Jakub - Autystycznie Autentyczny

Jakub - Autystycznie Autentyczny Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Jakub - Autystycznie Autentyczny, Police.

Oczami matki od spraw niemożliwych 🖤 mama dwójki neuroróżnorodnych dzieci • codzienność bez filtrów • emocje • system który nie nadąża
https://sercadlamaluszka.pl/nasi-podopieczni/jakub-nagorzycki

Wczoraj nic nie napisałam, choć miałam plan stworzyć coś pięknego z okazji Dnia Dziecka. Miało być pięknie cudowna zabaw...
02/06/2026

Wczoraj nic nie napisałam, choć miałam plan stworzyć coś pięknego z okazji Dnia Dziecka.

Miało być pięknie cudowna zabawa i dzień pełen radości.

I po części taki był ale w sobotę na festynie.

Były prezenty, była wycieczka Oliwki.

Niestety Kubuś nie świętował wczoraj w przedszkolu, nie było zabawy ani dziecięcych szaleństw.

Już od samego rana bardzo kaszlał i źle się czuł.

Później trochę odpuściło, więc pojechaliśmy wózkiem po prezent i na małego McDonalda.

Po dwóch godzinach od powrotu do domu usłyszałam dobiegające z łazienki:

„Mamo, pomocy...”

Kiedy weszłam, od razu wiedziałam, co się stało. Cała łazienka była we krwi.
Kolejny krwotok z nosa i gorączka.

Zatamowaliśmy krwawienie i pojechaliśmy na nocną opiekę.
W gabinecie znów pojawił się krwotok, ale jak to często bywa na dyżurze nikt nie widział większego problemu.

Diagnoza: infekcja wirusowa, do domu z paracetamolem.

Dziś wróciliśmy do naszego lekarza.
Dostaliśmy kolejne leki, na jutro mamy zaplanowane badania krwi i moczu, jeśli gorączka nie wróci.

Dzisiaj wykonano też wymaz z gardła w kierunku adenowirusa.

I tak siedzimy w domu.

Znów.

Nie wiem, jak to się dzieje, że nigdy nie mamy chwili odpoczynku.

W tym ciągłym biegu schudłam już ponad 5 kilogramów, prawie nie śpię.

Nie wiem, czy kiedyś będziemy mieli dłuższą chwilę wytchnienia.

Ten tryb życia coraz bardziej daje się we znaki mnie i dzieciom.

Za oknem piękna wiosna, ciepłe dni i słońce, a ja nieustannie wymieniam jedną chorobę, jeden szpital i jednego lekarza na kolejnych.

Jakbym nie mogła wyjść z klatki, w której utknęliśmy.

Mimo wszystko, mimo wszystkich trudnych chwil, Dzień Dziecka się udał.

Bo nawet jeśli przyszła gorączka, to pojawił się też uśmiech.

K. ❤️

Dzień MatkiDziś patrzę na swoje dzieci i wiem, że są całym moim światem.Dla nich jestem silna nawet wtedy, gdy w środku ...
26/05/2026

Dzień Matki

Dziś patrzę na swoje dzieci i wiem, że są całym moim światem.

Dla nich jestem silna nawet wtedy, gdy w środku brakuje mi sił.

Dla nich każdego dnia walczę o spokój, bezpieczeństwo, uśmiech i lepsze jutro.

Ale dziś myślę też o Tobie, Mamo Lidia.

O kobiecie, która tak jak ja musiała być wojowniczką.

Która nieraz była sama, zmęczona, może przestraszona, ale mimo wszystko zawsze szła dalej dla mnie.

Dopiero jako mama zrozumiałam, ile siły potrzeba, by każdego dnia nieść na swoich barkach cały świat i jeszcze znaleźć w sobie miłość, cierpliwość i ciepło dla dziecka.

Dziś wiem, że za każdym „wszystko będzie dobrze” kryły się Twoje łzy, zmęczenie i cicha walka, o której często nikt nie wiedział.

Mamo…

dziękuję Ci za wszystko, czego nie mówiłaś głośno, ale co czułam każdego dnia.

Za miłość, która była silniejsza niż zmęczenie.

Za ramiona, które dawały bezpieczeństwo, nawet kiedy sama potrzebowałaś oparcia.

Za to, że nauczyłaś mnie być mamą.

Dziś jestem kobietą.

Mamą.

I tak jak Ty wiem, że matczyna miłość nie zna granic.

Mama potrafi oddać ostatni kawałek siebie, by tylko jej dzieci były szczęśliwe.

Potrafi walczyć po cichu, bez oklasków, bez odpoczynku, z sercem pełnym troski i miłości.

Ten dzień jest dla nas wszystkich.
Dla mam silnych i zmęczonych.
Samotnych i tych, które codziennie uczą się życia od nowa.
Dla tych, które płaczą po nocach, a rano znów się uśmiechają.
Dla każdej mamy, która kocha bardziej, niż potrafią opisać słowa.

Bo mama to nie tylko słowo.

Mama to serce, które bije dla innych bardziej niż dla siebie samej.

Szczęśliwego Dnia Matki.

Czy tylko my zawsze przyciągamy sytuacje, które podkręcają adrenalinę w najmniej oczekiwanym momencie…?Wczoraj miałam ur...
21/05/2026

Czy tylko my zawsze przyciągamy sytuacje, które podkręcają adrenalinę w najmniej oczekiwanym momencie…?

Wczoraj miałam urodziny.

Przyszła moja przyjaciółka, wypiłyśmy kawę, dostałam przepiękne kwiaty od mamy i siostry.

Dzień zapowiadał się naprawdę spokojnie i dobrze.

Od rana Oliwcia mówiła jednak, że boli ją brzuch.

Nie był to jakiś bardzo silny ból, więc pomyślałam, że może to przez antybiotyk, który bierze już od tygodnia.

Mówiła jednak: „to nie żołądek… mdli mnie”.

Po chwili przechodziło, funkcjonowała normalnie, więc próbowałam się uspokoić.

Pojechaliśmy jeszcze do Lidla i właśnie wtedy zapaliła mi się w głowie czerwona lampka.

Oliwka chodziła jakby w zwolnionym tempie. Pytałam, czy wszystko okej, a ona tylko mówiła, że trochę boli ją brzuch.

Wróciłam do domu i jak to ja zaczęłam czytać, analizować, szukać.

Finalnie obiadu już nie zrobiłam.

Poprosiłam przyjaciółkę o opiekę nad Kubusiem i pojechałam z Oliwką na nocną opiekę.

Tam usłyszeliśmy: objawy otrzewnowe, dodatnia próba wstrząsowa, podejrzenie wyrostka i pilne skierowanie do szpitala.

A później wszystko działo się jak w filmie.

SOR, chirurdzy, badania krwi, moczu, USG…

Jeden lekarz bada, woła drugiego.

Widziałam po ich twarzach, że coś jest nie tak.

Kolejny gabinet, kolejny lekarz i nagle słyszę między nimi jedno słowo: „pękł”.

Spojrzałam i zapytałam: „Pękł?”.
Tylko kiwnęli głową.

Wtedy już wiedziałam, że będzie operacja.

Około pierwszej w nocy zabrali moje dziecko na blok operacyjny.

Nie wiedziałam nawet, co się dzieje.

Jak to operacja?
Jak to teraz?
Jak moje dziecko?

Czas dłużył się niesamowicie.

Siedziałam przed szpitalem na krawężniku, żeby nie budzić ludzi na sali, do której mnie skierowano.

Czekałam.

Po półtorej godziny przyszła lekarka.

Operacja się udała.

Wyrostek był chory, ale dodatkowo Oliwce zrobiła się torbiel krwotoczna na jajniku, która pękła i rozlała się po otrzewnej.

Ma założony drenaż otrzewnej, ale jest już bezpieczna.

Leżała całą noc w sali pooperacyjnej,przyjechała dziś toż przed 7 rano.

Dziś między snem a wybudzaniem powiedziała tylko, że chciałaby sushi.

Obiecałam jej, że jak wyjdziemy ze szpitala, kupię jej największe sushi, jakie znajdzie 😭❤️

Kubuś został pod najlepszą opieką swojej ukochanej cioci Oli.

To były chyba najbardziej emocjonalne urodziny w moim życiu.

Niezbyt miła niespodzianka, ale najważniejsze jest jedno życiu Oliwki już nic nie zagraża.

Dziękuję Wam za wszystkie życzenia i wiadomości.

Wybaczcie brak odpowiedzi ❤️

K.

Jutro kończę 31 lat.I chyba pierwszy raz nie boję się upływu czasu.Bo już wiem, że życie nie polega na tym, żeby być ide...
19/05/2026

Jutro kończę 31 lat.

I chyba pierwszy raz nie boję się upływu czasu.
Bo już wiem, że życie nie polega na tym, żeby być idealną.
Tylko żeby po wszystkich burzach nadal umieć odnaleźć siebie.

Były momenty, które mnie złamały.
Ludzie, którzy zostawili po sobie ciszę większą niż słowa.
Dni, kiedy musiałam być silna bardziej, niż chciałam.
Ale dziś nie patrzę na siebie przez pryzmat tego, co mnie bolało.
Patrzę na siebie z dumą.

Na kobietę, która nauczyła się podnosić po cichu.
Która z chaosu budowała własny spokój.
Która tyle razy wątpiła w siebie, a mimo to nigdy całkiem się nie poddała.

Mam 31 lat i coraz mniej chcę udowadniać cokolwiek światu.
Coraz bardziej chcę żyć w zgodzie ze sobą.
Spokojnie.
Prawdziwie.
Bez przymusu bycia kimś dla innych kosztem siebie.

I jeśli czegoś życzę sobie dziś najbardziej,
to ludzi, przy których mogę być sobą,
miłości, która daje spokój,
i odwagi, by zawsze wybierać własne szczęście.

Bo po tych wszystkich latach wiem już jedno
moja siła nigdy nie była w tym, że się nie bałam.
Moja siła była w tym, że zawsze szłam dalej.

31.

I jestem z siebie naprawdę dumna.

K.

Mamy teraz sporo wolnego. Trochę lekarzy już za nami kwalifikacja do operacji otolaryngologicznej Jakuba została ustalon...
16/05/2026

Mamy teraz sporo wolnego.

Trochę lekarzy już za nami kwalifikacja do operacji otolaryngologicznej Jakuba została ustalona, przed nami kolejne badania i ratowanie nosa przed krwawieniami.

Potem kolejna wizyta u gastroenterologa, zmiana leków na refluks i monitorowanie wagi, która od lutego wzrosła o całe 500 g.

Pani doktor mówi, że to dobry bilans do przodu, ale nie schodzimy ze wspomagania Kuby Nutrikidami.

Być może nie każdy zgadza się z ich skutecznością, co pokazał nasz post po otrzymaniu paczki od naszej obserwatorki, ale trudno.

Mamy trzech gastrologów, którzy monitorują Kubę, analizują wyniki i zgodnie twierdzą, że wymaga wsparcia żywieniowego, więc po prostu to wdrażamy.
Jak widać po wadze pomaga.
Może powoli, ale jednak idzie w górę, a nie w dół.

W międzyczasie Oliwka rozchorowała się na całego. Dwa antybiotyki i leży w domu, choć już bardzo chce wracać do szkoły, bo ambitnie wyznaczyła sobie cel dalszej edukacji.

Musimy jednak zwolnić zdrowie jest ważniejsze.

Nie wiem, co ją tak zaatakowało, ale poszło ostro i połowicznie , jednostronne zatoki, ucho, gardło, kaszel i katar, który nie pozwala jej oddychać.

Bardzo dzielna jest, mówię Wam, choć gorączka nadal wraca.

Czas, który mam wolny, poświęciłam na dobry program „Królowe przetrwania” na HBO Max.

Powiem Wam, że się wkręciłam.

Oglądacie?

Sama poszłabym na taką wyprawę.

Robienie dram nie należy do moich mocnych stron, ale taka przygoda?

Zdecydowanie wzięłabym udział.

Jak myślicie, kto wygra?

Ja stawiam na Dominikę Rybak naszą rodowitą szczeciniankę.

Młoda jest, ale za to jakim jest człowiekiem petarda.

Trzymajcie kciuki za Oliwcię, żeby szybko stanęła na nogi.
K.

Nie każdy utożsamia się z moimi wpisami. Pojawiają się też komentarze, których staram się nie oceniać najczęściej po pro...
09/05/2026

Nie każdy utożsamia się z moimi wpisami.

Pojawiają się też komentarze, których staram się nie oceniać najczęściej po prostu je usuwam, żeby nie nakręcać kolejnych niepotrzebnych emocji.

W skrajnych przypadkach blokuję, kiedy ktoś przekracza granice.

Ten komentarz zostawiłam.

Nie po to, żeby dziś publicznie odpowiadać Pani Ilonie i narażać ją na ocenę.

Zostawiłam go, bo uświadomił mi coś, czego wcześniej chyba nie chciałam dostrzec.

Zadałam sobie pytanie dlaczego tak wielu ludzi utożsamia się z tym, co mówię?

Przecież poza tym, że walczę o Kubę, tak naprawdę niewiele osób wie, kim jestem i przez co musiałam przejść, żeby dziś mieć siłę o tym mówić.

I właśnie dzięki temu, że Pani Ilona napisała mi, że „pierd*lę” i że „ma mi być lepiej”, postanowiłam pierwszy raz powiedzieć głośno swoją historię.

Dzisiaj pierwszy raz w życiu napiszę Wam, dlaczego wierzę, że każda kobieta, każdy człowiek, każdy rodzic czy opiekun osoby z niepełnosprawnością może być silny, że może dokonać rzeczy, które dziś wydają mu się niemożliwe, że może podnieść się po wszystkim, co go złamało, zawalczyć o siebie i swoje życie, i mimo ran dalej iść do przodu.

Silniejszy, niż kiedykolwiek myślał o sobie wcześniej.

Dlaczego dziś wspieram kobiety, rozumiem je, buduję i próbuję dawać dobre słowo właśnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebują.

Odpowiedź jest prosta.

Bo mimo że mam dopiero 31 lat, wiem, czym jest życie.
Wiem, jak bardzo potrafi człowieka złamać.
Wiem, czym jest strach, ból i przeszłość, której nie da się wymazać.
Wiem, czym jest życie bez kolorów w głodzie, chłodzie, biedzie i poczuciu kary za samo istnienie.

Wiem też, czym jest przemoc rówieśnicza.

Wiem, jak bardzo słowa potrafią zostać w człowieku na lata i jak trudno później odbudować poczucie własnej wartości.

Wiem również, czym jest hejt w internecie.

Przeżyłam go, doświadczyłam i przetrwałam.

Wiem, jak bardzo anonimowe słowa potrafią ranić człowieka, szczególnie wtedy, kiedy i tak walczy każdego dnia o przetrwanie.

Wiem to wszystko.

Mając 18 lat zostałam mamą.
Byłam sama, z małym dzieckiem, pracą na nocne zmiany oddaloną o dwie godziny drogi w jedną stronę i szkołą średnią kończoną w weekendy.

Mając 20 lat straciłam córkę w wysokiej ciąży. Wtedy zawalił mi się cały świat.

Przez 11 lat żyłam w związku, w którym doświadczałam każdej znanej przemocy. Odeszłam.

Wiem, co znaczy nie mieć za co wykarmić dzieci.
Wiem, co znaczy żyć bez prądu, bez ciepłej wody, bez poczucia bezpieczeństwa.

Wiem, czym jest samotność i wykluczenie.

Jeszcze zanim zostałam mamą, przeszłam cztery operacje kręgosłupa z powodu progresywnej skoliozy idiopatycznej.
Lekarze mówili mi, że nigdy nie urodzę dzieci, że moje ciało tego nie wytrzyma.

A dziś mam ich dwoje i przeżyłam dwa porody.

Wiem też, czym jest walka o życie własnego dziecka.
Jechałam karetką z Kubą, kiedy przestawał oddychać.
Patrzyłam, jak leży pod tlenem kilka dni i modliłam się, żeby przeżył.

Od drugiego miesiąca życia walczyłam też o zdrowie mojej córki urodziła się z wadą serca, anemią i silną żółtaczką.
Miała przetaczaną krew.
Wyszła z plamicy Schönleina-Henocha, leżąc w szpitalu jako małe dziecko przykuta do łóżka. Później przyszły problemy z układem moczowym, ciągłe zakażenia i pobyty w szpitalach.

Dziś jestem też pierwszą linią frontu, kiedy zdrowie mojej mamy odmawia posłuszeństwa. Opiekuję się nią najlepiej, jak potrafię.

Wiem, co to wszystko znaczy.

Po śmierci córki przeżyłam próbę samobójczą.

Przeżyłam to.

Nie wiem, czym jest studenckie życie, imprezy i beztroska młodość.
Bardzo wcześnie weszłam w buty zwane odpowiedzialnością i nigdy tego nie żałowałam.

Dziś, tak jak wielu rodziców, walczę po prostu o jak najlepsze życie dla swoich dzieci.
Walczę o pomoc dla mojego niepełnosprawnego syna, szukam możliwości, terapii i środków, które pozwolą mu żyć lepiej i godniej.

Ale w tym wszystkim w tej ciągłej walce, zbiórkach, szukaniu pomocy i codziennym zmęczeniu staram się przede wszystkim pozostać dobrym człowiekiem.
Staram się dawać od siebie chociaż dobre słowo.

Bo wiem, że czasami jedno dobre słowo może uratować komuś życie.

To właśnie to życie zbudowało mnie na człowieka, którym dziś jestem.

Nie odpuściłam.
Nigdy.

I wierzę, że moja historia może być inspiracją dla kogoś, kto dziś siedzi i myśli, że już nie da rady.

Że jest za słaby.
Że życie go pokonało.

Może ktoś przeczyta ten wpis i pomyśli:

„Skoro ona mogła wstać, to może ja też jeszcze dam radę”.

Może nawet Pani Ilona.

Bo prawda jest taka, że jesteśmy do siebie bardziej podobni, niż nam się wydaje.

Nikt nie jest lepszy.
Nikt nie jest gorszy.

Każdy niesie swój własny ciężar i przechodzi życie na swój sposób.

Zawsze mówiłam, że siłą kobiety jest druga kobieta.
Bo tylko kobieta naprawdę rozumie drugą kobietę.

I właśnie dlatego powinnyśmy siebie wspierać, budować i podnosić a nie odbierać sobie siłę słowami.

Pani Ilono, wierzę, że nawet w swojej tragedii znajdzie Pani jeszcze coś, co nie pozwoli się Pani poddać.
Wierzę, że przyjdzie spokój.
Że ból kiedyś stanie się lżejszy.
I że kiedyś napisze mi Pani, że życie jednak potrafi być trochę łatwiejsze.

Proszę o wyrozumiałość wobec tego wpisu.
Nigdy wcześniej nie odsłoniłam się tak bardzo. Wie o tym wszystkim bardzo niewiele osób.

Chciałabym tylko, żebyśmy nauczyli się nie oceniać siebie powierzchownie.

Bo za każdym zdjęciem, wpisem i uśmiechem stoi człowiek i historia, której często nawet sobie nie wyobrażamy.

A nawet najtrudniejsza historia nadal zasługuje na szacunek.

A na zdjęciu jestem ja z moją córka Oliwcia kiedy miałam lat 19.

K ❤️

„Ja to tutaj tylko zostawię…”Pamiętacie Blankę, którą przedstawiałam Wam jakiś czas temu na naszej stronie?Blanka choruj...
09/05/2026

„Ja to tutaj tylko zostawię…”

Pamiętacie Blankę, którą przedstawiałam Wam jakiś czas temu na naszej stronie?

Blanka choruje na autoimmunologiczne zapalenie mózgu.

Dziewczynka ma 10 lat i walczy w szpitalu o kolejną serię wlewów immunoglobulin, które nie są refundowane.

Blanka walczy.

Rodzice boją się jednego, że nie zdążą zebrać kolejnych ponad 40 000 zł, bo tyle kosztuje jeden wlew immunoglobulin, a przerwa między kolejnymi nie może przekroczyć 3 miesięcy.

To jest oburzające, że koszt jednej procedury ratującej życie dziecka sięga takiej kwoty i nie jest refundowany w kraju unii europejskiej.🤬

Te wlewy to dożylne immunoglobuliny (IVIG) preparat z przeciwciałami pozyskiwanymi z osocza krwi dawców.
Podaje się go w warunkach szpitalnych, kroplówką, zwykle przez kilka godzin, czasem nawet kilka dni pod rząd, w zależności od schematu leczenia.

W przypadku autoimmunologicznego zapalenia mózgu ma on „wyciszyć” nieprawidłową reakcję układu odpornościowego, który atakuje własny mózg dziecka i wywołuje m.in. napady padaczkowe, zaburzenia świadomości, regres rozwojowy czy zmiany zachowania.

To nie jest leczenie jednorazowe to terapia cykliczna, którą trzeba powtarzać, żeby utrzymać efekt i nie dopuścić do nawrotu choroby.

Jeśli nie uda się zebrać pieniędzy na kontynuację leczenia, wszystko, co dały pierwsze wlewy, może zostać zaprzepaszczone.

Objawy wrócą ze zdwojoną siłą, a Blanka znów będzie musiała zaczynać tę walkę od początku.

Nie możemy tego tak zostawić.

Nie będę pisać Wam sztucznie napompowanej historii i wywoływać emocji, których tutaj nie potrzeba.

Jestem cholernie zła na to, że rodzice niepełnosprawnych dzieci muszą walczyć o zbieranie pieniędzy na leczenie, które realnie ratuje życie, bo system nie uznał tego za wystarczająco zasadne.

Blanka ma 10 lat.
Rozumiecie?
Dziewczynka zamiast skupiać się na tym, żeby być dzieckiem wchodzącym w okres nastoletni, spędza większość czasu w szpitalu, bo zapalenie mózgu jest niebezpieczne i zmienia człowieka.

Blania ma autyzm i padaczkę ma mutacje genów nazw których nie wypowiem...

Ta historia porusza mnie jeszcze bardziej, bo jest tak bardzo podobna do historii Kuby pod względem schorzeń.

Blanka potrzebuje pomocy i mam nadzieję, że dzięki temu, że dziś to publikuję, jej rodzice będą mogli choć na chwilę odetchnąć i kontynuować leczenie córki, które ratuje jej życie.

Nie będę ukrywać tu liczy się czas.

Żagle na sztorc krokodyle bardzo na was liczymy.

Blanko proszę walcz kochanie a ciocie i wujkowie zrobią wszystko co mogą być wyzdrowiała 🥹

https://www.siepomaga.pl/blanka-kozlow?fbclid=IwdGRjcARrI5ljbGNrBGsjjWV4dG4DYWVtAjExAHNydGMGYXBwX2lkDDM1MDY4NTUzMTcyOAABHlxAcxHCwI3riCu8lJyj2FblIUd6aITwik_-DBLpukFf_lvvrHGr3ZHiR2VU_aem_hb4dVJ3_1bAag-No3uITNA

Nie jestem idealną mamą.Nie mam idealnych dzieci.I wiesz co? To jest okej.Bardzo okej.Bo w naszym domu życie nie wygląda...
08/05/2026

Nie jestem idealną mamą.
Nie mam idealnych dzieci.
I wiesz co?

To jest okej.
Bardzo okej.

Bo w naszym domu życie nie wygląda jak instagramowy poradnik rodzicielstwa.

U nas częściej jest gaszenie pożarów niż pieczenie ciasteczek w idealnie białej kuchni.

Są dni, kiedy wstaję bez siły.

Tak po prostu.

Zmęczona walką o pomoc, tłumaczeniem świata światu i świata moim dzieciom.

Walką z systemem, papierami, urzędami i własną głową, która czasami mówi „już nie dam rady”.

Ale potem przychodzi kolejny dzień.
I znowu wstaję.

Bo jestem mamą.

Mamą, która sama wychowuje dwoje wyjątkowych dzieci.

Sama ogarnia dom, szkołę, terapię, lekarzy, dojazdy, zakupy, gotowanie, urzędy, sprzątanie i kryzysy, które pojawiają się szybciej niż zdążę wypić ciepłą kawę.

I chcę Ci dzisiaj powiedzieć jeśli też jesteś zmęczonym rodzicem… naprawdę dobrze Cię rozumiem.

Bo nikt nie widzi, ile kosztuje codzienność.

Ile energii zabiera zwykły poranek.

Ile cierpliwości trzeba mieć, kiedy słyszysz awanturę o kolor kubka, źle postawiony przecinek albo fakt, że oddychasz „nie tym tonem”.

A przecież to nie tylko Kuba.

Jest jeszcze moja córka.
Nastolatka z ADHD.

Najważniejsza kobieta mojego życia i jednocześnie człowiek, który codziennie balansuje między:
„pomogę mu, nauczę go, obronię go przed światem” a
„przysięgam, matko, wrzucę go do worka i worek do wanny”.

I szczerze?
Jako starsza siostra chłopca z AuDHD ma czasami pełne prawo mieć dość.

Bo szkoła już sama w sobie potrafiła wykończyć każdego z nas.

A spróbuj odrabiać lekcje bez własnego kąta, w ciągłym hałasie, z młodszym bratem, który potrafi w trzy sekundy zmienić spokojne popołudnie w próbę generalną końca świata.

A mimo tego ona dalej próbuje.

Czasami trzaska drzwiami.
Czasami płacze.
Czasami dramatyzujemy wszyscy naraz i w tym momencie nawet sąsiedzi wiedzą, że „emocje dziś w promocji”.

Ale wiecie co?
To dalej jest miłość.

Nieidealna.
Głośna.
Zmęczona.

Ale prawdziwa.

I chcę Ci powiedzieć, rodzicu jeśli dziś masz wrażenie, że robisz za mało, że sobie nie radzisz, że jesteś niewystarczający… to spójrz, ile już uniosłeś.

Bo ja też jestem tylko jedna.

Jedna na wszystko.

I były momenty, kiedy naprawdę nie miałam już siły otworzyć oczu.

A mimo wszystko dalej walczę.

I wiesz co?

Ja wygrałam swoje na najbliższe trzy lata.

Wywalczyłam trochę spokoju.
Trochę oddechu.
Chwilę, żeby nie żyć wyłącznie od kryzysu do kryzysu.

I pierwszy raz od dawna pozwoliłam sobie pomyśleć o czymś więcej niż tylko przetrwanie.

Dlatego chcę Ci powiedzieć jeszcze jedno Ty też tak umiesz.

Nawet jeśli dziś jesteś zmęczony tak bardzo, że ledwo widzisz sens kolejnego dnia.

Ty też dojdziesz do swojego momentu oddechu.

Bo ta siła, którą masz w sobie teraz, choć pewnie jej nie widzisz już nie raz uratowała Twój świat.

I to właśnie jest siła.
Nie perfekcja.
Nie idealny dom.
Nie spokojne dzieci 24/7.

Tylko to, że po każdym ciężkim dniu dalej wybierasz miłość i dalej próbujesz jeszcze raz.

Ja też próbuję.

Codziennie.

Bo moim celem jest szczęśliwe życie dla moich wyjątkowych ludzi.

I choć czasami ledwo stoję na nogach nie przestałam wierzyć, że nam się uda.

Więc jeśli dziś potrzebujesz to usłyszeć:
robisz więcej, niż Ci się wydaje. ❤️

A dziś, w Międzynarodowy Dzień Zwycięstwa, chcę powiedzieć jedno czasami największe zwycięstwa nie mają medali ani braw.

Bohaterzy bez peleryny ❤️

K❤️

Odpuściliśmy dziś przedszkole i wycieczkę, która była zaplanowana. Już wczoraj Kubuś w przedszkolu dosłownie przelewał s...
07/05/2026

Odpuściliśmy dziś przedszkole i wycieczkę, która była zaplanowana.

Już wczoraj Kubuś w przedszkolu dosłownie przelewał się przez ręce, więc postanowiłam, że dzisiejszy dzień odpoczynku jest konieczny.

Chłopak się cieszy, ja też nie ukrywam, bo bieganie jak lampart od instytucji do instytucji jest bardzo wykańczające.

Dzień odpoczynku uważam więc za zasadny dla naszej dwójki.

Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o odroczenie obowiązku szkolnego w tym roku.

Tak, Kubuś zostaje w przedszkolu.

Czy kolejny rok zmusi mnie do podjęcia raz jeszcze takiej decyzji?

Tego nie wiem, bo rok to zdecydowanie bardzo dużo czasu.

Myślę, że to ciężka, ale konieczna decyzja, by dać dziecku szansę, a przecież właśnie o tę szansę chodzi.

Trochę pozmieniały nam się plany, jeśli chodzi o naszą wizytę w Zakopanem w klinice.

Zakładałam z góry, że dostaniemy się tam w sierpniu, ale nawet mnie zaskoczyło to, że jest tak dużo pacjentów, że nie ma dla nas terminu 🫣

Spokojnie dostaliśmy inny termin na listopad ( pojedziemy drugi raz ) do naszego lekarza prowadzącego.

I nie, tutaj nie korzystam z ustawy „Za życiem”, bo jedziemy tam z Oliwcią, która tych terminów nie może mieć przyspieszonych,bo tak leczę tam dwoje dzieci.

Ale spokojnie raz jeszcze my w Zakopanem będziemy w sierpniu, tylko w celu wyprawy, którą terminowo właśnie dogrywam.

Oczywiście, jeśli będę mogła przekazać Wam szczegóły, to je otrzymacie.

Docelowo będzie ze mną wyruszać moja siostrzenica, która od zeszłego roku stała się moim wspaniałym kompanem w takich szalonych pomysłach wypraw.

Dziewczyna jest świetna i absolutnie zdeterminowana.

Nie wiem, czy wiecie, ale ma ona cukrzycę typu pierwszego, a rozwala góry jak szalony człowiek.

W związku z zamknięciem zbiórki otrzymuję zapytania o to, gdzie przekazać wsparcie dla Kubusia, więc powielam informację, że na samej górze naszej strony znajduje się link do subkonta Kubusia.

Będziemy odkładać tam wszystko, co będzie wpłacane, włącznie z 1,5% podatku, który wpłynie na nasze konto w październiku.

Docelowo tworzę poduszkę finansową na subkoncie Kubusia, bo nie wiemy, co przyniesie Zakopane w listopadzie.

Chcę być zabezpieczona, jeśli chodzi o potrzeby Kubusia, tak by jeśli będzie to możliwe nie załamać się kosztami kolejnych kroków.

Jeśli więc chcecie przekazać Kubie pomoc, to właśnie tam.

Poza tym wszystkim z Kubusiem jak na razie, tfu tfu, jest całkiem nieźle.

Dokucza mu alergia, refluks i te nogi, ale ten chłopak ma takie pokłady siły i uśmiechu, że leci przez to życie mimo wszystkiego ❤️

Wszystkim maturzystom i dzieciakom, które będą podchodzić do egzaminów ósmoklasistów, życzymy najlepszych wyników i jak najmniej stresu.

Wierzę w Was i trzymam ogromne kciuki ❤️

Proszę o zaczekanie na informacje odnośnie wejścia na Giewont.

Wbrew pozorom nie jest łatwo ogarnąć to logistycznie, szczególnie jeśli jeszcze nie znamy tej trasy, zjazdu mojej mamy do Polski, pociągów i masy rzeczy związanych z organizacją samej wyprawy która trzeba posklejać w całość.

Dziękuję za wszystkie wiadomości i chęć wybrania się tam z nami,to cieszy tak samo jak kontynuacja działań Łukasza w fundacji Team Litewka ❤️

K ❤️

Egoizm w czasach, gdy najbardziej potrzebna jest jedność, jest zgubny.Każdy z nas kiedyś potrzebuje drugiego człowieka  ...
03/05/2026

Egoizm w czasach, gdy najbardziej potrzebna jest jedność, jest zgubny.

Każdy z nas kiedyś potrzebuje drugiego człowieka by iść dalej, by coś osiągnąć, by zrobić więcej dla tych, którzy potrzebują pomocy.

Łukasz okazał nam wszystkim serce nieocenione.

Pokazał, jak łączyć ludzi o dobrych intencjach, jak działać mimo podziałów i różnic.

Dziś naszego kapitana już z nami nie ma, ale załoga płynie dalej z nadzieją, że razem uda się zrobić jeszcze więcej.

Pomysł, który przedstawię, nie jest mój pochodzi ze strony Wiedza bezużyteczna .

Jeśli miałabym inspirować się twórczością innych, to właśnie taką.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę inspirację.

Aby dobro, które zaszczepił w nas Łukasz, trwało nadal i mogło realnie pomagać innym, każdego miesiąca 9. i 23. dnia na naszej stronie będę publikować zbiórki oraz historie osób potrzebujących wsparcia.

Te daty nie są przypadkowe 9 maja Łukasz obchodziłby urodziny, a 23 kwietnia odszedł.

Niech te dni staną się dniami pamięci nie tylko o Nim, ale o wszystkich, którzy potrzebują pomocy, a którym On nie zdążył już pomóc.

Strona nadal będzie opisywać życie Kubusia, nasze sukcesy i porażki ale te konkretne dni będą poświęcone tym, którzy dziś najbardziej potrzebują wsparcia.

Wierzę, że razem możemy zrobić więcej.

Wystarczy napisać wiadomość prywatną lub maila.

Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy ❤️

Płyńmy dalej statkiem i czyńmy dobro ❤️
K.

Adres

Police

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Jakub - Autystycznie Autentyczny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Jakub - Autystycznie Autentyczny:

Udostępnij