03/10/2026
50 lat?
To dopiero połowa setki.
Technika idzie do przodu, medycyna idzie do przodu, wiemy coraz więcej o tym, jak dłużej żyć i jak o siebie dbać.
Pięknie.
Tylko rano, kiedy patrzysz w lustro, masz czasami głęboko w nosie całą tę wiedzę.
Bo widzisz:
cienie pod oczami,
opuchniętą twarz, chociaż nie wiadomo po czym,
owal, który najwyraźniej postanowił bliżej poznać grawitację,
i zmarszczki, które z jakiegoś powodu nadają Ci minę bardziej surową, niż masz w rzeczywistości.
I można powiedzieć:
„Taka moja uroda. Mam 50 lat i trudno”.
Można.
Ale można też zrobić coś małego.
Bez igieł, bez cierpienia, bez wojny z własnym odbiciem w lustrze.
Jako masażystka od lat obserwuję, co stres, napięcie, brak odpoczynku i ciągłe „muszę” robią z naszym ciałem i twarzą.
I spokojnie, nie będę Ci teraz mówić, że masz wcześniej chodzić spać, codziennie ćwiczyć i przestać się stresować.
Sama bym się na takie rady obraziła. 🙂
Masz przecież swoje życie, swoje doświadczenia i doskonale wiesz, co Ci służy.
Mogę Ci natomiast powiedzieć, co ja zaczęłam robić.
Mam 55 lat i do zmian jestem raczej… ostrożnie nastawiona. 😉
1. Zaczęłam regularnie masować twarz.
Nie codziennie i nie jestem święta. 🙂
Raz w tygodniu robię swój automasaż.
Czy zawsze mi się chce?
Nie.
Ale kiedy rano patrzę w lustro, widzę różnicę w wyglądzie twarzy, jej świeżości i napięciu.
U mnie się sprawdza, dlatego zostałam przy tej metodzie.
Jeżeli jesteś ciekawa, czego dokładnie używam i jak to robię, napisz do mnie prywatnie słowo MASAŻ.
Wyślę Ci szczegóły mojego kursu „Kobido w domu”. To płatny, konkretnie poukładany zestaw do samodzielnej pracy.
2. Więcej chodzę.
Nie dlatego, że nagle pokochałam sport. 😉
Po prostu zaczęłam zwracać uwagę na codzienny ruch. Mam aplikację, która liczy mi kroki i czasami działa na mnie lepiej niż niejeden motywator.
3. Raz w tygodniu daję sobie godzinę na ćwiczenia.
U mnie sprawdza się joga.
Nie po to, żeby zostać joginką.
Po prostu moje ciało po godzinie mówi: „Dziękuję”.
4. Przyglądam się temu, na co oddaję swój czas.
I to jest chyba największa zmiana.
Coraz częściej pytam siebie:
Czy ja naprawdę chcę to robić?
Czy muszę?
Czy to mi coś daje?
Czy może mogłabym zamiast tego pójść do lasu, nad wodę, posiedzieć w ciszy, spotkać się z kimś, kogo lubię?
Bo po pięćdziesiątce coraz bardziej rozumiem, że czas jest luksusem.
I nie chcę go rozdawać na prawo i lewo.
Nie mam recepty na wieczną młodość.
Mam za to kilka swoich małych sposobów, dzięki którym lepiej czuję się w swoim 55-letnim ciele i chętniej patrzę rano w lustro.
I chyba właśnie o to chodzi.
Nie o to, żeby zatrzymać czas.
Tylko żeby dobrze się ze sobą starzeć…
a właściwie dobrze ze sobą żyć.
A Ty?
Masz swój mały rytuał, który naprawdę poprawia Ci dzień albo samopoczucie?
Napisz w komentarzu.
Może zrobimy sobie tutaj małą kobiecą listę dobrych rzeczy. 🩷
Dobrego dnia
Masażystka Beata.