22/07/2026
Wykonując ćwiczenia fizyczne mające na celu rozluźnienie albo wzmocnienie siły mięśni, pracuję także z oddechem i doświadczam różnych wrażeń w ciele. Spacerując boso po ziemi, nie tylko chodzę fizycznie, ale też odczuwam emocjonalnie to doświadczenie. Mam w tym swój jasny cel.
Ta osobista praktyka bezpośrednio przekłada się na moją pracę szkoleniową z dorosłymi. Kiedy dotykamy tematu zdrowia psychicznego, zazwyczaj zaznaczam, że to, co psychiczne i emocjonalne, bezpośrednio wiąże się z tym, co cielesne. Oczywiście działa to także w odwrotnym kierunku.
Doświadczenie podpowiada mi, że rodzaj wykonywanej pracy często sprzyja podtrzymywaniu nawykowego napięcia w ciele – tak, aby jak najczęściej i najdłużej pozostawać w „swojej znajomej strukturze”. Taka rutyna w pewnym sensie może pełnić rolę ochronną (choć ochrona polega na pozostawaniu w ograniczonych możliwościach ruchu, usztywnianiu).
Niedawno miałem okazję rozmawiać z przedstawicielem służb mundurowych na temat realizacji potencjalnego szkolenia z dobrostanu. Mężczyzna zauważył, że nie jest to „dobry temat” dla jego podwładnych, gdyż w dłuższej perspektywie może spowodować odejście ze służby. Cóż, dla mnie jest to tak samo prawdopodobne, co nieprawdopodobne. Zgodnie ze swoją strukturą napięć i rozluźnienia każdy człowiek czasem wypiera pewne treści lub zmienia ich znaczenie, by zachować poczucie bezpieczeństwa, spójność z obrazem własnej osoby.
Zmiana takiego podejścia wymaga czasu i gotowości. Przypomina mi to powrót do tej samej książki po latach – za każdym razem pojawia się szansa, by odkryć jej treść na nowo i zwrócić uwagę na coś, co wcześniej umknęło. Taki proces wymaga ukierunkowania energii, poświęcenia czasu i obrania celu. To w pełni ludzka rzecz rozwijać się we własnym tempie, w zgodzie z aktualnymi zasobami i deficytami. A w bezpiecznym wychodzeniu z rutyny napięć może wspierać inna, zdrowa systematyczność – np. psychoterapia przez ciało, praca z napięciem w ciele czy inne formy ruchu i ożywiania kontaktu z własnym ciałem.