09/08/2026
Dzisiaj, przy porannej kawie na tarasie, przyszło do mnie pewne zrozumienie.
Od dawna bliska jest mi filozofia Ho’oponopono i myśl o współodpowiedzialności za to, czego doświadczamy.
Dzisiaj zobaczyłam ją trochę inaczej.
W świecie duchowym często słyszymy, że kreujemy swoją rzeczywistość, że przyciągamy doświadczenia, które pojawiają się w naszym życiu. Przez jakiś czas było to dla mnie ważne i nadal jest w tym coś, co czuję.
Jednocześnie zaczęłam widzieć, jak łatwo z takiego myślenia pójść w dwie strony.
Z jednej strony może pojawić się wzrost ego:
„To ja kreuję. To ode mnie wszystko zależy. To ja tworzę swoją rzeczywistość.”
Z drugiej strony tej samej myśli bardzo łatwo przejść do poczucia winy:
„Skoro wydarzyło się coś złego, to znaczy, że sama to stworzyłam. Przyciągnęłam to. To przeze mnie.”
I obie te strony wydają mi się dzisiaj zbyt dużym ciężarem dla człowieka.
Jeżeli ktoś mnie zranił, nie oznacza to, że stworzyłam jego zachowanie.
Jeżeli ktoś przekroczył moje granice, nie oznacza to, że go do tego przyciągnęłam.
Jeżeli wydarzyło się coś bolesnego, nie muszę szukać w sobie winy za samo wydarzenie.
Współodpowiedzialność nie oznacza odpowiedzialności za wszystko.
Dzisiaj rozumiem ją raczej jako uczestnictwo.
Nie jestem odpowiedzialna za cudze wybory, słowa czy czyny. Jestem odpowiedzialna za to, co zrobię z tym doświadczeniem, kiedy już się wydarzy.
Mogę zobaczyć, co ono we mnie porusza.
Mogę zobaczyć swoje emocje, lęki, przekonania i granice.
Mogę zdecydować, co zrobię dalej.
I wtedy Ho’oponopono zaczyna dla mnie znaczyć coś jeszcze głębszego.
Nie: „to moja wina”.
Tylko:
widzę.
przyjmuję.
uzdrawiam to, co jest moje.
puszczam to, co nie jest moje.
Przepraszam.
Proszę, wybacz mi.
Dziękuję.
Kocham Cię.
Nie po to, żeby brać odpowiedzialność za cały świat.
Po to, żeby wrócić do siebie i do relacji z tym, co jest.
A gdyby spojrzeć na siebie nie jak na samotnego kreatora rzeczywistości (ego), lecz jak na jej uczestnika?
To jedno przesunięcie zmienia perspektywę.
Nie odbiera nam sprawczości.
Zdejmuje z nas ciężar bycia centrum wszystkiego.
I chyba właśnie w tym widzę dzisiaj największą wolność.
Nie muszę stworzyć wszystkiego, co mnie spotyka.
Mogę świadomie wybrać, jak będę w tym obecna.
Moc Masażu 🤍
Justyna Medar