15/07/2026
Od tamtego wyjazdu minęło kilkanaście lat.
Przez ten czas wiele razy wracałam myślami do tamtego miejsca (nie ma znaczenia, gdzie konkretnie to było) i próbowałam zrozumieć, dlaczego właśnie ono odcisnęło we mnie taki ślad.
Dziś wiem, że istnieje nawet określenie na takie doświadczenie. Filozofowie nazywali je doświadczeniem wzniosłości. Nie chodzi jednak o zachwyt nad pięknym widokiem. Chodzi o spotkanie z czymś tak ogromnym, tak starym i całkowicie niezależnym od nas, że przez chwilę przestajemy być centrum własnego świata.
Jest w tym zachwyt i niepokój, piękno i groza i poczucie własnej małości, które nie upokarza, ale przynosi ulgę. Bo okazuje się, że świat ani nikt inny nie oczekuje od nas, że wszystko zrozumiemy, że odnajdziemy swoje powołanie i misję do końca wakacji, podejmiemy idealną decyzję. Że przestaniemy się bać i wreszcie „ogarniemy”.
Ja pojechałam wtedy właśnie po odpowiedź. Chciałam wrócić z pomysłem na siebie, z rozwiązaniem, z jasnym kierunkiem. Nie dostałam żadnej z tych rzeczy, ale stało się coś ważniejszego: przestałam ich tak kurczowo szukać.
I dopiero kiedy zelżała potrzeba znalezienia natychmiastowego rozwiązania, pojawiło się miejsce na ruch. Nie na wielkie i nagłe olśnienie, ale na małe kroki, nieśmiałe decyzje i kierunki, których wcześniej nie widziałam, bo całą energię zużywałam na domaganie się ostatecznej odpowiedzi.
Natura nikomu nie daje odpowiedzi. Raczej odbiera pytaniom władzę, jaką nad nami mają. A wtedy coś ma szansę zacząć się zmieniać.
Jeśli w te wakacje gdzieś wyjeżdżasz, życzę Ci nie tylko pięknych widoków. Życzę Ci spotkania z miejscem, które na chwilę rozszczelni Twój sposób myślenia o sobie.
A jeśli nigdzie nie wyjeżdżasz i masz poczucie, że utknęłaś, dosłownie albo w przenośni, życzę Ci nie tyle wielkiego przełomu, ile chwili, w której ciężar wszystkich pytań stanie się choć odrobinę lżejszy. Czasem tyle wystarczy, żeby postawić krok w nowym kierunku.