17/08/2021
Wielokrotnie w swojej pracy oraz toku kształcenia zastanawiałam się, dlaczego jednym pacjentom jest łatwiej utrzymać zdrowe nawyki a innym trudniej. Jak to się dzieje, że niektórzy pacjenci przechodzą przez kryzysy obronną ręką a inni wracają z podkulonym ogonem i obiecują poprawę. Wydawało mi się oczywiste, że jeśli wyedukuję odpowiednio skutecznie pacjenta na temat skutków niezdrowej diety a w toku dietoterapii sam odczuje korzyści z przestrzegania zasad zdrowego odżywiania to przecież nigdy już nie wróci do dawnych nałogów i nawyków. Zastanawiałm się więc od bardzo dawna, co jeszcze mogę zrobić jako dietetyk, albo wręcz – co robię źle – skoro wielu z moich pacjentów w sytuacjach kryzysowych i w starciu z różnymi konflikatami wewnętrznymi rezygnują ze zdrowych zachowań żywieniowych, zajadają emocje „śmieciowym” jedzeniem, czasami rezygnują z diety na chwilę a czasami nawet na zawsze. I przypomniałam sobie dzisiaj pewne bardzo ważne zdanie, które często powtarzam w gabinecie „proszę o siebie zadbać”.
Kiedy wracałam dzisiaj opóźnionym pociągiem z Łodzi a pociąg na który miałam się przesiąść nie zaczękał na podróżnych, okazało się że będę w domu 2 h póżniej niż planowałam, zawaliły się moje plany, a ja byłam głodna i zmarźnięta - bez wahania poszłam kupić sałatkę i herbatę mimo wielkiej guli w gardle i żołądku. To było dla mnie oczywiste, że muszę o siebie zadbać i niczego nie pragnęłam tak, jak ciepłej herbaty i własnego domu. Do domu czekało mnie jednak jeszcze kilka godzin podróży i nie mogłam tego zmienić w żaden sposób co oznaczało też, że nie zdąże ani na obiad, ani na kolację. I wtedy pomyślałam sobie, że dla mnie ta troska o własne potrzeby jest naturalna, że nie tylko jestem tym co jem, ale też jem to co dla mnie dobre ponieważ chce dla siebie tego co najlepsze.
I wtedy zrozumiałam bardzo smutną rzecz – że przejawiamy wiele krzywdzących nas przekonań jak to, że na dobro i troskę trzeba zasłużyć, że smutek i wyczerpanie to słabość i wstyd, a często, po prostu nie lubimy siebie, nie wiemy czego potrzebujemy i nie przejawiamy wobec siebie odruchów miłości. W sytuacjach kryzysowych nauczyliśmy się uciekać, maskować emocje, skupiać na rozwiązaniu problemu… zamiast odnaleźć w sobie zalęknione i zmęczone dziecko, zagubine w tej samej sytuacji w której akurat się znaleźliśmy i zapytać je pełnym empatii i zainteresowania głosem: „Co się stało? Czego potrzebujesz? Chcesz iść dzisiaj na lody?”
Co byś wtedy usłyszała? Czego byś wtedy naprawdę potrzebował?