo biłem się z tą myślą, ale ostatni rok utwierdził mnie w tej decyzji. Prowadzę swoje trenerskie Social Media ponad 11 lat. W tym czasie było sporo wzlotów i upadków - nieraz to opisywałem. Przeszło rok temu wydawało mi się, że w końcu doszedłem do punktu o którym zawsze marzyłem. Milionowe wyświetlenia rolek, włączona monetyzacja profilu, sporo hejtu i propozycje współpracy.
Pomyślałem sobie, że w końcu nastał mój czas i trzeba kłuć żelazo póki gorące - dalej tworzyłem treści i zainwestowałem w ich promocję. Niestety efekt był odwrotny do zamierzonego - spadek wyświetleń i zainteresowania moimi treściami, brak monetyzacji i płatnych współprac, nawet na hejt już nie mogłem liczyć. W międzyczasie zmieniłem też podejście do sharentingu, w dużej mierze pod wpływem lektury "homo digitalis. jak internet pożera nasze życie". Zrozumiałem, że publikowanie zdjęć na którym widoczna jest twarz mojego dziecka nie jest dobre.
Nie piszę tego wszystkiego, żeby się żalić, po prostu chce się skupić na swojej pracy offline z podopiecznymi, bo to chyba wychodzi mi najlepiej. Od lat funkcjonuję bez strony internetowej i pomocy agencji marketingowych. Mój jedyny marketing to polecenia przez podopiecznych. Dodawanie kolejnego selfie z treningu przestało mnie cieszyć, za to dużo bardziej zacząłem doceniać pracę w pełnym skupieniu i koncentracji.
Nie mówię, że znikam na zawsze - być może przyjdzie moment, gdy poczuję motywację, by tu wrócić. Dlatego nie usuwam kont, choć może je na ten czas zawieszę, muszę się jeszcze zorientować na czym to dokładnie polega. Jedyne co mnie tu jeszcze do niedawna trzymało, to możliwość ogłoszeń, które dość często wrzucałem, że dnia x zwolniła się godzina y na trening personalny ze mną, ale do tego wystarczy mi WhatsApp. Tam też jest możliwość publikacji relacji i od teraz tam będą one lądować. Kto ma mieć mój numer telefonu ten go posiada, a kto nie i potrzebuje to z łatwością sobie znajdzie na moim Fanpage'u na Facebooku.