19/09/2026
TOSKANIA tylko jedna opowieść, ale będę chciała poczęstować Was pięknymi widoczkami w kolejnych postach.
Życie jest podróżą. I właśnie wracamy.
Samolot wystartował.
Pode mną została Toskania. Villa Costa w Marlli, z jej cudownym ogrodem, góry, miasteczka, drogi, wspólne śniadania i biesiady długie rozmowy, poranki na matach, kilometry przejechane srebrnym busem, Morze Liguryjskie, marmury Carrary, Grotta del Vento, Lucca, La Spezia, liguryjskie Cinque Terra, Porto Venere, Florencja, Livorno,Viareggio, … i zachody słońca nad Alpami Apuańskimi, przy których naprawdę czasem brakowało tchu, tak samo jak na" malediwskiej" plaży, I ten szczególny klimat!
A ja już tęsknię.
Tylko tym razem — za domem.
Za mężem i rodziną. Za moimi kotami. Za Stacją i wszystkimi grupami. Za zwyczajnością, którą trzeba czasem opuścić, żeby przypomnieć sobie, jak bardzo jest własna.
Przed wyjazdem napisałam do naszej grupy:
„Życie jest podróżą. A praktyka — sposobem, w jaki nią idziemy.”
Nie wiedziałam jeszcze, jak bardzo Toskania postanowi nam to sprawdzić. 😊
Każdy dzień zaczynaliśmy łagodną, poranną praktyką. A potem zwijaliśmy maty.
I zaczynała się dalsza część praktyki.W drodze. W zmianach planów. W zachwycie. W zmęczeniu. Przy wspólnym przygotowywaniu posiłków. W rozmowach. W czekaniu na siebie. W śmiechu. W podejmowaniu decyzji. W umiejętności odpuszczenia własnego pomysłu, kiedy dzień proponował nam coś innego.
Wieczorami siadaliśmy w kręgu.
Każdego dnia towarzyszyło nam inne pytanie. Nie po to, żeby znaleźć właściwą odpowiedź. Raczej po to, żeby przez chwilę uważniej zobaczyć siebie.
Bo nad całą naszą podróżą od początku wisiało jedno:
KIM JESTEM?
I chyba nikt z nas nie wraca z jedną odpowiedzią.
Całe szczęście.
Za to wydarzyło się coś, czego nie dało się wpisać do programu wyjazdu.
Wyjechała grupa ludzi, z których wielu właściwie się nie znało.
Wraca zgrana paczka.
Patrzyłam, jak rodzą się relacje. Jak ludzie zaczynają na siebie czekać, pomagać sobie, żartować, rozmawiać, dzielić się stołem i codziennością. Jak z kolejnych wspólnie przeżytych dni powstaje coś, czego nie można zorganizować.
Można stworzyć warunki. Reszta należy do ludzi.
I za to jestem Wam ogromnie wdzięczna.
Dziękuję każdemu z Was za to, co wniósł do tej podróży. Za elastyczność, ciekawość, cierpliwość, śmiech, rozmowy, pomoc i wszystkie te drobiazgi, z których ostatecznie składa się wspólna droga. A nasze śniadania to po prostu majstersztyk każdego dnia.
Dziekuję Karolinie i Mirkowi z biura Duo Travel za idealną współpracę i bezstresowy przewóz na lotnisko i z powrotem.
Dziekuję Robertowi - za przygotowanie ze mną programu, za całokształt i cierpliwość, za spełnienie oczekiwań i bezpieczną jazdę.
Dziękuję Marii Maria Bandoni i Małgorzacie za Villa Costa — miejsce, które po siedemnastu latach pozwoliło mi wrócić nie tylko do Toskanii, ale trochę również do siebie sprzed siedemnastu lat.
To był dla mnie bardzo osobisty powrót.
Przeczesywałam wspomnieniami tamten czas jak splątane włosy. Nie wszystko rozczesałam. I dobrze.
Nie wszystko trzeba rozumieć od razu.
Toskania przypomniała mi jeszcze coś.
Że zachwyt nie jest stratą czasu.
Że nie każda zmiana planu jest stratą planu.
Że droga nie jest tylko przestrzenią pomiędzy miejscem, z którego wyruszyliśmy, a tym, do którego chcemy dotrzeć.
W drodze również wydarza się życie.
A może przede wszystkim tam?
Dzisiaj na zakończenie zadałam grupie ostatnie pytanie:
„Co zabierasz ze sobą z tej podróży, czego nie było w Twoim bagażu, kiedy tu przyjechaliśmy?” I nie mam na myśli dżemu z fig, parmezanu, ani magnesow hi hi.
Teraz sama będę szukała swojej odpowiedzi.
Samolot leci do domu.
I bardzo się z tego cieszę.
Bo może właśnie na tym polega dobra podróż — że pozwala z zachwytem wyjechać, przeżyć coś, czego wcześniej nie było…
i zatęsknić za miejscem, do którego chce się wrócić.
Do zobaczenia w domu.
Do zobaczenia na Stacji. ❤️
Reszta podróży jest nasza.