21/09/2026
Jesień to dobry moment, żeby czegoś nie zaczynać.
Jutro równonoc i zaraz zacznie się sezon na postanowienia. Nowy rok szkolny, nowy plan, nowy kurs, od poniedziałku inaczej.
Chcę zaproponować coś odwrotnego.
Zauważcie, że każde postanowienie zaczyna się od dokładania. Zacznę biegać. Zacznę czytać. Zacznę wstawać wcześniej. Nawet dbanie o siebie potrafi wejść na listę zadań i stać się kolejną rzeczą, z której trzeba się rozliczyć.
A jeżeli jesteś przeciążona, to dokładanie, choćby najzdrowsze, idzie na ten sam stos.
Więc zamiast tego: odłóż jedną rzecz. Jedną, którą ciągniesz z przyzwyczajenia i która Ci już nie służy. Może to być obowiązek, który przejęłaś dziesięć lat temu, bo akurat wypadło. Może być zajęcie, na które chodzisz bez przyjemności. Może być rozmowa, którą odbywasz co niedzielę i po której masz gorszy wieczór.
Zmiana przez odejmowanie idzie ciału łatwiej niż zmiana przez dokładanie. Ciało zna dodawanie aż za dobrze.
Przyroda robi teraz dokładnie to samo. Nic nie zaczyna. Zrzuca.
W sesji często okazuje się, że pod niemożnością odpuszczenia leży lęk — że jak przestanę, to coś się rozsypie, albo że ktoś się obrazi. Bardzo rzadko okazuje się to prawdą.
To wsparcie w pracy nad sobą, nie zamiennik psychoterapii.
Napisz w komentarzu RÓWNOWAGA — a jeśli chcesz, dopisz od razu, co odkładasz. Będę Wam kibicować.