06/05/2026
Zadał proste pytanie sali pełnej mężczyzn:
„Dlaczego uczycie swoje córki, jak nie stać się ofiarami przemocy seksualnej, zamiast uczyć swoich synów, żeby tej przemocy nie stosowali?”
Cisza, która potem zapadła, zmieniła wszystko.
Jackson Katz stał przed salą konferencyjną pełną władz uczelni, trenerów i osób odpowiedzialnych za życie studenckie. Był początek lat 90., a zaproszono go, by mówił o zapobieganiu przemocy wobec kobiet na kampusach.
Ale Katz nie przyszedł wygłosić typowej przemowy o szacunku wobec kobiet ani o tym, jak być „porządnym facetem”.
Przyszedł, by podważyć całą logikę tej rozmowy.
— Zacznijmy od czegoś — powiedział. — Wczoraj wieczorem pewna kobieta została pobita przez męża. Teraz zadam wam kilka pytań.
Sala skupiła na nim uwagę.
— Co miała na sobie? Czy piła alkohol? Dlaczego od niego nie odeszła? Dlaczego została?
Kilka osób skinęło głowami.
To były pytania, które wszyscy zwykle zadawali.
Wtedy Katz przerwał.
— A teraz zapytajmy inaczej: dlaczego Jan uderzył Marię? Co dzieje się z Janem? Gdzie Jan nauczył się, że przemoc wobec kobiet jest dopuszczalna?
W sali zapadła cisza.
Od dziesięcioleci Jackson Katz prosi mężczyzn, by przestali zadawać niewłaściwe pytania.
Bo kiedy pytamy: „Dlaczego ona nie odeszła?”, skupiamy się na zachowaniu ofiary.
Kiedy pytamy: „Dlaczego on ją skrzywdził?”, skupiamy się na zachowaniu sprawcy.
A to zmienia wszystko.
Katz dorastał, obserwując, jak działania związane z zapobieganiem przemocy wobec kobiet traktowano jako „problem kobiet” — coś, co kobiety miały rozwiązać same, ewentualnie przy pomocy kilku dobrze nastawionych mężczyzn.
Kursy samoobrony dla kobiet.
Porady bezpieczeństwa dla kobiet.
Wskazówki, jak uniknąć napaści.
— W gruncie rzeczy mówiono kobietom: „Oto jak nie stać się ofiarą” — tłumaczy Katz. — Ale prawie nigdy nie mówiono mężczyznom: „Oto jak nie być przemocowym”.
Całe założenie było odwrócone.
Dlatego w 1993 roku Katz stworzył program Mentors in Violence Prevention — MVP, jeden z pierwszych dużych programów profilaktycznych zaprojektowanych specjalnie do pracy z mężczyznami.
Zaczął od szatni sportowych i środowisk wojskowych, gdzie „żarty z szatni” uznawano za nieszkodliwe, a hasło „chłopcy już tacy są” usprawiedliwiało niemal wszystko.
Jego podejście było radykalne:
przestać patrzeć na mężczyzn wyłącznie jak na potencjalnych sprawców albo biernych obrońców, a zacząć widzieć w nich aktywnych świadków — ludzi zdolnych zmieniać kulturę własnego środowiska.
Uczył ich rozpoznawać momenty, w których przemoc zaczyna się naprawdę: nie dopiero w samym akcie agresji, ale w żarcie poniżającym kobiety, komentarzu sprowadzającym je do przedmiotu, kulturze normalizującej brak szacunku.
— Jeśli potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko — mówi Katz — to potrzeba też całej wioski, żeby stworzyć sprawcę przemocy.
Sprawcy nie pojawiają się znikąd.
Są kształtowani przez system, który usprawiedliwia, pomniejsza, a czasem wręcz nagradza zachowania krzywdzące kobiety.
I właśnie to Katz zrozumiał wcześniej niż wielu innych:
większość mężczyzn wcale nie czuje się dobrze z zachowaniem części swoich kolegów.
Podczas warsztatów, gdy pyta ich prywatnie, czy widzieli kiedyś innych mężczyzn mówiących albo robiących coś wobec kobiet, co wzbudziło w nich dyskomfort, podnosi się niemal każda ręka.
Potem pyta:
— Ilu z was zareagowało?
Prawie żadna ręka nie idzie w górę.
— Dlaczego? — pyta.
Odpowiedzi prawie zawsze są podobne:
strach przed utratą pozycji w grupie, strach przed wyśmianiem, strach przed odwetem, strach przed uznaniem za słabego, dziwnego albo „niewystarczająco męskiego”.
Wtedy Katz zmienił sposób mówienia o reagowaniu.
Nie nazwał tego nadwrażliwością.
Nie nazwał tego „poprawnością polityczną”.
Nie nazwał tego udawaniem wybawcy.
Nazwał to przywództwem.
Siłą.
Byciem dobrym przyjacielem.
Byciem prawdziwym mężczyzną — nie tą fałszywą wersją, która wymaga poniżania innych.
— Facet, który reaguje, gdy jego kolega robi obrzydliwy żart o przemocy seksualnej, nie jest słaby — mówi Katz młodym mężczyznom. — Jest wystarczająco silny, by zaryzykować swoją pozycję w grupie dla tego, co słuszne. To właśnie jest odwaga.
I to zaczęło działać.
Program MVP trafił do setek uczelni, szkół i baz wojskowych. Szkolono sportowców, grupy studenckie i różne jednostki. Badania wskazywały, że uczestnicy częściej reagowali, gdy byli świadkami zachowań pełnych braku szacunku.
Potem zmieniła się kultura.
Katz obserwował, jak internet tworzy przestrzenie — fora, kanały na YouTube, media społecznościowe — w których mężczyźni czujący się „skrzywdzeni” przez postęp kobiet mogli się gromadzić i wzajemnie nakręcać.
Miejsca, gdzie rozpowszechniano przekonanie, że feminizm jest wrogiem.
Miejsca, gdzie tzw. manosfera potrafiła radykalizować młodych chłopaków, wmawiając im, że to oni są ofiarami.
— Widzimy globalną reakcję przeciwko postępowi kobiet — mówi Katz. — Ostatnie dekady głęboko podważyły patriarchalne normy. A część mężczyzn boi się świata, w którym nie są już automatycznie w centrum.
Potem pojawiły się publiczne sygnały normalizacji.
Osoby oskarżane, skazywane albo obciążane odpowiedzialnością cywilną za zachowania wobec kobiet nadal zdobywały władzę, publiczność i prestiż.
Przekaz, który się z tego wyłaniał, był niebezpieczny: można traktować kobiety w taki sposób, a mimo to być nagradzanym.
Manosfera przeniknęła do głównego nurtu.
Niektórzy influencerzy stali się idolami nastolatków.
Podcasty gloryfikujące mizoginię zdobywały miliony odsłuchań.
Upokarzające hasła zaczęły być używane jako kpina wobec kobiet w różnych kontekstach.
Katz widział, jak część kultury, którą od dekad próbował zmieniać, cofa się.
Ale się nie poddał.
— Po naszej stronie potrzebny jest mocniejszy mikrofon — mówi. — Potrzebujemy więcej mężczyzn, którzy wstaną i powiedzą: „Nie w moim imieniu”.
Bo Katz wie jedno:
przyszłość nie jest jeszcze napisana.
Każdy ojciec, który uczy syna, że kobiety są pełnoprawnymi ludźmi, stawia opór.
Każdy trener, który przerywa seksistowskie komentarze w szatni, stawia opór.
Każdy młody chłopak, który mówi koledze: „To nie jest okej”, gdy ten poniża kobietę, stawia opór.
— Nie można mówić chłopcom, że przemoc i nękanie są złe, a potem nagradzać sprawców władzą — mówi Katz. — Jesteśmy to winni następnemu pokoleniu: chłopcom i dziewczynom, którzy nie wybrali narodzin w patriarchalnym społeczeństwie.
Jego przesłanie jest proste:
mężczyźni muszą tworzyć między sobą kulturę, w której przemocowe i upokarzające zachowania są nieakceptowalne — nie tylko dlatego, że bywają nielegalne, ale dlatego, że są moralnie złe.
Kulturę, w której ten, kto reaguje, jest szanowany, a nie wyśmiewany.
Kulturę, w której chłopcy uczą się, że prawdziwa siła polega na trosce, nie na dominacji.
Kulturę, w której przemoc wobec kobiet zostaje uznana także za problem mężczyzn — taki, w którego rozwiązaniu mężczyźni muszą uczestniczyć.
— W kulturze męskiej było zbyt wiele milczenia wobec tej ciągłej tragedii — mówi Katz. — Musimy to milczenie przerwać. I potrzebujemy do tego więcej mężczyzn.
Dziesięciolecia temu Jackson Katz wszedł do sali pełnej mężczyzn i zapytał, dlaczego zadają niewłaściwe pytania.
Dziś nadal pyta.
Nadal mówi.
Nadal wierzy, że mężczyźni mogą być częścią rozwiązania, a nie częścią problemu.
Bo alternatywa — milczeć, gdy mizoginia staje się czymś normalnym — nie jest do przyjęcia.
— To nasz moralny, etyczny i ludzki obowiązek — mówi Katz — działać razem w tej walce.
Nie jako wybawcy.
Nie jako bohaterowie.
Ale jako ludzie świadomi, że przemoc wobec kobiet dotyczy nas wszystkich.
I najwyższy czas, by więcej mężczyzn zaczęło zachowywać się zgodnie z tą prawdą.
Źródło: MVP Strategies, „MVP: 30 Years of Leadership in Action”.