30/03/2026
Rozruchy w rehabilitacji:
Kolejny pacjent wraca pod siodło po prawie 2-letniej przerwie od jeźdźca. Tradycyjnie siedzę na małej 💣💣💣.
Praktycznie za każdym razem, uśmiech na mojej twarzy wywołuje reakcja tych koni. Wiele z nich to stare wygi, chodzące duże konkursy, a jak na nie wsiadam, to czuję się, jakbym wsiadała na zajezdka 🙈. To jest pierwszy moment ich "zdziwienia". Drugi moment, to wyjście do lasu na ścieżki, które doskonale znają z rozruchu w ręku. Nagle, te znane im trasy nabierają całkiem nowego znaczenia. Przecież tej gałęzi tu nie było, ten liść leżał odwrotnie, czemu ten ptak tak skrzeczy, itd 🤣
Nie mamy schematu na rozruchy, nawet przy jednakowych urazach do każdego konia dobieramy taki, który wydaje nam się na ten moment najwłaściwszy. Czasami zaczynamy pracą z ziemi - od stępa do pełnego galopu i dopiero potem wsiady, czasami robimy mix lonża/ delikatna jazda z dociążaniem jeźdźcem, a czasami od razu pod siodło - zaczynając od stępa (te są najgorsze 😅). Tak samo jest z padokami, tutaj też jest stopniowanie wielkością powierzchni.
Większość koni, które wsiadam po przerwie, zabieram od razu do lasu. Tam się czuję pewniej, taka otulona. Otwarta przestrzeń- to jest moje osobiste wrażenie, może je skłaniać do zbyt dużej inwencji twórczej 😈
No i las jest cudownym miejscem na odzyskiwanie propriocepcji.