12/07/2026
Dwa leki, o których ostatnio dużo mówi się w onkologii, wcale nie powstały z dnia na dzień. Za każdym z nich stoją dekady cierpliwej pracy naukowców.
Zacznijmy od raka trzustki, jednego z najbardziej podstępnych nowotworów, zwykle wykrywanego bardzo późno. Tylko w USA rocznie zabiera życie prawie 53 tysiącom osób. W większości przypadków winne jest jedno konkretne białko o nazwie KRAS, które działa jak wyłącznik wzrostu komórek. U zdrowego człowieka ten wyłącznik można włączyć i wyłączyć, kiedy trzeba.
W komórkach raka trzustki wyłącznik "zaciął się" w pozycji włączonej i komórki mnożą się bez końca. Naukowcy wiedzieli o tym już w latach 80., ale przez czterdzieści lat KRAS uważano za cel niemożliwy do zaatakowania lekiem; było "za gładkie", żeby jakakolwiek substancja mogła się do niego przyczepić. Przełom nastąpił w 2012 roku, gdy odkryto niewielką szczelinę w budowie tego białka, w którą można było "wcelować" lekiem. Efektem tej dekady pracy jest daraksonrasib, lek, którego wyniki zaprezentowano w maju 2026 na dużej konferencji onkologicznej w Chicago.
U pacjentów po chemioterapii średni czas przeżycia wydłużył się z 6,7 do 13,2 miesiąca, czyli praktycznie się podwoił. To nie jest lek, który leczy raka trzustki, ale te dodatkowe miesiące to, jak mówią lekarze, czas na bycie z rodziną. Dla pacjentów w tak trudnej sytuacji to naprawdę ogromna różnica.
Druga historia dotyczy zaawansowanego czerniaka i działa na zupełnie innej zasadzie. Tu lek nie atakuje nowotworu z zewnątrz; wykorzystuje coś, co organizm już potrafi robić sam.
W każdym guzie znajdują się limfocyty, czyli komórki odpornościowe, które próbują (choć zwykle bez powodzenia) zwalczyć nowotwór od wewnątrz. Naukowcy nauczyli się pobierać te komórki od pacjenta, namnażać je w laboratorium w dużych ilościach, a potem podawać je z powrotem jako jedną infuzję, tak, by miały siłę pokonać chorobę.
Ta terapia, lifileucel, u pacjentów z czerniakiem opornym na wcześniejsze leczenie dała odpowiedź u co trzeciego chorego, a po pięciu latach obserwacji prawie jedna piąta pacjentów wciąż żyła. W 2024 roku terapia ta została pierwszą w historii zatwierdzoną przez FDA metodą komórkową w leczeniu nowotworu litego, a badania nad tym podejściem trwały już od lat 80. XX wieku.
Co łączy te dwie historie? To, co wygląda jak nagły przełom, jest w rzeczywistości szczytem góry lodowej; dziesiątki lat cierpliwych, często niewidocznych badań podstawowych, finansowanych z pieniędzy publicznych, długo bez żadnego widocznego zastosowania.
Kiedy więc słyszymy narzekania, że nauka działa "za wolno", warto pamiętać, że najszybsza droga do skutecznego leku prowadzi właśnie przez tę żmudną, pozbawioną poklasku pracę. Dlatego tak ważne są badania podstawowe.