Jakub Półtorak Arteterapia

Jakub Półtorak Arteterapia Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Jakub Półtorak Arteterapia, Zdrowie i medycyna, Legionowo.

Absolwent Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego na kierunku terapia zajęciowa i arteterapia.Specjalizuję się w zajęciach z arteterapii, koncentrując się przede wszystkim na teatroterapii oraz bajkoterapii.

🎭❤️ ZYGZAK znowu rusza!We wracamy po wakacyjnej przerwie z zajęciami teatralnymi dla młodzieży 10–16 lat. Od roku mam pr...
21/08/2026

🎭❤️ ZYGZAK znowu rusza!

We wracamy po wakacyjnej przerwie z zajęciami teatralnymi dla młodzieży 10–16 lat. Od roku mam przyjemność prowadzić tę grupę i bardzo się cieszę, że znów możemy spotkać się na scenie — a przy okazji otwieramy się na nowe osoby i nowe talenty.

Ale nasze zajęcia to nie tylko teatr. W pracy wykorzystuję również elementy arteterapii i teatroterapii — poprzez improwizację, ruch, emocje, pracę z ciałem i twórczą ekspresję.

Bo scena może być nie tylko miejscem grania. Może być też miejscem, w którym młody człowiek lepiej poznaje siebie, nabiera odwagi i uczy się być z innymi. ❤️

Jeśli znacie młodzież, którą ciągnie do teatru — zapraszamy do ZYGZAKA! 🎭

🎭 Młodych też zapraszamy na scenę!

Masz 10–16 lat i chcesz spróbować swoich sił na scenie? A może lubisz wcielać się w różne role, tworzyć, improwizować i poznawać nowych ludzi? 💙

Dołącz na warsztaty teatralne Zespołu Teatralnego ZYGZAK!
Nie musisz mieć żadnego doświadczenia – wystarczą chęci i ciekawość. 😊

📅 Startujemy 2 września 2026 r.
⏰ W każdą środę, godz. 18:00–20:00
📍 Przystań Lokalnych Inicjatyw
ul. Wileńska 32, lok. 208, Wołomin

✨ Warsztaty w 2026 roku są BEZPŁATNE!

Na zajęciach będziemy rozwijać wyobraźnię i kreatywność, ćwiczyć pewność siebie, uczyć się współpracy i – przede wszystkim – świetnie się bawić! 🎬🎭

👉 Przyjdź, spróbuj, zagraj!
Do zobaczenia na zajęciach! 💛

Rezerwujcie miejsca dla swoich dzieci na artystyczną półkolonie!
01/07/2026

Rezerwujcie miejsca dla swoich dzieci na artystyczną półkolonie!

Dotarło do nas już sporo zgłoszeń i jesteście niesamowici! Mamy jednak ważną wiadomość: lista uczestników jest prawie pełna i zostało już tylko kilka wolnych miejsc! ⏳

Marzysz o tym, by stworzyć coś, o czym będzie się mówiło długo po wakacjach? Półkolonie „Nowe szaty Kopciuszka na ziarnku grochu” to nie są zwykłe warsztaty – to dwa tygodnie, które zmienią Twój sposób patrzenia na teatr i na siebie!

Nie wiesz, czy dasz radę?
Spokojnie! Nasi instruktorzy potrafią pracować z każdym, wydobywając z uczestników to, co w nich najlepsze. Zanim jednak zaczniemy, musimy się poznać. Przygotowaliśmy zadanie rekrutacyjne, które nie jest egzaminem – to okazja, by pokazać nam swoją osobowość i odrobinę szaleństwa! 😎

Nagraj krótkie wideo (maksymalnie 1 minuta), w którym zdradzisz nam:
1️⃣ Twój bajkowy twist: Gdybyś mógł/mogła na jeden dzień zmienić zakończenie dowolnej bajki, to co by się wydarzyło? (Daj się ponieść wyobraźni!)
2️⃣ Twój "sekretny talent": Co robisz, gdy nikt nie patrzy? Może tańczysz, śpiewasz, a może układasz wieże z klocków? Pochwal się!
Dlaczego warto?
Miejsce na naszej liście to bilet do najlepszej wakacyjnej przygody! ☀️ Czerwiec kończy się za moment, a wraz z nim zamykamy nabór. Nie daj się wyprzedzić – jutro może być już za późno. Dołącz do ekipy i stwórzmy wspólnie coś niezapomnianego! 🎬

👉 Wyślij swoje nagranie na adres: [email protected] 📩
Czekamy właśnie na Ciebie! 🌟

Lato w teatrze jest programem Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Dofinansowano ze środków Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

24/06/2026

Zapraszamy na półkolonie artystyczne

Zapraszam na letnie półkolonie teatralne w Zespół Teatralny "Zygzak"! 🤩
08/06/2026

Zapraszam na letnie półkolonie teatralne w Zespół Teatralny "Zygzak"! 🤩

🎭 Ruszamy z rekrutacją do „Lata w teatrze”! ☀️

Macie plany na drugą połowę lipca? A może Wasze pociechy uwielbiają wcielać się w różne role, mają głowy pełne pomysłów i marzą o występie na scenie? 🤩 Zapraszamy dzieci i młodzież od 10 do 19 lat na BEZPŁATNE półkolonie teatralne, które na długo zapadną w pamięci!

Nasz temat to: „Nowe szaty Kopciuszka na ziarnku grochu” 👑 To będą dwa tygodnie pełne teatru, tańca, muzyki, świetnej zabawy i rozwijania skrzydeł pod okiem profesjonalistów!

🗓 Kiedy: 20 lipca – 1 sierpnia 2026 r.
📍 Gdzie: Szkoła Podstawowa im. Polskiej Organizacji Wojskowej w Zespół Szkół w Ostrówku

🎬 JAK SIĘ ZGŁOSIĆ? Zadanie rekrutacyjne!
Chcemy Was trochę poznać! Zadaniem przyszłego uczestnika jest przygotowanie i przesłanie krótkiego nagrania wideo (maksymalnie do 1 minuty), na którym odpowiada na dwa pytania:
1️⃣ Gdybyś mógł/mogła na jeden dzień zmienić zakończenie dowolnej bajki, to co by się wydarzyło?
2️⃣ Jaki jest Twój ukryty talent lub co najbardziej lubisz robić, kiedy nikogo nie ma w pobliżu?

⏱ Czas ucieka!
Na Wasze zgłoszenia i nagrania czekamy tylko do końca czerwca. Liczba miejsc jest ograniczona, więc nie zwlekajcie!
Zgłoszenia oraz pytania prosimy kierować na: [email protected] 📩
Do zobaczenia! 🎭✨

Lato w teatrze jest programem Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Dofinansowano ze środków Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Od ponad roku mam przyjemność wykładać terapię artystyczną w Szkole Nauki i Biznesu ŻAK, prowadząc kursy dla dorosłych. ...
03/05/2026

Od ponad roku mam przyjemność wykładać terapię artystyczną w Szkole Nauki i Biznesu ŻAK, prowadząc kursy dla dorosłych. To doświadczenie daje mi ogromną satysfakcję i poczucie sensu – obserwowanie, jak uczestnicy odkrywają swoje możliwości poprzez sztukę, jest czymś naprawdę wyjątkowym.

W swojej pracy staram się, aby wykłady zawsze były przeplatane ćwiczeniami praktycznymi. Arteterapia to przecież nie tylko teoria, ale przede wszystkim działanie, doświadczanie i proces twórczy.

Choć prowadzenie zajęć online bywa wyzwaniem, współczesne technologie otwierają nowe możliwości i pozwalają skutecznie pracować również w tej formie. Dzięki nim możemy tworzyć przestrzeń do rozwoju, ekspresji i spotkania – nawet na odległość.

To dla mnie ważna i rozwijająca droga, którą z radością kontynuuję.
Zapraszam do zapisów :
https://zak.edu.pl/oferta-edukacyjna/kursy-online/arteterapia-kurs-online
:)

24/03/2026

„Czas, którego nie da się sprzedać.
Opowieść o króliku, który zgubił siebie w pośpiechu i nauczył się czekać, aż wróci"

W Baśniowej Krainie Zajączkowa czas nie płynął.

Czas był wydobywany.

Wydrapywano go spod korzeni drzew, wyciskano z marchewek, odsysano z popołudni i zagęszczano w kadziach. Miał różne konsystencje: poranki były lekkie i przezroczyste, wieczory ciężkie jak miód, a niedziele – jeśli się trafiły – miały zapach wilgotnej ziemi i coś w sobie, czego nie dało się sprzedać.

Więc niedziel prawie nie było.

W Fabryce Marchewkowych Cudów produkowano dni.

Nie całe – tylko te fragmenty, które nadawały się do użycia: odcinki wydajne, odtłuszczone z wahania, pozbawione zawieszeń. Resztę – spojrzenia bez celu, siedzenie bez powodu, ciszę między jednym zdaniem a drugim – odrzucano jako odpad.

Pan Królik był od przyspieszania.

Jeśli coś trwało zbyt długo, skracał to.
Jeśli coś się wahało, stabilizował.
Jeśli coś milczało – wypełniał.

Miał do tego talent.

W jego obecności nawet pauzy zaczynały się spieszyć.

W domu mówił „zaraz” z taką wprawą, jakby to było zaklęcie odraczające rzeczywistość.

– Tato, patrz – mówiła Kuleczka, unosząc coś kruchego i niedokończonego.

– Zaraz.

– Tato, posłuchaj – zaczynał Skoczek.

– Zaraz.

– Tato, pobądź – mówił najciszej Miękki Uszek.

– Zaraz.

„Zaraz” było cienkie i rozciągliwe. Można je było przeciągnąć przez cały dzień, a ono i tak się nie zrywało.

Dzieci nauczyły się nie zaczynać.

W pracy Pan Królik awansował na Kierownika Linii Rewitalizacji Czasu Zużytego.

Stare chwile – te zarysowane, nieefektywne, za długie – trafiały do niego. Mielił je na drobno, płukał, odwirowywał i nadawał im nową funkcję.

– Zobacz – mówił Dyrektor Lis, prowadząc go między zbiornikami, w których bulgotały czyjeś poranki. – To była kiedyś rozmowa. Teraz to trzy minuty produktywności.

– A to? – zapytał Królik.

– Oczekiwanie na kogoś. Bardzo drogi surowiec. Po obróbce świetnie działa jako motywacja.

Lis uśmiechał się uprzejmie, jak ktoś, kto nigdy nie czeka.

– Wkrótce ruszamy z nową linią – dodał. – Będziemy odzyskiwać dzieciństwo.

– Odzyskiwać?

– Oczywiście. Z tego, co zostało w dorosłych. Niewiele, ale wystarczy na limitowaną serię.

Pan Królik skinął głową. W jego głowie wszystko było na swoim miejscu. Miejsca było dużo, bo nie było w nim przerw.

Pewnego dnia coś się jednak nie zmieściło.

Kuleczka miała występ.

Nie główną rolę – drzewo. Stała nieruchomo, ćwiczyła tygodniami to nieruszanie się. Uczyła się, jak być obecnym bez działania.

Pan Królik miał przyjść.

Nie przyszedł.

W fabryce akurat kalibrowano nowy filtr do skracania ciszy.

Wieczorem Kuleczka zapytała:

– Byłeś?

– Zaraz – odpowiedział odruchowo.

I wtedy „zaraz” pękło.

Nie głośno. Bez huku. Raczej jak cienka warstwa lodu pod łapą.

Zobaczył w tym słowie coś, czego wcześniej nie widział: obietnicę bez ciała.

– Już było – powiedziała Kuleczka.

Nie płakała. To było gorsze.

Wyszedł z domu bez kierunku.

Biegł, jak zawsze – ale coś nie grało. Krok wpadał na krok, oddech wyprzedzał płuca, myśl potykała się o kolejną myśl.

Na rogu ulicy zobaczył swój cień.

Nie przystawał.

Skręcił wcześniej, jakby znał drogę lepiej niż on.

Pan Królik zwolnił.

Cień przyspieszył.

Jeszcze chwila i zniknął.

Został sam, bez siebie.

Plac był pusty jak niedziela, której nie ma.

Na środku siedziała Żółwica.

Nie patrzyła na niego. Zajęta była czymś, co wymagało całej uwagi: trzymała pusty słoik i bardzo powoli obracała go w palcach, jakby sprawdzała, czy pustka ma kształt.

Królik chciał zapytać, którędy wrócić do siebie.

Nie zapytał.

Żółwica odwróciła słoik do góry dnem.

Nic się nie wysypało.

– Za szybko nalany – powiedziała do nikogo.

Usiadła.

Czekała.

Czekanie miało ciężar. Osiadało na łapach, wchodziło pod futro, zaglądało pod powieki.

– Ja… – zaczął Królik.

Nie wiedział, co dalej.

Usiadł obok, jak ktoś, kto się potknął i jeszcze tego nie rozumie.

Najpierw słyszał tylko brak.

Brak zadań. Brak powiadomień. Brak kolejnego.

To było nieprzyjemne, jak cisza po hałasie, kiedy uszy jeszcze dzwonią.

Potem zaczęło się coś zbierać.

Nie wydarzenie. Raczej drobne fakty, które wcześniej nie miały prawa się wydarzyć:

Wiatr nie pchał – dotykał.
Liść nie przeszkadzał – opadał.
Oddech nie był środkiem – był czymś samym.

Zorientował się, że trzyma marchewkę.

Nie pamiętał, skąd.

Odgryzł.

Chrupnięcie było głośne.

Smak – nie.

Smak był powolny. Przychodził z opóźnieniem, jakby musiał nadrobić lata.

Żółwica nic nie mówiła.

To pomagało.

– Ile to trwa? – zapytał w końcu.

– Tyle, ile przestajesz liczyć – odpowiedziała.

– A jeśli nic nie zrobię?

– To nic się nie stanie.

Zamilkła.

– I to jest właśnie to – dodała po chwili.

Kiedy wstał, nie był lżejszy.

Był cięższy o to, co zobaczył.

Świat nie zwolnił. To on przestał go pchać.

Zegary nadal tykały, ale jakby w głąb, nie w przód.

Na rogu czekał cień.

Spóźniony.

Poczekał na niego.

To było nowe: czekać na coś, co zawsze czekało na niego.

W domu dzieci budowały.

Wieża z marchewek miała własne zdanie. Przechylała się, wracała, upierała.

– Pomóc? – zapytał.

– Nie – powiedział Skoczek. – Bo ty wtedy kończysz.

Usiadł.

Ręce położył na kolanach, jakby nie były jego.

Patrzył.

To było trudne.

Nie poprawić, kiedy się da.
Nie przyspieszyć, kiedy można.
Nie wiedzieć lepiej.

Kuleczka spojrzała na niego krótko, jak sprawdza się pogodę.

Nic nie powiedziała.

Miękki Uszek przysunął się i oparł.

Ciężar był konkretny. Ciepło – niewydajne.

Wieża runęła.

Cisza po niej nie była pusta.

Królik chciał powiedzieć „spróbujmy jeszcze raz”.

Nie powiedział.

Skoczek powiedział to sam.

Następnego dnia Pan Królik poszedł do pracy.

Filtry działały. Linie szumiały. Lis uśmiechał się tak samo.

– Musimy przyspieszyć – powiedział. – Popyt rośnie.

Królik skinął głową.

I na moment się zatrzymał.

Nie demonstracyjnie. Nie na pokaz.

Na trzy oddechy, których nie odsprzeda.

Potem ruszył dalej.

Czasem zapominał.

Czasem przypominał sobie, kiedy było już za późno.

Czasem mówił „zaraz”.

A potem wracał i mówił:

– Już.

Nie zawsze mu wierzono.

To też było nowe: że zaufanie ma własny czas.

W Zajączkowie nadal wydobywano czas.

Ale zdarzało się, że ktoś zostawiał go gdzieś przypadkiem:

na krawędzi stołu, w połowie zdania, w spojrzeniu, które nie prowadziło do niczego.

Nie dało się go wtedy zważyć ani zapakować.

Nie nadawał się do obróbki.

Nie był do użycia.

Był.

Jakub Półtorak

23/03/2026

Chciałbym się z Wami tutaj dzielić moimi bajkami terapeutycznymi dla dzieci o to pierwsza z nich:

„Kapitan Bonifacy Cacy-Cacy. Opowieść o tym, że nie trzeba być idealnym”

Na krańcu świata, tam gdzie morze marszczy się jak zasłona ze snu, żył kapitan, który nie znosił krzywych rzeczy.

Nazywał się Bonifacy Cacy-Cacy.

Bo wszystko u niego musiało być cacy.

Statek Bonifacego błyszczał tak bardzo, że ryby podpływały, żeby sprawdzić, czy to nie drugie słońce. Liny były zwinięte tak równo, że jeden marynarz kiedyś próbował je mierzyć linijką (i zgubił linijkę, bo była „za mało równa”). Pokład był tak wyszorowany, że dwóch majtków poślizgnęło się na nim i wpadło do beczki z ogórkami.

– Za mało cacy! – powiedział kapitan… i kazał wyszorować beczkę.

A potem ogórki.

A potem jeszcze raz pokład.

I jeszcze raz.

I jeszcze…

Najbardziej patrzył na to wszystko mały majtek Staś.

Staś miał kieszenie pełne skarbów: kawałek muszli, guzik, który „na pewno należał do pirata”, i sznurek, który – jego zdaniem – kiedyś był wężem morskim.

Staś nie lubił idealnych rzeczy.

Bo idealne rzeczy nie miały historii.

Wieczorami siadał na burcie i patrzył w dal.

Wyobrażał sobie wyspy, gdzie drzewa rosną krzywo, bo chcą lepiej widzieć morze.
Wyobrażał sobie fale, które nie są równe, ale każda opowiada inną opowieść.

– Kapitanie… – zapytał kiedyś cicho – a jeśli coś będzie… trochę nieidealne?

Bonifacy zamarł.

– Trochę… co?

– No… krzywe. Albo niedokończone.

Kapitan powoli odłożył szczotkę.

– Wtedy to trzeba poprawić.

– A jeśli się nie da?

– To trzeba się bardziej postarać.

Staś skinął głową.

Ale w środku zrobiło mu się jakoś ciasno.

Bo pomyślał, że może on sam też jest „nie dość cacy”.

Minął dzień.
Potem drugi.
Potem trzeci.

Statek stał.

Staś przestał opowiadać o wyspach.

Zaczął układać swoje skarby w równe rządki.

I pierwszy raz w życiu wyrzucił coś do morza, bo było „krzywe”.

Aż pewnego ranka…

Do portu wpłynął statek, który wyglądał jakby powstał z przygód i śmiechu.

Skrzypiał.
Był porysowany.
Miał żagle łatane w tylu miejscach, że wyglądały jak mapa.

Na pokładzie stała dziewczynka.

Miała włosy rozwiane przez wiatr i kieszenie pełne rzeczy jeszcze dziwniejszych niż Staś.

– Płyniemy na Wyspę Kolorowych Muszelek! – zawołała. – Tam każda muszelka jest inna!

Staś aż zrobił krok do przodu.

– Inna? – szepnął.

– Najpiękniejsze są te pokrzywione! – odpowiedziała dziewczynka. – Bo tylko one potrafią śpiewać.

Kapitan prychnął.

– Nie ma nic pięknego w krzywiźnie.

I wtedy…

Przyleciała mewa.

Usiadła między nimi i zaczęła czyścić pióra.

Jedno było trochę nastroszone.

Nie poprawiła go.

– Wiesz, kapitanie – powiedziała spokojnie – czasem to, co wystaje, jest właśnie najważniejsze.

– To nieprawda – odburknął Bonifacy.

– A twój statek? – zapytała mewa. – Dlaczego jeszcze nie płynie?

Kapitan zamilkł.

Staś spojrzał na swoje ręce.

Na pustą kieszeń po wyrzuconym skarbie.

I nagle poczuł coś bardzo wyraźnie:

że czekanie na „idealny moment” zabrało mu radość.

Podszedł do kapitana.

– Ja już nie chcę być cacy – powiedział cicho. – Ja chcę płynąć.

To zdanie było jak mała fala.

Ale trafiło prosto w serce kapitana.

Bonifacy spojrzał na statek.

Idealny.

Cichy.

Nieruszony.

Spojrzał na drugi.

Krzywy.

Głośny.

Żywy.

I wtedy coś w nim pękło.

Nie głośno.

Nie dramatycznie.

Cicho.

Jak węzeł, który w końcu puszcza.

– Załogo – powiedział.

Tym razem spokojnie.

– Odpływamy.

– Ale lina—
– Niech będzie krzywa.

– Pokład—
– Niech skrzypi.

– Żagle—
– Niech będą… takie, jakie są.

Staś uśmiechnął się szeroko.

I zanim statek odbił od brzegu, wyjął z kieszeni ostatni skarb.

Krzywą muszelkę.

I tym razem…

nie wyrzucił jej.

Włożył ją z powrotem.

Bo zrozumiał coś ważnego:

to, co niedoskonałe, często jest najbardziej jego.

Statek ruszył.

Wiatr śmiał się w żaglach.

Morze opowiadało historie.

A Staś słuchał ich wszystkich.

Kapitan Bonifacy stał na dziobie.

I po raz pierwszy niczego nie poprawiał.

Bo zrozumiał:

że nie trzeba być idealnym, żeby zacząć.

I nie trzeba być równym, żeby być pięknym.

A jeśli coś jest trochę krzywe…

to może właśnie dlatego ma swoją opowieść.

koniec

Jakub Półtorak

Teatroterapia zawsze trafiała do dzieci i młodzieży, dzieję się tak też i teraz na przykładzie tych warsztatów:
19/12/2025

Teatroterapia zawsze trafiała do dzieci i młodzieży, dzieję się tak też i teraz na przykładzie tych warsztatów:

Adres

Legionowo

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Jakub Półtorak Arteterapia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Jakub Półtorak Arteterapia:

Skróty

Udostępnij