29/05/2026
Nigdy nie miałam pięknej opalenizny😢!
Nie dlatego, że nie chciałam.
Po prostu moja skóra powiedziała „absolutnie nie” , jeszcze zanim przyszłam na świat. Genów nie wydłubiesz 🤷🏼♀️
Tak szczerze, chodziłaś na solarium?
Przyznaj się 🕵️♀️
W czasach mojego liceum, solarium było wręcz centrum spotkań.
Chodziłam tam po 3 razy w tygodniu, rezerwowałam najmocniejsze łóżka na 18–20 minut (a kto korzystał ten wie, że to była prawie walka o życie 😂).
Efekt? Nie, nie złota opalenizna.
Tylko skorupa zamiast skóry, pieczenie, czerwień niczym RED FERRARI i schodzący naskórek. A zdarzyło się i poparzenie,tak duże , że obrzęk powiek uniemożliwił mi otworzenie oczu …
I nikt wtedy nie mówił o fotostarzeniu, przebarwieniach, uszkodzeniach DNA czy zwiększonym ryzyku nowotworów skóry. Świadomość była praktycznie zerowa.
Dziś, z wiedzą którą mam, nigdy przenigdy nie postawiłabym nogi w solarium.
Paradoks jest taki, że opalona skóra dalej kojarzy się ze zdrowiem, „lepszą formą”, szczuplejszym ciałem i glow.
A prawda jest taka, że dla skóry opalanie to stan zapalny i uszkodzenie. Dosłownie.
I za wszystko, prędzej czy później przyjdzie czas by zapłacić „podatek „.
Ja natomiast jestem blada jak wnuczka młynarza… a właściwie piekarza(to nie żarcik )🤡
Czasem mam wrażenie, że rodzice zamiast oliwką smarowali mnie mąką 💁🏼♀️
I wiecie co? Pogodziłam się z tym.
A kiedy najdzie mnie ochota na „muśnięcie słońcem”, wybieram piankę brązującą i mam kilka dni zdrowej opalenizny bez fundowania sobie przyspieszonego starzenia.
Chociaż szczerze przyznaję , że zaplanowanie golenia, peelingu a potem smarowania i wysychania, to w moim przypadku ten sam poziom trudności co wysłanie pisma do urzędu , czy ZUSu - dramat.
Naprawdę ,żadna opalenizna nie jest warta skóry zniszczonej UV.
SPF, kapelusz i samoopalacz to dziś mój romans życia 🤎.