25/05/2026
Ja wiem że wy wiecie, ale i tak postanowiłam to opublikować ponieważ wierzę, że to, co jest gdzieś z tyłu głowy to nie to samo co wybrzmienie w postaci słów.
TERAPIA NIE DZIAŁA
To chyba jedno z najtrudniejszych zdań, jakie może usłyszeć terapeuta.
I jednocześnie jedno z najbardziej naturalnych.
❌Bo terapia somatyczna nie jest tabletką przeciwbólową.
❌Nie jest usługą typu: przyszłam, naprawiono mnie, wyszłam
❌Nie jest też magią ani zestawem technik, które zawsze uruchomią ten sam efekt.
( A terapii czaszkowo - krzyżowej wciąż jeszcze przypisuje się aspekty magiczne)
🔄 To proces.
A proces terapeutyczny nigdy nie zależy wyłącznie od jednej osoby.
⏩️ Oczywiście po stronie terapeuty leży bardzo dużo: wiedza, doświadczenie, umiejętność regulowania siebie, obecność, uważność, intuicja, zdolność zauważenia, gdzie naprawdę znajduje się człowiek, który przychodzi po pomoc. Czasami nazywam to po prostu dobrym okiem diagnostycznym - takim wyczuciem, co w tym konkretnym momencie ma szansę zostać przyjęte przez układ nerwowy, a co jeszcze nie.
⏩️ Ale druga część procesu dzieje się po stronie klienta.
I bardzo często są to rzeczy kompletnie nieświadome.
Ktoś przychodzi z objawem i chce go rozwiązać. To jasne. Tylko że sam objaw może znajdować się na bardzo różnych poziomach.
Czasami jest już gotowy do pracy - układ nerwowy ma zasoby, ciało jest względnie bezpieczne, człowiek ma w sobie choć odrobinę otwartości i zgody na zmianę.
Wtedy proces bywa zaskakująco prosty.
Ciało odpuszcza.
Napięcie się zmniejsza.
Objaw cichnie.
Czasami po jednej sesji dzieje się naprawdę bardzo dużo.
🧶 Ale czasami problem jest głęboko obudowany strategiami przetrwania.
I to nie dlatego, że ktoś nie chce wyzdrowieć.
Po prostu układ nerwowy przez lata nauczył się, że kontrola, napięcie, odcięcie, czuwanie albo zamrożenie są potrzebne do życia.
Nawet jeśli dziś już męczą to jednak kiedyś pomagały przetrwać. Więc ciało nie odda ich tylko dlatego, że bardzo tego chcemy.
🤎 Bezpieczeństwo też jest niezwykle subiektywne.
Terapeuta może zrobić wszystko najlepiej jak potrafi, a więc stworzyć spokojną przestrzeń, być uważny, delikatny, nie naciskać, a mimo to jakiś fragment człowieka nadal będzie czuwał.
I to też jest część procesu.
Ogromne znaczenie ma również zaufanie.
Do terapeuty.
Do metody.
Do samego procesu.
Jeżeli ktoś przychodzi z silnym sceptycyzmem, z nastawieniem: „sprawdzę, czy to w ogóle działa”, to układ nerwowy bardzo często pozostaje w obserwacji zamiast wejść w doświadczenie.
Mózg analizuje, ocenia, kontroluje. Trudno wtedy o głębsze puszczenie.
I nie ma w tym nic złego. To też jest forma strategii przetrwania.
Czasami przychodzą osoby bardzo gotowe.
Takie, które już naprawdę nie chcą dalej żyć w określonym napięciu, bólu czy objawie.
Mają w sobie otwartość, zasoby, ciekawość siebie.
Nie oczekują cudu tylko są gotowe uczestniczyć w procesie. I wtedy często dzieją się rzeczy piękne, głębokie, a jednocześnie bardzo proste.
Dobra terapia somatyczna wcale nie musi być spektakularna.
Nie musi oznaczać rozgrzebywania wszystkiego do dna.
Wręcz przeciwnie - często najpiękniejsze procesy są spokojne, łagodne i bardzo cielesne.
Bez retraumatyzowania.
Bez przemocy wobec układu nerwowego.
👀 Ale są też osoby, które przychodzą głównie z ciekawości.
Bo ktoś polecił.
Bo koleżance pomogło.
Bo warto spróbować.
I wtedy też czasami wydarza się coś niezwykłego bo ciało nagle przypomina sobie starą operację, dawną kontuzję albo dawno zapomniany stres.
A czasami… nie wydarza się nic spektakularnego.
Ktoś po prostu leży na stole, terapeuta trzyma dłonie, sesja się kończy i tyle.
I to również nie musi oznaczać, że to nie działa.
🔒Być może układ nerwowy nie był gotowy.
🔒Być może problem już dawno się zintegrował.
🔒Być może objaw nie miał już w sobie energii do pracy.
🔒Być może ciało potrzebowało najpierw zbudować zaufanie.
🔒A być może to po prostu nie był ten moment, ta metoda albo ten terapeuta.
—-
Myślę, że bardzo trudno dziś zaakceptować fakt, że terapia nie jest produktem z gwarancją efektu.
W końcu pracujemy z żywym człowiekiem.
Z jego historią,
biologią,
doświadczeniami,
strategiami przetrwania,
gotowością i lękiem.
Dlatego kiedy ktoś mówi: „nie działa” to ja coraz częściej myślę nie o porażce, tylko o złożoności.
Szanuję to.
I daję mu prawo odejść, szukać innych rozwiązań lub dać sobie więcej czasu.
To w porządku 😊