Rehabilitacja i Terapia Hanna Gołdyn

Rehabilitacja i Terapia Hanna Gołdyn Praca z ciałem, bólem i napięciem 🌿
Układ nerwowy • emocje • ciało
Mniej walki, więcej regulacji
⬇️ zapisy
https://calendly.com/hanna-goldyn/30min

„Mamo, czy częściej możemy tak spędzać czas razem? Nie musimy zawsze gdzieś wychodzić.”Wczoraj siedzieliśmy na balkonie....
01/06/2026

„Mamo, czy częściej możemy tak spędzać czas razem? Nie musimy zawsze gdzieś wychodzić.”

Wczoraj siedzieliśmy na balkonie.

Dzieci plotły coś z makramy, podjadały owoce i słuchały świata.

Bez atrakcji.
Bez planu.
Bez pośpiechu.

I wtedy usłyszałam te słowa.

Patrzyłam na nich i pomyślałam, jak niewiele naprawdę potrzebują.

Trochę uwagi.
Trochę zachwytu.
Poczucie, że są ważne.
Że mogą przyjść z sukcesem i porażką.
Ze strachem i radością.
Z brudnymi kolanami i wielkimi marzeniami.

I czasem zastanawiam się, ilu dorosłych ludzi nadal szuka dokładnie tego samego.

Ilu z nas przez całe życie próbuje odzyskać coś, co powinno być oczywiste od początku.

Poczucie, że jest się wystarczającym.

Że nie trzeba zasługiwać na miłość.
Udowadniać swojej wartości.
Być grzecznym.
Silnym.
Idealnym.

Dlatego dziś, w Dniu Dziecka, życzę dzieciom — tym małym i tym dużym — czegoś więcej niż szczęścia.

Życzę odwagi, by pozostać sobą.

Życzę marzeń większych niż lęk.
Ciekawości silniejszej niż wstyd.
I ludzi, przy których można zdjąć zbroję.

Takich, przy których można powiedzieć:
„boję się”
„nie wiem”
„potrzebuję pomocy”

i nadal czuć się kochanym.

A jeśli jest jedna rzecz, której życzyłabym każdemu dziecku — i każdemu dorosłemu — to właśnie to:

Żeby nigdy nie musiał szukać przez pół życia tego, co powinien dostać na samym początku.

Poczucia, że jest ważny.
Że jest wystarczający.
Że zasługuje na miłość nie za coś, ale po prostu dlatego, że jest.

To dzieci miały być uczniami.

A koniec końców to one okazały się moimi największymi nauczycielami.

To dzięki nim nauczyłam się zwalniać.
Odpuszczać kontrolę.
Być obecna.
Zachwycać się małymi rzeczami.
I dostrzegać, że najcenniejsze chwile często wyglądają zupełnie zwyczajnie.

I wierzę, że kiedyś będą patrzyły na siebie z taką samą czułością, z jaką dziś ja patrzę na nie ❤️

I Wszystkim dużym i małym właśnie tego życzę. Byśmy mogli odszukać w sobie dziecko, radosne, spontaniczne i pełne marzeń i mogli spojrzeć na siebie z czułością.

Świat wtedy zwalnia, napięcia zmniejszają się i dolegliwości słabną.

Dzień Matki.Im jestem starsza, tym mniej wierzę w perfekcyjne macierzyństwo.Coraz bardziej wierzę za to w obecność.W rel...
26/05/2026

Dzień Matki.

Im jestem starsza, tym mniej wierzę w perfekcyjne macierzyństwo.

Coraz bardziej wierzę za to w obecność.
W relację.
W bezpieczeństwo.
W to ciche poczucie:
„jestem obok, możesz wracać do mnie zawsze”.

Mam wrażenie, że współczesne kobiety wychowują nie tylko dzieci.

Wychowują też same siebie.
Uczą się stawiać granice bez odrzucania.
Być blisko bez kontroli.
Dawać przestrzeń bez emocjonalnego opuszczenia.

I chyba właśnie dlatego macierzyństwo tak bardzo zmienia kobietę.

Bo dzieci nie przychodzą do nas po perfekcję.
One przychodzą po obecność.

Po kogoś,
kto będzie obok,
kiedy świat okaże się za duży.
Kto pomoże wrócić do siebie,
ale nie przeżyje życia za nie.

Dziś patrzę na swoje dzieci i widzę, że każde z nich ma już swoją własną drogę.
Swój temperament.
Swoją wrażliwość.
Swoje marzenia i małe światy.

A ja nie jestem po to, żeby prowadzić je za rękę przez całe życie.
Jestem po to,
żeby szły coraz dalej same,
ale zawsze wiedziały,
że kiedy się odwrócą —
zobaczą za sobą kogoś,
kto patrzy na nie z miłością, spokojem i zachwytem.

Kogoś,
kto jest ich bezpiecznym miejscem.
Największym fanem.
Nie sędzią.
Nie oczekującym wdzięczności.
Nie układającym im życie.

I może właśnie dlatego dziś tak wzruszają mnie zwykłe momenty.

Kiedy odbieram synka ze żłobka, patrzy mi w oczy, daje buziaka z gilem i otula mnie swoimi małymi rączkami — nie musi nic mówić.

Ja też nic nie mówię.

Po prostu czuję:
jestem w dobrym miejscu.

Kiedy odbieram dziewczyny i jeszcze dobrze nie wsiądą do auta, a już mówią jedna przez drugą:
o koleżankach,
o sukcesach,
o problemach wielkich jak cały świat,
o kolejnej dziurze w spodniach…

i oczywiście: „a co na obiad?” 🙂

Wracamy do domu.
Schodzi napięcie całego dnia.
Robimy razem posiłek.
Nieidealny.
Z bałaganem.
Ale nasz.

I czasem wtedy patrzę na nich i myślę,
że największą rzecz, jaką udało mi się stworzyć,
nie jest perfekcyjne życie.

Tylko przestrzeń,
w której można być sobą.
Czuć.
Mylić się.
Próbować w bezpiecznych warunkach.
Wracać.
I nadal być kochanym.

A przecież nie zawsze tak było.

Dlatego dziś czuję ogromną wdzięczność.
Do życia.
Do drogi, którą przeszłam.
Do kobiety, którą się stałam.

I chyba właśnie to chciałabym dziś powiedzieć innym mamom.

Żeby mimo zmęczenia, chaosu, prania, gotowania, miliona obowiązków, gonitwy myśli co jeszcze trzeba i dni, kiedy ma się ochotę schować pod kocem i zniknąć choć na godzinę… nie zgubić tego, co najważniejsze.
Obecności, nie tylko ciałem ale i sercem.

Bo ten czas naprawdę mija szybciej, niż nam się wydaje.

I nie chodzi o to, żeby być idealnie obecną cały czas.
Tylko żeby dzieci czuły, że naprawdę mają do czego wracać.

Że kiedy będą coraz starsze, świat będzie ciągnął je dalej i dalej — one nadal będą chciały czasem odwrócić się w naszą stronę.
Nie z obowiązku.
Nie z ukrytej lojalności.
Nie z nieodciętej pępowiny i lęku.
Tylko z miłości, bezpieczeństwa i zaufania.

Bo wiem,
że moje dzieci nie potrzebują idealnej matki.

Potrzebują takiej,
przy której mogą rosnąć w poczuciu,
że są bezpieczne, ważne i wystarczające ❤️

„Niektóre dzieci nigdy nie wychodzą z trybu przetrwania.Tylko rosną.”Trauma wczesnodziecięca nie zawsze wygląda jak prze...
24/05/2026

„Niektóre dzieci nigdy nie wychodzą z trybu przetrwania.
Tylko rosną.”

Trauma wczesnodziecięca nie zawsze wygląda jak przemoc, krzyk czy dramatyczne wydarzenia.

Czasem wygląda jak:
emocjonalna samotność,
ciągłe napięcie w domu,
brak przewidywalności,
rodzic, którego trzeba było stale obserwować,
brak miejsca na emocje dziecka,
miłość, na którą trzeba było zasłużyć.

Mały układ nerwowy nie umie wtedy powiedzieć:
„to za dużo”.

On po prostu się adaptuje.

Uczy się:
być w gotowości,
skanować otoczenie,
przewidywać cudze nastroje,
nie przeszkadzać,
zasługiwać na uwagę,
zasługiwać na miłość,
kontrolować siebie, żeby czuć się bezpiecznie.

I problem polega na tym, że wiele osób dorasta tylko fizycznie.

Mają pracę.
Dzieci.
Relacje.
Obowiązki.

Ale wewnętrznie nadal są dzieckiem, które rozpaczliwie próbuje dostać z zewnątrz to, czego kiedyś zabrakło:
uwagę,
akceptację,
potwierdzenie swojej wartości,
bezpieczeństwo,
miłość.

Dlatego tak łatwo uzależnić się od:
cudzej aprobaty,
relacji,
bycia potrzebnym,
ciągłego zajmowania się innymi,
produktywności,
sukcesu,
chaosu,
a nawet cierpienia.

Bo organizm nadal próbuje dokończyć coś, czego nie dostał na początku.

Dorosły człowiek potrafi usiąść ze swoimi emocjami.
Potrafi się zatrzymać.
Wyregulować.
Zaopiekować sobą.
Wziąć odpowiedzialność za swoje reakcje i wybory.

Ale dziecko w trybie przetrwania szuka ratunku na zewnątrz.
Czeka, aż ktoś je uratuje.
Ukoi.
Potwierdzi jego wartość.
Wypełni pustkę.
Da bezpieczeństwo, którego nigdy wcześniej nie było.

I właśnie dlatego nieprzepracowana trauma tak często niszczy relacje.

Bo druga osoba nie jest już partnerem.
Staje się regulatorem układu nerwowego.
Źródłem poczucia wartości.
Plastrem na wewnętrzny brak bezpieczeństwa.

To ogromny ciężar, którego żadna relacja nie uniesie na dłuższą metę.

A ciało cały czas pokazuje prawdę.

Psychosomatyka bardzo często nie zaczyna się w dorosłości.
Zaczyna się w dzieciństwie — w organizmie, który zbyt wcześnie nauczył się życia w alarmie.

Dlatego później pojawiają się:
przewlekłe napięcia mięśni,
zaciskanie szczęki,
migreny,
problemy jelitowe,
bezsenność,
stany lękowe,
przebodźcowanie,
choroby autoimmunologiczne,
ciągłe zmęczenie,
problemy hormonalne,
trudność w odpoczynku mimo wyczerpania.

I zwykle widzę to w gabinecie i w pierwszej kolejności kieruje na diagnostykę i do specjalistów, bo niepozorne objawy czasem przeradzają się w poważne choroby, które wcześnie wychwycone można skutecznie leczyć lub zapobiegać.

Bo ciało nie zapomina tego,
czego psychika nauczyła się nie czuć.

Trauma nie zawsze zostawia wspomnienia.
Często zostawia sposób funkcjonowania organizmu.

I może właśnie dorosłość zaczyna się wtedy,
kiedy przestajesz oczekiwać, że świat da Ci to,
czego nie dostało Twoje wewnętrzne dziecko —
i zaczynasz uczyć swój układ nerwowy,
że dziś to Ty możesz stać się dla siebie bezpiecznym miejscem.

I ta nasza dziecięca część niech dochodzi go głosu, ale wtedy gdy czas na radość, lekkość i zabawę. Kontakt z naturą, zachwyt nad sztuką i dostrzeganie piękna.
Nikt tak jak dziecko nie potrafi się cieszyć tym co proste i oczywiste.

„Nie da się budować samorealizacji na układzie nerwowym w trybie przetrwania.”Mam czasem wrażenie, że współczesny świat ...
22/05/2026

„Nie da się budować samorealizacji na układzie nerwowym w trybie przetrwania.”

Mam czasem wrażenie, że współczesny świat próbuje odwrócić piramidę Maslowa do góry nogami.

Mamy się rozwijać.
Być świadomi.
Produktywni.
Spełnieni.
Obecni.
Czuli.
Ambitni.

Mamy budować marki, relacje, kariery i „najlepszą wersję siebie”.

Tylko że organizm nie działa według motywacyjnych cytatów.
Działa według biologii.

A biologia mówi jasno:
najpierw potrzeby fizjologiczne.
Sen.
Jedzenie.
Oddech.
Odpoczynek.

Potem bezpieczeństwo — o którym tak często mówię.

Dopiero później człowiek jest zdolny do budowania bliskości, relacji, poczucia wartości i rozwoju.

Jeśli fundament jest niestabilny, budujesz tylko pozory.
Relacje, które nie dają ukojenia.
Poczucie wartości zależne od wyników.
Rozwój, który bardziej przypomina przeciążenie niż wzrost.

I właśnie dlatego tak wiele osób dziś „nie daje rady”, mimo że robi wszystko dobrze.

Bo układ nerwowy nie pyta:
„czy realizujesz swój potencjał?”
On pyta:
„czy my jesteśmy w ogóle bezpieczni?”

A my próbujemy dziś:
budować sukces kosztem snu,
afirmować i medytować z pustym brzuchem,
budować produktywność na przebodźcowaniu,
budować relacje bez poczucia bezpieczeństwa.

Nic dziwnego, że tak łatwo się rozsypujemy.

Coraz więcej mówi się dziś o ADHD, przebodźcowaniu, problemach z koncentracją i regulacją emocji.
I słusznie.

Bo dziecko nie rozwija układu nerwowego w izolacji od relacji.

Gabor Maté pisał o tym, że przewlekły stres i brak bezpiecznej więzi we wczesnym dzieciństwie mogą głęboko wpływać na rozwój układu nerwowego i sposób funkcjonowania człowieka.

Dziecko potrzebuje nie tylko jedzenia i dachu nad głową.
Potrzebuje też przewidywalności.
Regulacji.
Spokoju.
Bezpiecznej obecności drugiego człowieka.

Bezpieczna więź nie jest emocjonalnym luksusem.
Jest biologicznym fundamentem rozwoju mózgu.- ten cytat mam ochotę wywiesić w gabinecie zamiast logo, bo jest fundamentalnie ważny.

Niestety wielu z nas już nawet nie wie czym jest bezpieczna więź.

I może właśnie dlatego ciało tak często buntuje się wtedy, gdy próbujemy żyć wbrew swoim podstawowym potrzebom.

Bo organizm nie chce najpierw sukcesu.
Nie chce produktywności.
Nie chce „najlepszej wersji Ciebie”.

Najpierw chce wiedzieć,
czy może w końcu być bezpieczne i zaopiekowane.

I dopiero wtedy naprawdę zaczyna się rozwój.

„Nie zaśniesz przy kimś, przy kim ciało nie czuje się bezpiecznie.”I nie chodzi tylko o sen dosłowny.Chodzi o ten moment...
17/05/2026

„Nie zaśniesz przy kimś, przy kim ciało nie czuje się bezpiecznie.”

I nie chodzi tylko o sen dosłowny.
Chodzi o ten moment, kiedy organizm przestaje być w gotowości.
Kiedy mięśnie odpuszczają.
Szczęka się rozluźnia.
Oddech zwalnia.
Układ nerwowy przestaje skanować otoczenie.

Bo bezpieczeństwo nie jest w głowie.
Jest reakcją ciała. Na sygnały, których nie widzimy, tylko czujemy.

Można mieć z kimś trudne rozmowy.
Można się nie zgadzać.
Można mieć żale, historię, emocje.
Ale jeśli ciało mimo wszystko potrafi przy tej osobie opaść z napięcia — to bardzo ważny sygnał. Tam jest bezpiecznie nawet gdy nie zawsze łatwo, a to fundament, bez którego relacja nie istnieje.

Ciało nie zasypia tam, gdzie musi się bronić.

I właśnie dlatego tak wielu moich pacjentów zasypia podczas terapii.
Niektórzy przysypiają.
Niektórzy chrapią.
Nie dlatego, że są „zmęczeni życiem”.
Tylko dlatego, że układ nerwowy w końcu dostaje sygnał:
„już nie musisz być w czujności”.

Bezpieczeństwo widać w drobiazgach:
— oddech robi się głębszy,
— brzuch przestaje być napięty,
— dłonie robią się cieplejsze,
— oczy miękną,
— ciało ciężej opiera się o fotel lub łóżko,
— człowiek przestaje kontrolować każdy ruch i każde słowo,
— pojawia się spontaniczność,
— można milczeć bez napięcia lub rozmawiać o wszystkim co ślina na język przyniesie, bez kontroli, z pełną akceptacją.

Przy osobach, przy których nie czujemy się bezpiecznie, organizm bardzo rzadko naprawdę odpoczywa. Czasem nawet mówimy potocznie, że ktoś „wyssał z nas energię” i to realne odczucie przeciążonego układu nerwowego.
Można się uśmiechać.
Można rozmawiać godzinami.
Ale ciało nadal pozostaje „na posterunku”.

A potem wracasz do domu i zastanawiasz się:
kim właściwie byłam przy tej osobie?

I może właśnie dlatego bezpieczeństwo w relacji jest tak fundamentalne.

W piramidzie Maslowa potrzeba bezpieczeństwa pojawia się zaraz po podstawowych potrzebach fizjologicznych — takich jak sen, jedzenie, oddech czy odpoczynek.

Dopiero później człowiek jest zdolny do budowania bliskości, przynależności, poczucia wartości i rozwoju.

A my próbujemy dziś często odwracać tę piramidę.
Budować rozwój na przebodźcowanym układzie nerwowym.
Budować relacje bez poczucia bezpieczeństwa.
Budować sukces kosztem snu, odpoczynku i regulacji organizmu.

Nic dziwnego, że tak łatwo się rozsypujemy.

Wiedzą o tym małe dzieci i zwierzęta.
One nie potrafią długo udawać bezpieczeństwa.
Ciało zawsze powie prawdę pierwsze.

Są relacje, po których nie wychodzisz spokojniejsza.Wychodzisz spięta.Zmęczona.Z poczuciem, że znowu musiałaś udowadniać...
15/05/2026

Są relacje, po których nie wychodzisz spokojniejsza.
Wychodzisz spięta.
Zmęczona.
Z poczuciem, że znowu musiałaś udowadniać swoje intencje, swoje zmęczenie, swoje granice i własne doświadczenie życia.

To bardzo charakterystyczny mechanizm:
kiedy próbujesz opowiedzieć o swoim bólu albo ograniczeniach, ale druga strona odpowiada:
„inni mają gorzej”,
„przesadzasz”,
„zamykasz się”,
„robisz z siebie ofiarę”
lub co gorsza wina i odpowiedzialność zostaje przerzucona na Ciebie...

I nagle rozmowa przestaje być o relacji.
Zaczyna być o podważaniu Twojej rzeczywistości.

Psychika może próbować to racjonalizować.
Ale ciało bardzo często wie wcześniej.

Przewlekłe relacje oparte na napięciu, poczuciu winy, konieczności ciągłego tłumaczenia się albo bycia „wystarczającą” bardzo często zapisują się psychosomatycznie.

Najczęściej ciało pokazuje to przez:
— napięcia karku i szczęki,
— migreny i bóle głowy,
— problemy jelitowe i żołądkowe,
— uczucie ścisku w klatce piersiowej,
— przewlekłe zmęczenie,
— nawracające infekcje,
— problemy ze snem,
— bóle odcinka lędźwiowego,
— zaostrzenia stanów zapalnych i chorób autoimmunologicznych.

Bo układ nerwowy nie rozpoznaje tylko „słów”.
Rozpoznaje brak bezpieczeństwa.

I czasem największą dojrzałością nie jest ratowanie relacji za wszelką cenę, za cenę własnego zdrowia.
Tylko zauważenie momentu, w którym zaczynasz kurczyć siebie, żeby utrzymać czyjąś wersję Ciebie.

Nie każda relacja jest do uratowania.
Niektóre są po to, żeby nauczyć się odchodzić bez poczucia winy, nawet jeśli historia była długa, nawet jeśli to najbliżsi...
Pozostań przy sobie...
Oddychaj i poczuj jaki ciężar zostaje za Tobą.

Diagnoza to nie rozwiązanie.To tylko nazwa.Boli głowa → lekNie śpisz → lekNapięcie → lekA potem kolejny,żeby złagodzić s...
09/05/2026

Diagnoza to nie rozwiązanie.

To tylko nazwa.

Boli głowa → lek
Nie śpisz → lek
Napięcie → lek

A potem kolejny,
żeby złagodzić skutki poprzedniego.

I tak zaczyna się kręcić spirala.

Tylko że ciało nie działa w kawałkach.

Nie masz „oddzielnie” głowy, brzucha i układu nerwowego.
Nie masz emocji oderwanych od ciała.
Nie masz objawów bez historii.

A system?

Uczy nas patrzeć fragmentami.
Specjalizacja po specjalizacji.
Objaw po objawie.

Tylko że człowiek nie jest fragmentem.

Czasem nie potrzeba kolejnej diagnozy.

Czasem trzeba się zatrzymać i połączyć kropki:

co mówi ciało
co wydarzyło się wcześniej
co niesiesz w napięciu
czego nie wypowiadasz

Bo często to, co leczysz,
jest tylko echem czegoś głębiej.

I dopóki nie zobaczysz całości —
będziesz gasić objawy, nie źródło.

Ciało nie potrzebuje więcej kontroli.

Potrzebuje, żeby ktoś w końcu
zaczął je rozumieć.

Opowiedz o swoich doświadczeniach, napisz, pomogę.

Zatrzymaj się na chwilę. Przestań analizować. Zacznij czuć.Od dłuższego czasu obserwuję profile terapeutów, psychologów,...
07/05/2026

Zatrzymaj się na chwilę. Przestań analizować. Zacznij czuć.
Od dłuższego czasu obserwuję profile terapeutów, psychologów, fizjoterapeutów i różnych specjalistów. I coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy osoby, które czytają te treści i tak chętnie dzielą się swoim życiem, naprawdę wiedzą, kto stoi po drugiej stronie ekranu?
W wielu przypadkach są to treści tworzone przez AI – chwytliwe, angażujące, zatrzymujące uwagę. I same w sobie nie są problemem. Problem zaczyna się gdzie indziej.
Widzę rosnący trend: „jak rozpoznać narcyza”, „ukryte przekazy rodziców”, „rodzaje przemocy”… To wszystko może być wartościowe – pod warunkiem, że pozostaje edukacją. Ale często zamiast zostawiać przestrzeń do refleksji, wpędza w spiralę myśli:
„To na pewno o mnie.”
„To na pewno o nim.”
„Ja na pewno to mam.”
Sama też się na tym czasem łapię.
Ale widzę też coś więcej w pracy z ludźmi.
Coraz częściej przychodzą osoby, które zamiast czuć – analizują. Zamiast doświadczać swojego życia – diagnozują innych. Zamiast brać odpowiedzialność za siebie – oddają ją teoriom.
„Mój ex to narcyz.”
„To przez wzorce z dzieciństwa.”
„Moi rodzice mnie skrzywdzili.”
„Tacy ludzie się nie zmieniają.”
I tak pojawia się cała lista etykiet i diagnoz przypisanych innym.
Tylko… gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?
Bo to nie wiedza psychologiczna nas chroni najbardziej.
Chroni nas zdolność czucia.
Jeśli czuję złość – stawiam granice.
Nie muszę nazywać kogoś narcyzem.
Jeśli czuję smutek w relacji z rodzicami – mogę go przeżyć.
Nie muszę ich naprawiać ani pouczać, jak powinni byli mnie wychować.
A jeśli to nie działa – stawiam granice, zmniejszam kontakt.
Jeśli praca mnie niszczy – zauważam frustrację.
Nie tylko przypisuję etykiety szefowi.
Mogę postawić granice. Albo odejść.
Widziałam też pary, które przerzucały się argumentami:
„bo moja terapeutka powiedziała…”
„bo mój terapeuta uważa…”
I znów pojawia się to samo pytanie:
gdzie Ty w tym jesteś?
Bo na końcu i tak trafiasz do miejsca, gdzie nie da się już nic zagadać.
Do ciała.
A ciało nie analizuje.
Ciało czuje.
I często trafiasz tam dopiero wtedy, gdy ból jest już bardzo silny.
Gdy wcześniej ignorowane napięcia, niewypowiedziane emocje i nieprzeżyte doświadczenia zaczynają mówić głośniej.
Dlatego zatrzymaj się na chwilę.
I zamiast pytać:
„czy to o mnie?”
„czy to pasuje do tej teorii?”
Zadaj sobie inne pytanie:
czy ja to czuję?
Bo może nie potrzebujesz kolejnej diagnozy.
Może potrzebujesz wrócić do siebie.
Jak dziecko, które po prostu wie, co czuje i nie zwleka z wybuchem emocji.

Zostaw ślad jeśli ta treść ma dla Ciebie wartość.

Kim jestem i jaką wartość mogę wnieść do Twojego życia?Jestem samodzielną mamą trójki wspaniałych, dzięki nim odkrywam w...
04/05/2026

Kim jestem i jaką wartość mogę wnieść do Twojego życia?

Jestem samodzielną mamą trójki wspaniałych, dzięki nim odkrywam w sobie i innych piękno, dobro i zdrowie nawet w najbardziej zagmatwanej i beznadziejnej sytuacji.

Jeśli szukasz kolejnej diagnozy — to nie tutaj.

Jeśli chcesz w końcu zrozumieć, co naprawdę dzieje się w Twoim ciele — zostań.

Nie pracuję na objawach.
Nie zbieram etykiet.
Nie dokładam kolejnych „łat”.

Patrzę na człowieka jako całość.

Bo ciało nie działa w kawałkach.

Ból głowy, napięcie karku, problemy jelitowe, zmęczenie —
to rzadko są osobne historie.

To jedna opowieść, tylko opowiedziana różnymi językami.

W mojej pracy nie chodzi o to, żeby coś „naprawić”.

Chodzi o to, żeby:
połączyć kropki
zobaczyć zależności
usłyszeć to, co ciało próbuje powiedzieć

Czasem w tym, co mówisz.
Czasem w tym, czego nie mówisz.
Czasem w tym, jak reaguje Twoje ciało pod moimi rękami.

Pracuję manualnie, ale nie tylko z tkanką.

Pracuję z napięciem, historią, układem nerwowym.
Z tym, co zostało zatrzymane.
Z tym, co ciało nosi od dawna.

Często trafiają do mnie osoby, które były już wszędzie.

I nadal coś nie gra.

Nie dlatego, że ktoś coś zrobił źle.
Tylko dlatego, że nikt nie spojrzał na to w całości.

Jeśli czujesz, że Twoje ciało mówi więcej, niż ktoś do tej pory usłyszał—

to jesteś w dobrym miejscu.

Tu nie szukamy kolejnej diagnozy.

Tu zaczynamy rozumieć.
Napisz, umów termin i poczuj ulgę.

W czwartek zatrzymał mi się czas, nie tylko dlatego, że zginął dobry człowiek, którego akcje sama śledziłam, ale sama wy...
27/04/2026

W czwartek zatrzymał mi się czas, nie tylko dlatego, że zginął dobry człowiek, którego akcje sama śledziłam, ale sama wylądowałam z synem w szpitalu. Od kilku dni zza murów szpitalnych śledzę co się dzieje, jak internet jest rozgrzany i próbuje w stresie skleić kilka słów, bezskutecznie. Mieszanka bólu, strachu, nadziei i zawodu. Z jednej strony widzę świat, który się jednoczy i otwiera serca, co buduje i przywraca wiarę, a z drugiej zaczyna się przeciąganie liny kto bardziej, kto mniej, kto jaki. Czytam to siedząc przy łóżeczku syna na magicznym czerwonym fotelu z nalepką wielkiej orkiestry ❤️ pełna wdzięczności, że mogę na nim spać, zostawać w szpitalu na noc. Każde niemal badanie, które jest wykonywane… wszędzie jest nalepka wielkiej orkiestry! ❤️ to mówi wszystko… I nie skleję dziś nic sensownego, zwyczajnie zostawię post tej Pani, której nie znam, ale podpisze się pod każdym słowem. Możemy być wielcy, ale nie niszczmy tego etykietkami. Nie ważne kto i jak, ważne, że mamy wspólny cel- nieść dobro.

https://www.facebook.com/share/p/1DWJQ5NMw1/?mibextid=wwXIfr

⛔️Brudne ręce i trujące języki – PRECZ od naszego dobra narodowego!⛔️

​Wczoraj siedziałam i płakałam.

​Nie dlatego, że ktoś „wygrał” z kimkolwiek. Nie dlatego, że jedna zbiórka okazała się „lepsza” od drugiej. Logika walki o rankingi nie ma tu wstępu.

​Płakałam, bo przez chwilę zobaczyłam coś, czego jako społeczeństwo potrzebowaliśmy jak tlenu. Szczególnie po tragicznych wieściach o Łukasz Litewka 😔

​Zobaczyłam naród, który potrafi się zjednoczyć. Zobaczyłam ludzi, którzy na streamie godzili się po latach publicznych konfliktów. Widziałam politykę wyrzuconą za drzwi i serca większe niż jakiekolwiek podziały. Widziałam dzieci chore na nowotwory postawione w samym centrum ważności – tam, gdzie ich miejsce.

​I właśnie dlatego tak potwornie boli mnie to, co zaczęło się dzisiaj.🙈

​Zamiast celebrować ten cud, w internecie wybuchła kolejna wojna. Kto lepszy? Kto gorszy? Kto komu „pokazał”? Kto kogo ma zastąpić? Kto ma większe prawo do pomagania? To jest obrzydliwe.

​Tu nie chodzi ani o Łatwoganga, ani o Owsiaka jako narzędzia do Waszych szczujni.

​Pamiętam, jak zaczynał WOŚP. Inne czasy, brak internetu, wszystko budowane od zera, od wiary, od puszek i ludzi marznących na ulicach. To fundament, na którym stoimy.

Dziś młody człowiek, ten „anioł nowej generacji”, zrobił coś niebywałego w języku swojego pokolenia. Wykorzystał narzędzia, o których kiedyś mogliśmy tylko marzyć.

​Zamiast powiedzieć: „Mamy dwie potężne siły, które ratują życie”, znów odpalamy plemienną wojnę. Po co?🙈

​Naprawdę musimy nawet najczystsze dobro przerobić na pałkę do okładania się po głowach?

​Tu w centrum nie są dorośli, ich ego, polityczne symbole ani internetowe rankingi.

W CENTRUM SĄ CHORE DZIECI.

​Dzieci, które potrzebują leczenia. Rodziny, które walczą o każdy oddech swoich bliskich. Lekarze, którzy potrzebują sprzętu, a nie naszych kłótni.

➡️​Można wspierać WOŚP.
➡️Można wspierać Cancer Fighters.
➡️Można kochać obie te akcje naraz.
➡️Można wspierać kolejne Inne

Bo najważniejszy jest cel a nie kto bardziej krzyczy

​Nie gaśmy tej pięknej energii tylko dlatego, że ktoś nie potrafi znieść widoku wspólnoty.

Wczoraj zobaczyliśmy, że potrafimy być razem – ponad podziałami, ponad historią, po prostu dla drugiego człowieka.

Nie niszczmy tego dzień później tylko dlatego, że hejt klika się lepiej niż wdzięczność.

​Bo tu naprawdę nie chodzi o to, kto jest „większy”.
Tu chodzi o to, by te dzieci mogły urosnąć i cieszyć sie życiem.

Beata



I wiecie co?
Od tego momentu przestanę obserwować każdą stronę ktora zamiast wdziecznosci za tą piękną akcję bedzie siać nienawiść...

Juz dość tych podziałów

wśród fanów

Adres

Szczecin

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rehabilitacja i Terapia Hanna Gołdyn umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Rehabilitacja i Terapia Hanna Gołdyn:

Udostępnij