08/05/2026
PRACA DOMOWA
Okazuje się, że najtrudniej jest mi teraz BYĆ...w obecności, zarówno ze sobą, jak i z drugim człowiekiem.
Cisza musi być zagłuszona podcastem lub muzyką.
Obcowanie z Naturą obciążone koniecznością komentowania wszystkiego, co się dzieje, co się wydarza, co jest, a czego nie ma. A ja coraz mocniej potrzebuję ciszy. Szukam jej. Tęsknię za nią.
To co kiedyś było dla mnie dostępne i proste, staje się rzadkością.
Patrzenie prosto w serce, w oczy drugiego człowieka, ach to jest tak trudne do wystania, do wytrzymania, do przeżycia. Tak łatwo to zagadać, prześmiać, przeoczyć.
Kiedy ostatnio patrzyłaś / patrzyłeś prosto w oczy drugiego człowieka?
Ostatnio ćwiczę spotkania ze sobą.
Bez dodatków.
Bez metody.
Bez napisów.
To się nie sprzedaje.
To się nie nazywa.
To jest o byciu z tym, co trudne.
Z własnym chaosem, który powolutku się rozpuszcza, strasznie powolutku. A czasami przybiera na sile.
Bycie sam na sam z myślami rozbieganymi, które nie pozwalają odnaleźć sens bycia tutaj, powtarzania tych samych słów, działań.
Z resztą...sensu nie ma. Trzeba go sobie nadać.
Każdej jednej czynności.
Każdemu porankowi, który nie zawsze jest łatwy i radosny.
I w dodatku ten sens, to nazywanie, to praca samodzielna. Praca domowa, codzienna.
Odkrywanie życia na własną rękę.
Tylko dla odważnych. Dla cierpliwych. Dla wytrwałych, o ile chce się mieć życie w zgodzie z rytmem duszy, nie z gotowców, których pełno w serialach, filmach i reklamach.
Więc siadam.
Codziennie siadam ze sobą sam na sam. Sama ze sobą.
I uczę się, przypominam sobie, po co tutaj jestem.
Czasami już prawie wiem, jestem prawie w Domu.
A czasami jestem od niego daleko.
I wtedy znów siadam, żeby nazwać, uchwycić sens życia tutaj.
Uczę się.
Ćwiczę bycie.
Malutkie JESTEM.
Słowa: Maja Wąsała
Zdjęcie własne