26/08/2026
Czy dziecko trzeba uczyć się bawić?
Przecież zabawa jest czymś naturalnym.
Dajemy dziecku zabawki. Zabieramy je na plac zabaw albo do sali zabaw. Jest wśród innych dzieci, ma przestrzeń, swobodę i mnóstwo możliwości.
Wydawałoby się, że reszta wydarzy się sama.
I u wielu dzieci rzeczywiście tak się dzieje.
Dziecko obserwuje. Naśladuje. Próbuje. Powtarza. Wymyśla. Zaczyna zmieniać pomysły i tworzyć własne scenariusze.
Samochód już nie tylko jeździ. Jedzie do warsztatu. Mechanik go naprawia. Później trzeba zatankować. Ktoś jest kierowcą, ktoś mechanikiem, a za chwilę można zamienić się rolami.
Prosta aktywność zaczyna żyć.
Ale nie u każdego dziecka ten proces rozwija się spontanicznie.
I właśnie dlatego warto spojrzeć na zabawę trochę inaczej.
Zabawa jako papierek lakmusowy rozwoju
Żeby się bawić, nie wystarczy mieć zabawki.
Za spontaniczną zabawą stoi wiele rozwijających się kompetencji.
Dziecko musi zauważać i eksplorować. Naśladować. Tworzyć pomysł. Zaplanować działanie. Łączyć czynności w sekwencje. Przewidywać. Korzystać z symbolu. Komunikować swoje zamiary. Stopniowo tolerować zmianę i dopuszczać do własnej aktywności pomysły drugiego człowieka.
Dlatego czasami ważniejsze od pytania:
„Czy dziecko się bawi?”
jest pytanie:
„Jak ono się bawi?”
Czy ma własny pomysł?
Czy potrafi go rozwinąć?
Czy jego zabawa może się zmieniać?
Czy pojawia się „na niby”?
Czy dziecko naśladuje?
Czy potrafi przyjąć pomysł drugiej osoby?
Czy jest w tej zabawie miejsce na wspólność?
Sposób, w jaki dziecko się bawi, może powiedzieć nam bardzo dużo o jego rozwoju.
Dlatego zabawa jest trochę jak papierek lakmusowy.
Nie daje nam jednej prostej odpowiedzi ani diagnozy, ale pokazuje, jak dziecko korzysta z wielu swoich możliwości jednocześnie.
Ale zabawa nie tylko pokazuje rozwój. Zabawa rozwija.
Jest trochę jak dziecięce laboratorium życia.
To bezpieczna przestrzeń, w której można próbować świata, zanim trzeba będzie radzić sobie z nim naprawdę.
Miś zachorował — trzeba się nim zaopiekować.
Lalka jest głodna — przygotowujemy jedzenie.
Samochód się zepsuł — szukamy rozwiązania.
Ktoś chce tę samą zabawkę.
Konstrukcja się przewróciła.
Kolega zmienił scenariusz.
Najpierw ja jestem lekarzem, później ty.
W dziecięcej rzeczywistości „na niby” można obserwować świat, odtwarzać go, przekształcać i tworzyć jego własne modele.
Można doświadczać naprzemienności, planowania, przewidywania, komunikowania swoich zamiarów, zmiany ról, rozwiązywania problemów czy radzenia sobie z tym, że nie wszystko przebiega zgodnie z naszym pomysłem.
A później część tych doświadczeń wychodzi razem z dzieckiem poza zabawę — do codzienności, relacji, przedszkola, szkoły i stopniowo coraz bardziej samodzielnego życia.
Wiele dzieci zdobywa te doświadczenia spontanicznie.
Ale co dzieje się wtedy, kiedy sama zdolność do zabawy nie rozwija się w taki sposób?
Kiedy zabawa nie rozwija się sama
U części dzieci z trudnościami rozwojowymi, w tym u części dzieci w spektrum autyzmu, zabawa może rozwijać się inaczej lub potrzebować większego wsparcia.
Może być bardziej powtarzalna. Może koncentrować się głównie na ruchu, doznaniach sensorycznych albo określonych właściwościach przedmiotów.
Dziecku może być trudno stworzyć nowy pomysł, rozwinąć prostą czynność w dłuższy scenariusz, wykorzystać symbol, dopuścić zmianę, przyjąć propozycję drugiej osoby czy zbudować wspólną zabawę.
I wtedy może pojawić się pewnego rodzaju błędne koło.
Dziecku trudno rozwijać zabawę, ponieważ nie ma jeszcze wszystkich potrzebnych do tego kompetencji. Jednocześnie ma mniej możliwości rozwijania tych kompetencji poprzez samą zabawę.
Dlatego samo stworzenie bogatego środowiska nie zawsze wystarczy.
Sala zabaw nie zawsze oznacza rozwój zabawy
Możemy zabrać dziecko do świetnie wyposażonej sali zabaw.
Wokół są inne dzieci, konstrukcje, zabawki, ruch i dziesiątki możliwości.
I taki pobyt może być bardzo wartościowy.
Dziecko doświadcza. Porusza się. Obserwuje. Poznaje nowe miejsce i innych ludzi. Może czerpać z tej przestrzeni przyjemność i regulację. Czasami właśnie dzięki takim doświadczeniom spontanicznie odkryje coś nowego.
Ale nie zawsze.
Dziecko wchodzi do tej przestrzeni z repertuarem umiejętności, który aktualnie posiada.
Jeżeli najpewniej czuje się, biegając i poszukując intensywnego ruchu — może przez większość czasu właśnie biegać.
Jeżeli jego aktywność opiera się przede wszystkim na powtarzaniu jednej czynności — może znaleźć nowe przedmioty, ale korzystać z nich w ten sam znany sposób.
Jeżeli trudno mu wejść we wspólną zabawę — sama obecność wielu dzieci wokół nie musi sprawić, że zacznie się z nimi bawić.
I nie ma w tym nic złego.
Ważne jest tylko, żeby nie utożsamiać dwóch różnych rzeczy:
dać dziecku możliwość zabawy
i
pomóc mu rozwinąć zdolność do zabawy.
Dziecko może mieć przed sobą dziesiątki możliwości, ale nie mieć jeszcze narzędzi, żeby z nich skorzystać.
I tutaj zabawa może stać się drzwiami do rozwoju
Czasami potrzebny jest drugi człowiek.
Nie po to, żeby powiedzieć:
„Nie baw się tak. Pokażę ci, jak trzeba.”
Nie po to, żeby zabrać dziecku jego własny sposób doświadczania świata.
I nie po to, żeby swobodną zabawę zamienić w kolejne zadanie przy stoliku.
Ale po to, żeby spotkać dziecko dokładnie tam, gdzie ono jest, i pomóc mu odkryć następny krok.
Dziecko jeździ samochodem tam i z powrotem.
Możemy dołączyć drogę.
Później pojawia się garaż.
Samochód może się zepsuć.
Potrzebny jest mechanik.
Trzeba zadzwonić po pomoc.
Ktoś prowadzi samochód, ktoś go naprawia.
A później możemy zamienić się rolami.
Nie chodzi o to, żeby od razu zbudować dziecku gotową, „prawidłową” zabawę.
Chodzi o poszerzanie tego, co już jest.
O podanie modelu.
Dodanie jednego pomysłu.
Rozwinięcie prostej czynności w sekwencję.
Wprowadzenie symbolu.
Dopuszczenie niewielkiej zmiany.
Dołączenie drugiego człowieka.
Budowanie naprzemienności.
A z czasem — coraz większej samodzielności i elastyczności dziecka w tworzeniu własnej zabawy.
I wtedy dzieje się coś bardzo ważnego.
Ucząc dziecko zabawy, nie uczymy go tylko zabawy.
Wspieramy kompetencje, których zabawa potrzebuje.
A jednocześnie otwieramy dostęp do doświadczeń, których później sama zabawa może dostarczać dziecku.
A co ze starszym dzieckiem?
Jeżeli pewne doświadczenia związane z zabawą nie pojawiły się wcześniej, sam wiek metrykalny nie sprawia, że przestają mieć znaczenie.
Nie oznacza to jednak cofania starszego dziecka do zabawy właściwej trzylatkowi.
Zmienia się forma.
Mogą pojawić się konstrukcje, gry, wspólne projekty, tworzenie historii, odgrywanie sytuacji, aktywność ruchowa, gry fabularne czy wykorzystanie szczególnych zainteresowań dziecka.
Nie chodzi o to, żeby dziecko bawiło się „jak młodsze”.
Chodzi o to, żeby budować potrzebne kompetencje od miejsca, w którym rzeczywiście znajduje się jego rozwój — z poszanowaniem wieku, zainteresowań i indywidualnego sposobu bycia.
I właśnie dlatego coraz częściej myślę o dwóch określeniach:
terapia zabawy i terapia zabawą.
Czasami sama zdolność do zabawy potrzebuje wsparcia.
A czasami zabawa staje się przestrzenią, poprzez którą możemy wspierać inne obszary rozwoju.
Bardzo często jedno przenika się z drugim.
Bo zabawa może być jednocześnie oknem, przez które obserwujemy rozwój dziecka, i drzwiami, przez które możemy do tego rozwoju wejść.
Nie po to, żeby nauczyć dziecko jednego „właściwego” sposobu zabawy.
Ale żeby otworzyć przed nim więcej możliwości.
A kiedy dziecko zaczyna z nich korzystać, może wydarzyć się coś najcenniejszego:
zabawa sama zaczyna je uczyć.