21/08/2026
Mam wrażenie, że coraz częściej obserwujemy pewne zjawisko.
Ktoś dzieli się swoją historią, opowiada o czymś ważnym lub trudnym.
Mówi:
„Ostatnio jest mi trudno…”
„Spotkało mnie coś przykrego…”
"Czuję..."
Wtem z drugiej strony pojawia się:
„Powinnaś…”
„Na Twoim miejscu…”
„Musisz…”
„Ja bym zrobił/a…”
Mam wrażenie, że bardzo często wiele osób ma trudność z czymś pozornie prostym: z wysłuchaniem drugiego człowieka bez natychmiastowego udzielania mu rad.
Opowiedzenie o swoim problemie nie zawsze jest prośbą o jego rozwiązanie.
Czasami człowiek chce zostać wysłuchany.
Czasami chce nazwać to, co czuje.
Czasami potrzebuje obecności, a nie instrukcji.
Co ciekawe, badania Bo Feng i Erana Magena pokazały, że w sytuacjach, w których ludzie dzielili się trudnością z bliską osobą, nie prosząc o radę, nieproszone rady pojawiały się bardzo często — już na początku rozmowy, w około 70% przypadków.
Dlaczego tak się dzieje?
Być może trudno nam wytrzymać czyjąś bezradność.
Być może chcemy szybko „naprawić” sytuację.
Być może rada daje nam poczucie, że jesteśmy pomocni.
Czasami pomoc nie polega na tym, żeby powiedzieć drugiej osobie, co ma zrobić.
Czasami pomoc polega na tym, żeby powiedzieć:
„Jestem. Opowiedz mi”
"Przykro mi..."
A zanim udzielimy rady, może warto zapytać:
„Chcesz, żebym Cię tylko wysłuchał/a, czy chcesz też poznać moje zdanie?”
To jedno pytanie może być wyrazem ogromnego szacunku dla czyjejś autonomii.
Bo nie każda trudność wymaga rozwiązania.
I nie każda rozmowa jest prośbą o radę.
Czasami człowiek potrzebuje przede wszystkim drugiego człowieka.
Miejcie się dobrze 🌱
Ewelina
, , ,