29/09/2023
Od Katarzyny, szeptem od serca ⚛️
PROCES ZDROWIENIA CIAŁA
..
Ciało, które doświadcza czegoś, co nazywamy tu chorobą potrzebuje przede wszystkim spokoju, odpoczynku, wytchnienia, ciszy, ukojenia.
A co wówczas najczęściej robimy?
Zaczynamy gorączkowo poszukiwać metody, która pomoże naszemu ciału wrócić do stanu, który nazywamy tu zdrowiem.
Tymczasem, każdy z tych stanów jest po prostu zjawiskiem Świadomości...
Jej doświadczeniem.
Żadne z nich nie jest wyżej od drugiego.
Stan nazywany tu chorobą jest informacją o braku stanu równowagi.
I choroba przyszła nam to powiedzieć:
Zatrzymaj się.
Zatrzymaj.
Odważ się nie pędzić i spotkać z tym co jest.
Bo być może gubisz po drodze coś bardzo ważnego.
Nie przyszłam tu przeciwko Tobie.
Przyszłam Cię zatrzymać i zaprosić do żywego badania tego co jest.
A przede wszystkim do żywego spotkania z Tym, Kim naprawdę Jesteś.
Czy zatrzymasz się na chwilę i pozwolisz mi się prowadzić?
Lecz Człowiek nie słyszy... nie rozumie... nie odpowiada na to zaproszenie... spotkaniem...
A walką z tym co jest.
Zmęczone ciało zaczyna traktować szeregiem różnych metod, praktyk i sposobów,
By móc wreszcie - jak wierzy - przywrócić je pożądanemu stanowi.
Wyczerpane ciało ma dość.
Przeciwstawia się. Nie chce być w ten sposób dłużej traktowane. Pragnie spokoju, wytchnienia i ciszy.
Objawy często zaczynają się nasilać lub dołączają kolejne.
Więc Człowiek jeszcze bardziej intensyfikujemy swoje działania.
Ciało już nie wie, jak do nas przemówić.
Zmęczony układ nerwowy, współczulny, hormonalny i dotknięte doświadczeniem organy/obszary rozpaczliwie wołają o zatrzymanie, troskę i Miłość.
Potrzebują czasu i ukojenia, by móc się zrównoważyć.
Ciało wie, co robi.
Ciało wie, jak funkcjonować.
Ciało ma naturalny system zdrowienia.
Tylko mu na to pozwolić.
Pamiętam, jak kilka lat temu, gdy byłam w doświadczeniu bardzo trudnej dla mnie i długotrwającej choroby męczyłam swoje ciało dziesiątkami metod i technik.
Medycyna akademicka, naturalna, chińska i szereg innych.
Byłam wyczerpana.
I zdruzgotana.
Nie wiedziałam, co jeszcze mogłabym zrobić.
Jakaś część mnie chciała żyć,
A jakaś stąd odejść.
I nadal szukałam.
"Pewnie jest jakaś metoda, która uwolni mnie od tego doświadczenia?" - myślałam.
I wtedy... coś sie we mnie totalnie poddało... coś we mnie przyklękło... po prostu gotowe przyjąć to co jest.
To był przełom.
Po prostu przyjęłam swoje doświadczenie.
I zrozumiałam, że to nie jest doświadczenie Tego Człowieka, a czegoś Większego, Czym w Istocie Jestem,
Co doświadcza Tym Człowiekiem.
Odpuściłam poszukiwania, zabiegi, techniki.
Spoczęłam do Domu mnie...
I po prostu pozwoliłam się prowadzić temu co jest.
I tak krok po kroku... dzień po dniu... oddech po oddechu... ciało zaczęło wracać do stanu równowagi...
Jedno z najtrudniejszych doświadczeń stało się jednym z największych Błogosławieństw mego Życia...
Przebudziło mnie do Tego, Kim Jestem.
Być może jest Ktoś, Kto potrzebuje tych słów.
Z Miłością,
Kasia.