28/08/2026
Opowieść z natury
Mina niewyraźna, czyli jak ja buduję nawyki
—————————
Zwykle na początku zawieram ze sobą umowę, a nawet pakt.. I on nie jest byle jaki bo znam siebie i wiem, że mój wewnętrzny urwis szuka natychmiast wytrychów/ wymówek. A może by tak o! I o! No więc musiałam ustalić sobie plan, a w nim obowiązkowo plan minimum na tzw. wszelki wypadek. Wymyśliłam tez motto przewodnie tego projektu. Z racji tego, że syn od którego się wszystko zaczęło zaproponował pół godziny, to ja dodałam jedynie coś od siebie : „ pół godzinki dla słoninki”. Zaczęło się nieźle, wybiegłam jak z procy, opisywałam swój przypadek, bo najłatwiej opisuje się siebie w początkowej fazie euforii. Gdy emocje już opadły jak po wielkiej bitwie kurz, skręciłam kostkę. I wróciłam do ulubionych dla słoninek aktywności, odpoczynek stateczny i niczym nie zmąconą ciszę i to też było ok. Do czasu. A wydarzyło się wielkie nic. Gdy tak leżałam to przypomniałam sobie, że pozycja horyzontalna nie jest tą która kojarzy mi się dobrze. Możecie sobie wyobrazić co zrobiły moje nogi! Zerwały się jak koń wyścigowy na równe i wyrwały z ów pozycji, wsadziły wprost w ulubione buty, buty do biegania rzecz jasna, na miękkiej podeszwie. Run Aga, run, słyszałam w myślach i wyobrażałam sobie, że biegnę przynajmniej po złoty medal. Wszędzie nieme oklaski, ale to wciąż oklaski. Minęła mnie starsza Pani która kciukiem skierowanym w górę pokazała że to lubi. Lubi to! Dacie wiarę? Biegłam więc ile tchu, co sił w nogach. Tak minęły mi już cztery dn… tfu razy. Run Aga, run! Pół godzinki! I tylko ten Pan, ten Pan który widząc mnie purpurową, może nawet sino zieloną złapał się za głowę, zaszedł mi drogę. To nic to nic, ominęłam go i biegłam dalej, sina siną w dal… i tylko smugę uśmiechu zostawiłam po sobie. Mina niewyraźna. Pół godzinki dla słoninki.
Z pozdrowieniami
Aga