19/08/2026
No i polecieli…
Jestem sama w Himalajach.
Greg odwiózł ekipę do Delhi na samolot i dzisiaj do mnie wraca.
Mamy jeszcze trochę swoich zabiegów, a ja będę pracowała nad nowym, dużym projektem, który od zeszłego roku przygotowuję razem z moim Doktorem.
…ale teraz nie o tym.
Oglądam nasze wspólne zdjęcia, te pierwsze - jeszcze z lotniska, nagrania, które wrzucałam Wam przez ostatnie tygodnie i te przedwczorajsze, pełne wzruszenia, szczerych wyznań i podsumowań…
Ta grupa była zupełnie inna niż w zeszłym roku.
Tym razem na Panchakarmę przyjechały z nami przede wszystkim osoby, które od lat zmagają się z poważnymi problemami zdrowotnymi.
Dla mnie możliwość uczestniczenia w ich terapii była niezwykłą lekcją, ale też ogromnym dowodem zaufania – pozwolili mi przecież uczestniczyć w czymś bardzo osobistym - w swoim procesie zdrowienia.
Być pacjentem, w dodatku właściwie zdrowym, to jedno, ale asystować w uzdrawianiu innych, obserwować ich każdego dnia, rozmawiać z doktorem, poznawać jego tok myślenia, wymieniać z nim poglądy i uczestniczyć w podejmowaniu decyzji – to zupełnie coś innego.
Nie wiem nawet, jak nazwać to, co czuję i jak bardzo jestem za to wdzięczna.
Cztery lata temu coś pchało mnie właśnie tutaj. Wiedziałam, że w tym miejscu znajdę odpowiedź na pytanie, dlaczego Ajurweda pojawiła się na mojej drodze.
Oglądam przedwczorajsze nagrania i łza kręci mi się w oku. I nie dlatego, że słyszę: „Agnieszka dbała o nas jak lwica” czy „załatwiała rzeczy niemożliwe”, chociaż oczywiście jest mi miło, że dostrzegli to, jak bardzo mi na nich zależało.
Kiedy do mnie mówili zobaczyłam w ich oczach coś bardzo ważnego – szczęście, motywację do dalszej zmiany i nadzieję, że życie, które chcieliby prowadzić, znowu może być możliwe.
Nigdy nie zapomnę słów jednej z naszych panchakarmowych dziewczyn, która powiedziała doktorowi:
„Zwróciłeś mi moje życie. Zwróciłeś mi mnie.”
Panchakarma to nie jest prosta terapia.
Oczyszczanie nie przebiega tutaj tylko na poziomie ciała, ale również umysłu i tych głębszych warstw, do których na co dzień, nie zawsze mamy dostęp.
Sama tego doświadczyłam i od czterech lat obserwuję tutaj, jak doświadczają tego inni uczestnicy.
Widzę też, co dzieje się z ludźmi, którzy decydują się na prowadzone przeze mnie oczyszczanie wątroby.
Pan Doktor powiedział mi kiedyś, że najtrudniejsze w jego pracy jest to, że ludzie, chociaż decydują się przyjechać do jego kliniki w Himalajach, wydają na to pieniądze i świadomie wchodzą w cały ten proces, tak naprawdę na początku wcale w niego nie wierzą.
Nie ufają mu też do końca jako lekarzowi, podważają, sprawdzają, pytają ChatGPT, szukają potwierdzenia, że to, co robi, jest właściwe, że coś się poprawi, że coś się zmieni.
Tym razem niektórzy uczestnicy zrobili sobie na sam koniec szczegółowe badania krwi i kiedy pojawiły się wyniki nie było już za bardzo z czym dyskutować.
Bo kiedy widzisz, że w ciągu 24 dni Twój cholesterol całkowity spada o 100 jednostek, to chyba nie trzeba nic dodawać.
Nie trzeba nic dodawać, kiedy kobieta od lat walcząca z otyłością zrzuca 8 kilogramów, chociaż doktor nie zalecił jej żadnej diety, wręcz przeciwnie – „jedz i bierz dokładki”, ale…
Nie trzeba nic dodawać, kiedy kobieta chorująca od kilkunastu lat na zaawansowane reumatoidalne zapalenie stawów chodzi po całkiem stromych himalajskich górkach, nie zażywa środków przeciwbólowych, bez których wcześniej nie mogła funkcjonować, i „tańczy" nadgarstkami, które były zesztywniałe i nieruchome.
Tych dowodów na to, co zadziało się przez te 24 dni, jest więcej, bo właściwie każdy z uczestników doświadczył czegoś niezwykłego.
I żeby wiedzieć, czuć co wydarzyło się z ich organizmami nie są potrzebne tutaj, żadne standaryzowane badania naukowe.
Wszyscy są tutaj żywym przykładem tego, że chociaż holistyczne podejście do zdrowia może być trudne do zbadania, może nie dawać się łatwo zamknąć w ramach klasycznych badań naukowych, to mimo to, może być efektywne.
Podsumowując, w naszej himalajskiej Panchakarmie wzięło udział 9 uczestników, którzy spędzili w klinice 24 dni.
Łącznie w tym czasie odbyły się 653 zabiegi, w tym 168 masaży Abhyanga, 39 Udvartana i 113 olejowych Vasti.
Wszystkiego nie da się wymienić, ale każdy przeszedł też serię zabiegów odmładzających i regenerujących: na oczy - Akshi Tarpana, na serce - Hridaya Vasti, na uszy - Karna Purna i na nos - Nasyam.
W przyszłym roku znowu tutaj przyjedziemy, bo Panchakarma stała się naszą letnią rutyną. Wiemy już, że nie będziemy sami.
Po tym, czego znów mogliśmy tutaj doświadczyć i co przez te 24 dni miałam okazję obserwować z bliska, jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że to co robimy w Polsce ma sens.
Ludzie potrzebują regularnego oczyszczania
Dlatego w październiku, jak zawsze o tej porze roku, spotkamy się podczas ajurwedyjskiego oczyszczania wątroby, które prowadzę zgodnie z protokołem Panchakarmy.
Dla tych wszystkich, którzy czują, że chcieliby – cytując tutaj jedną z uczestniczek „podziękować swojemu organizmowi za to wszystko co zrobił dla nich do tej pory”, ale na 24 dni w Indiach na razie nie mogą sobie pozwolić, zapraszam do Jemiołowa.
https://kacikajurwedy.pl/oczyszczanie
Na zdjęciu brakuje naszej Lidzi.🥹