08/09/2026
A U T E N T Y C Z N O Ś Ć
🎭
Jadę do pracy.
Kolejny dzień. Kolejna droga pomiędzy polami a lasem.
Lubię ten czas, kiedy coś przykuwa moją uwagę, zatrzymuje mnie i zaczyna układać się w pytanie.
Jakiś czas temu pojawiło się słowo:
AUTENTYCZNOŚĆ
Co właściwie ono oznacza?
Kiedy jesteśmy autentyczni?
Kto o tym decyduje?
Czy istnieje jakaś rama, według której można rozpoznać: to jest prawdziwe, a to już nie?
Widzę różne komentarze dotyczące korzystania z ChataGPT. Słyszę oburzenie młodych osób, kiedy ktoś przyznaje, że używa go do wyszukiwania informacji, porządkowania myśli albo pisania tekstów. Przeczytałam też wypowiedź znajomej fotografki, która uznała, że ludzie korzystający z takiej pomocy przestają być sobą. Że ich teksty nie są już ich tekstami. Że stają się nieautentyczni.
I zaczęłam się zastanawiać, gdzie właściwie przebiega ta granica.
Sama jestem nie tylko psychoterapeutką, ale również fotografką. Od lat korzystam z Photoshopa, Lightrooma, presetów i innych narzędzi do obróbki zdjęć.
Które zdjęcie jest więc autentyczne?
To surowe, zapisane w pliku RAW?
Czy to, które później wywołuję, wydobywając z niego światło, cień, kolor i atmosferę, którą zobaczyłam, zanim nacisnęłam spust migawki?
Czy obraz przestaje być mój tylko dlatego, że użyłam narzędzia, aby nadać mu ostateczny kształt?
Być może autentyczność nie jest tym samym co surowość.
Czy nieobrobione, jest prawdziwsze?
Czy coś co zostało opracowane, poprawione czy uporządkowane, staje się fałszywe?
Istnieją książki podpisane nazwiskiem osoby, która nie napisała samodzielnie każdego zdania, lecz opowiedziała swoją historię, nadała jej sens, autoryzowała tekst i wzięła za niego odpowiedzialność. Od dawna istnieją redaktorzy, korektorzy, tłumacze, ghostwriterzy, konsultanci. Twórcy korzystają z cudzych pytań, wiedzy, rozmów, słowników, archiwów i wyszukiwarek.
Zatem czy używanie sztucznej inteligencji można tak łatwo uznać za dowód na nieautentyczność?
Na tegorocznym IMPACie Olga Tokarczuk powiedziała, że korzysta z narzędzi AI co wzbudziło wobec niej falę ocen i krytyki. Jakby mniej ważne było to, w jaki sposób z nich korzysta, a ważniejsze stało się samo oskarżenie: skoro używa, to znaczy, że coś za nią tworzy.
Jakbyśmy bardziej potrzebowali wydać wyrok, niż naprawdę usłyszeć, co druga osoba mówi.
A przecież samo narzędzie nie mówi jeszcze nic o autentyczności człowieka.
Można używać pięknych słów i nie mieć z nimi żadnego wewnętrznego związku.
Można napisać wszystko samodzielnie i stworzyć zupełnie fałszywy obraz siebie.
Można też przynieść własne doświadczenie, myśl, zdjęcie, emocję i poprosić kogoś lub coś o pomoc w znalezieniu dla nich formy.
Pytanie nie musi więc brzmieć:
Czy zrobiłam wszystko całkowicie sama?
Może ważniejsze jest:
Czy rozpoznaję siebie w tym, pod czym się podpisuję?
Czy ten tekst wyraża coś, co naprawdę pomyślałam, przeżyłam i czuję?
Czy rozumiem jego znaczenie i biorę za nie odpowiedzialność?
Autentyczność dotyczy także relacji.
Czy jestem nieautentyczna, kiedy nie pokazuję całej siebie?
Niekoniecznie.
Być może właśnie pozostaję wtedy w zgodzie ze sobą. Nie chcę ujawniać wszystkiego. Chronię swoją prywatność. Mówię tylko tyle, ile mogę powiedzieć bez przekraczania własnych granic.
Autentyczność nie musi oznaczać emocjonalnego ekshibicjonizmu.
Nie polega na wypowiadaniu każdej myśli.
Nie wymaga odsłaniania każdej rany.
Nie oznacza życia bez masek, ról i społecznych kontekstów.
Czasami maska chroni.
Czasami pozwala przetrwać trudny moment.
Czasami jest świadomym wyborem, a nie zdradą siebie.
Nieautentyczność zaczyna się być może nie wtedy, gdy czegoś nie ujawniamy, ale wtedy, gdy tracimy kontakt z tym, co naprawdę czujemy, myślimy i wybieramy. Kiedy pokazujemy światu obraz, w który sami nie wierzymy. Kiedy wypowiadamy cudze słowa, nie sprawdzając, czy są także nasze.
Mam wrażenie, że słowo „autentyczność” zaczyna dziś pełnić funkcję moralnego stempla.
To jest autentyczne.
Tamto nie jest.
Ten człowiek jest prawdziwy.
Tamten już nie.
A może autentyczność nie jest cechą, którą można komuś przyznać albo odebrać na podstawie jednego narzędzia, zdjęcia, tekstu czy sposobu pracy.
Może jest relacją ze sobą.
Uczciwością wobec własnego doświadczenia.
Świadomością swoich wyborów.
Odpowiedzialnością za to, co pokazujemy światu.
I zdolnością rozpoznania siebie w tym, co tworzymy.
Być może autentyczność nie oznacza, że wszystko muszę zrobić sama.
Może oznacza, że nie oddaję komuś innemu odpowiedzialności za to, kim jestem i pod czym składam swój podpis…
Takie to rozważania w drodze do gabinetu – dobrego dnia 😊
fotografia Katarzyna Sypniewska-Wałęsa Photography a graffiti wypatrzone na jednej z ulic Gniezna - przepuszczone przez Photoshopa - zatem AUTENTYCZNE... ?