15/09/2026
Kiedy mija czas. Tak zupełnie nieoczekiwanie. Znienacka... ludzie stają się bardziej nostalgiczni. Wracają do miejsc, w których bywali. Chcą wrócić do relacji, które gdzieś przepadły po drodze....
Życie tak szybko mija. Bez walki, bezpardonowo, nieodwracalnie.
Przyszedł i na mnie ten czas. Wracają ludzie, których tak długo nie było. Wracają strzępki starych już emocji, wzruszeń, radości i rozczarowań. Wraca też pytanie - czy gdybym miała dzisiaj 20 lat mniej... to co bym zrobiła inaczej?
Pisałam już o tym. Niewiele. Prawie nic..
Może nauczyłabym się tylko jasnego wytyczania granic?
Mówienia częściej NIE dla rzeczy, które mnie męczyły, czy relacji w których nie widziałam miejsca dla siebie, a które mnie ograniczały?
Może zbudowałabym inną relację z sukcesem, pieniędzmi i postrzeganiem samej siebie?
Wiecie, że praktycznie nigdy nie czułam się w pełni wartościowa? Nie czułam, że zasługuję na więcej? Że jestem wyjątkowa? Zazwyczaj stałam u boku ludzi, którzy w moich oczach byli wielokrotnie lepsi ode mnie. Dzisiaj dopiero wiem, że często nie byli.
To ja miałam niską ocenę własnej siebie. Często nadrabiając swoje "braki" miną lub ciętą ripostą. I niemal zawsze z uśmiechem -wyrazem twarzy, który tak mocno przylgnął do mojej osoby, że bardzo długo nie potrafiłam wypłakać swojego żalu. Nawet sama przed sobą.
A dzisiaj?
Marzą mi się pracownicy, tak bystrzy, tak inteligentni, pracowici i słowni jak ja wtedy byłam. Tak oddani swojej pracy. Nie zawracającymi głowy byle czym, tylko rozwiązujący problemy samodzielnie, błyskotliwie (i z sensem). Może czasami niepokorni, ale skuteczni. Ale im dłużej żyję i doświadczam, to dochodzę do wniosku, że być może takich już nie ma.
Wiecie co to jest cierpliwość? To oczekiwanie na rezultat. Na awans. Na podwyżkę. Na uznanie. Na aprobatę. Na wynik.
Macie to w sobie, czy z czasem się wypaliła?