12/05/2026
Miałem sporo zapytań o przymrozki, które nawiedziły nas na przełomie kwietnia i maja oraz o i ich konsekwencje. Stwiedziłem, że może być dla Was ciekawe, jak taki przymrozek uszkadza kwiaty i jak samemu rozpoznać, czy Wasza ukochana jabłonka czy śliwka będzie miała jakieś owoce w tym roku czy nie. Zdecydowałem więc napisać o tym kilka słów i dołączyć fotki, byście mogli sami się nauczyć jak się rozpoznaje takie uszkodzenia.
W tym roku sytuacja była bardzo poważna, wskazuje się że dużo gorsza niż w roku 2024 i 2017, kiedy mieliśmy największe straty w ostatnich latach. W moim sadzie procent uszdodzonych kwiatów oscylował miedzy 80 a 90%... Dlaczego tak dużo?
1. Temperatura - ta spadała poniżej zera podczas kilku następujących po sobie nocy, w naszych okolicach dochodziła do -6 a przy gruncie było miejscami nawet -9. Uszkodzenia kwiatów zaczynają się pojawiać już przy -2, ale to nie wszystko, bo..
2. Czas trwania przymrozków - żeby przymrozek wyrządził szkody, musi mieć czas, by tkanki roślinne przemarzły. Czasami wiosenne przymrozki trwają ok 2 godzin, najcześciej przy wschodzie słońca, tym razem mieliśmy do czynienia z wielogodzinnymi spadkami temperatur, nawet trwającymi od 22ej do 6 rano (8 godzin) - w tak długim czasie działania niskiej temperatury zdąży przemarznąć praktycznie wszystko. Jeśli takiej nocy będzie wiał wiatr, to jeszcze bardziej przyspieszy to "penetrację" zimnego powietrza. Tym razem nie miało to większego znaczenia, bo nawet bez wiatru mróz dotarł wszędzie tam, gdzie mógł.
3. Wilgotność powietrza - dziś w końcu pada deszcz (dlatego mam w końcu czas coś napisać ;) ), ale wiosnę mieliśmy ekstrymalnie suchą. Jak to się przekłada na szkody podczas przymrozku? Woda zamarzając uwalnia trochę ciepła a im więcej jej jest, tym większy efekt "ochronny" ten proces ma. Inna sprawa, że brak chmur i niska wilgotność powierza pozwala na "szybszą" ucieczkę ciepła, które gleba i rośliny zakumulowały w ciągu dnia.
Jak widzicie, mieliśmy w tym roku "pełen pakiet" czynników, które sprawiają, że ryzyko uszkodzeń po przymrozku było bardzo duże, ale jak zaobserwować co zostało uszkodzone?
Najważniejsza uwaga - kolor zielony to życie a brązowy to zamieranie.
Na pierwszy rzut oka - pręciki kwiatków. Chociaż z nich nie rozwija się owoc, to jeśli będą uszdodzone przez przymrozek, to nie będzie pyłku, który przy pomocy pszczół jest przenoszony na znamię słupka w innym kwiatku, by doszło do zapłodnienia.
To właśnie ten słupek jest kluczowy - bo (najbardziej skrótowo pisząc) umożliwia zapłodnienie, co prowadzi do powstania zawiązku owocu wokół nowopowstających nasion. Brązowy słupek najłatwiej zauważyć rozcinając kwiat nożykiem, ale można go także wypatrzeć nie zrywając kwiatka (szczególnie w czereśniach czy śliwach) Czasem słupka w ogóle go nie zobaczymy, bo został uszkodzony zanim wyrósł (przed kwitnieniem). Czarno-brązowy ślad po nim zobaczymy rozcinając pąk na pół.
Czy jak są brązowe płatki kwiatów, to także oznacza że nic z tego nie wyrośnie? Otóż nie, płatki nie biorą udziału w samym zapyleniu, są tylko magnesem przyciągającym owady zapylające. Oceniając skutki przymrozku zawsze zwracajcie uwagę na słupek i pręciki, nie na płatki. Bywały sytuacje, że płatki były lekko brązowe a słupek pozostał żywy.
Jeszcze dwa zdania o stopniu rozwoju kwiatu w momencie przymrozku. Jeśli w nocy z przymrozkiem kwiatki były jeszcze zamknięte (profesjonalnie nazywa się to fazą różowego lub białego pąka), to szanse na przeżycie tego kwiatu lekko rosną, bo jest dodatkowa warstwa ochronna nad tym delikatnym słupkiem. Niestety w tym roku niewiele to dało - temperatura spałda za nisko i uszkodzenia mamy dokładnie takie same w odmianach które były już rozwinięte (np Ligol) jak i nie (np Gala).
Tyle o uszkodzeniach samych kwiatów. Koniecznie obejrzyjcie zdjęcia, które pomogą to wszystko lepiej zrozumieć.
Na koniec jeszcze tylko jedna rzecz, o której większość osób nie wie - żeby mieć zadowalający plon na jabłonce czy gruszy, wystarczy że ok 10% kwiatów da nam finalnie owoc. Przy śliwkach próg jest wyższy - 20% kwiatów, a czereśniach 30-40%.
Czy zatem cały lament jest na wyrost? Jak zmarzło 90% kwiatów to możemy mieć cały czas pełny, zadowalający plon? Niestety to tak nie działa, optymalny plon jest wtedy, gdy jest zapylonych dużo więcej kwiatów i drzewo sobie potem reguluje fitohormonami, które z tych małych zawiązków będą dalej się rozwijać a które nam po kilku tygodniach opadną. Jeśli przeżyło nam tylko 10% kwiatków, to teraz zacznie się walka o ich utrzymanie, ale na pewno część z nich zostanie zrzucona. Wszystko wyjaśni się w najbliższych tygodniach, ale o tym już napiszę w osobnym poście.
Jeśli chcecie poczytać więcej o takich ciekawostkach to dajcie znać w komentarzu, to co jakiś czas się zmobilizuję i wrzucę takiego posta :)