07/09/2026
Dlaczego zdrowa osoba może stać się problemem w toksycznym systemie❓
Ludzie, którzy wychowali się w bezpiecznych rodzinach, gdzie oprócz zasad było miejsce na autonomię, własne zdanie i stawianie granic, czasami trafiają do miejsc pracy, w których doświadczają mobbingu.😩
I wtedy dzieje się coś pozornie paradoksalnego.
Osoba kompetentna, samodzielna i funkcjonująca w oparciu o dojrzałe mechanizmy psychiczne zaczyna być przedstawiana jako „problematyczna”, „roszczeniowa”, „leniwa”, „konfliktowa”, a nawet „zarozumiała”.
Dlaczego właśnie taka osoba może stać się celem przemocy systemowej❓
Badania nad kulturą organizacyjną pokazują, że w silnie autorytarnych instytucjach może dochodzić do swoistej selekcji. Nie zawsze najlepiej funkcjonują w nich ludzie najbardziej kompetentni i niezależni. Czasem lepiej radzą sobie ci, którzy potrafią podporządkować się oczekiwaniom osoby sprawującej władzę.
W takim środowisku samodzielność może być odbierana jako nieposłuszeństwo, granice jako roszczeniowość, a zwracanie uwagi na niesprawiedliwość – jako konfliktowość.
1. Podporządkowanie😬
Hannah Arendt, opisując proces Adolfa Eichmanna, posłużyła się pojęciem „banalności zła”. Zwracała uwagę na to, że krzywdzące systemy nie muszą być podtrzymywane wyłącznie przez ludzi szczególnie okrutnych. Mogą uczestniczyć w nich również zwyczajni ludzie, którzy stopniowo rezygnują z samodzielnego osądu i podporządkowują się regułom systemu.
W autorytarnym miejscu pracy ludzie szybko uczą się, że sprzeciw kosztuje.
Może oznaczać utratę pracy, publiczne upokorzenie, gorsze traktowanie, odebranie przywilejów czy izolację przez współpracowników.
Z czasem pytanie: „Co jest słuszne?” może zostać zastąpione pytaniem: „Co zrobić, żeby przetrwać?”
Nie usprawiedliwia to krzywdzenia innych, ale pomaga zrozumieć mechanizm podporządkowania. W systemach opartych na strachu izolowanie osób stawiających opór może być jednym ze sposobów utrzymywania kontroli.
2. Identyfikacja z agresorem😈
Kiedy człowiek przez długi czas czuje się bezsilny wobec osoby posiadającej władzę, może zacząć psychicznie identyfikować się z silniejszą stroną.
Paradoksalnie czasem łatwiej uwierzyć: „Szef ma rację”, niż dopuścić do siebie myśl: „Jestem zależny od osoby, która może mnie skrzywdzić”.
Jeżeli uznam, że przełożony postępuje właściwie, świat ponownie staje się bardziej przewidywalny. Mogę również odzyskać namiastkę poczucia bezpieczeństwa, próbując znaleźć się po stronie silniejszego.
W skrajnych przypadkach osoba, która wcześniej bała się agresora, zaczyna powtarzać jego narrację, bronić go, a nawet uczestniczyć w atakowaniu osób, które się sprzeciwiają.
3. Nagroda za lojalność😇
Autorytarne systemy funkcjonują nie tylko dzięki karom. Potrzebują również nagród.
Pochwała, lepsze traktowanie, przywilej czy bliskość osoby sprawującej władzę mogą przekazywać komunikat:
„Jesteś po właściwej stronie.”
Wtedy łatwo zacząć wierzyć, że własna uprzywilejowana pozycja wynika wyłącznie z kompetencji czy wartości, a problemy innych są skutkiem ich własnych wad.
Pojawia się myślenie:
„Skoro ja sobie radzę, to może z nimi rzeczywiście jest coś nie tak?”
Pozwala ono zachować dobre wyobrażenie o sobie i jednocześnie nie konfrontować się z faktem, że korzysta się z systemu, który kogoś innego krzywdzi.
4. Rozproszenie odpowiedzialności i zmowa milczenia🤫
„Wszyscy wiemy, co się dzieje, ale nikt o tym nie mówi.”
W takich warunkach odpowiedzialność rozpływa się pomiędzy członkami grupy. Każdy widzi tylko fragment sytuacji i może powiedzieć sobie: „To nie moja sprawa”, „Nie chcę się mieszać”, „Ktoś inny powinien zareagować”.
I w efekcie nie reaguje prawie nikt.
Co ciekawe, osoba, która zaczyna nazywać problem, może stać się zagrożeniem nie tylko dla przełożonego.
Może stać się niewygodna również dla tych, którzy nauczyli się przetrwać dzięki milczeniu.
Jej zachowanie przypomina bowiem, że sprzeciw był możliwy. Może uruchamiać dyskomfort, wstyd czy poczucie winy związane z własną biernością.
Dlatego w niektórych grupach więcej złości zaczyna budzić osoba, która mówi o nadużyciu, niż osoba, która się go dopuszcza.
I właśnie dlatego autorytarne systemy mogą być tak trwałe.
Nie wymagają, żeby większość ludzi była okrutna. Wystarczy, że wystarczająco wiele osób nauczy się milczeć, podporządkowywać i odwracać wzrok.
Wtedy nawet ludzie, którzy uważają się za przyzwoitych, mogą nieświadomie stać się częścią mechanizmu krzywdzenia.
Dlaczego jednak jedni się podporządkowują, a inni nie❓
Nie wszyscy wchodzą do takiego systemu z tym samym doświadczeniem.
Niektórzy wychowali się w rodzinach, w których obowiązywało:
👉„Nie dyskutuj.”
👉„Starszy ma rację.”
👉„Nie wychylaj się.”
👉„Najważniejszy jest spokój.”
Dla nich autorytarny przełożony może być czymś znajomym. Niekoniecznie przyjemnym – ale psychicznie rozpoznawalnym i przewidywalnym.
Inni nie wychowali się w takich warunkach, ale przez lata pracy nauczyli się, że bezpieczeństwo zależy od dostosowania. Człowiek potrafi przystosować się do bardzo trudnych warunków, szczególnie gdy od pracy zależy utrzymanie rodziny, spłata kredytu czy podstawowe poczucie bezpieczeństwa.
Są wreszcie osoby, które rzeczywiście utożsamiają się z autorytarnym systemem, korzystają z niego i czerpią satysfakcję z bliskości władzy.
Nie warto jednak zakładać, że każdy, kto milczy lub zostaje, należy do tej ostatniej grupy.
Autorytarny system nie potrzebuje samych złych ludzi. Potrzebuje przede wszystkim ludzi, którzy z różnych powodów przestają mówić „nie”.
A wtedy człowiek, który zachowuje własne granice, autonomię i zdolność samodzielnego myślenia, może zostać uznany za największy problem całego systemu.