Kacper Klimczak Pedagog Szczęścia

Kacper Klimczak Pedagog Szczęścia Pomagam zrozumieć, co naprawdę dzieje się w relacjach. Po to, żebyś był bliżej tych, których kochasz. Tata, mąż. Sesje | Prelekcje | Webinary
(5)

Nasza randka trwała dzisiaj 15 minut i w sumie chyba dobrze, że chociaż tyle.W tym tygodniu pracowałem dużo, nawet troch...
06/09/2026

Nasza randka trwała dzisiaj 15 minut i w sumie chyba dobrze, że chociaż tyle.

W tym tygodniu pracowałem dużo, nawet trochę za dużo. Zamykałem ważny projekt, po pracy przejmowałem syna, wieczorem już siedziałem obok żony, ale głową dalej gdzieś przy mailach, zadaniach i tym, co jeszcze trzeba dopiąć.

Magda kilka razy pytała w tygodniu:
„A kiedy my właściwie pobędziemy trochę sami?”

No to wymyśliłem. Niedziela, po Mszy zero pracy. Syn ma dwie drzemki, więc przecież elegancko, mamy dwa okienka na małżeństwo.

Plan naprawdę solidny, ale dziecko miało na ten temat inne zdanie. Pierwsza drzemka: kilka minut.
Druga: podobnie. Dobra, plan B. Restauracja.

Znalazłem miejsce pełne zieleni, takie totalnie pod Magdę. Rezerwacja zrobiona, niespodzianka gotowa. Ona się ucieszyła i powiedziała, że marzy jej się jakiś naprawdę dobry deser.

Dojeżdżamy, ale jak na złość parking pełny. Wózek oczywiście został w domu, bo po uznaliśmy, że raczej się nie przyda. Idziemy więc z dzieckiem, torbą i głodem, który powoli zaczyna podejmować decyzje za człowieka.

Wchodzimy do restauracji, żona patrzy w kartę.
„Kurczę, żaden deser to nie jest to, może pójdziemy do tej obok?”

No i tu poczułem, jak mój wewnętrzny romantyk powoli zamienia się w sfrustrowanego organizatora imprez.

Przecież wybrałem, przecież rezerwowałem
i miało być fajnie. W głowie już ustawiało się zdanie z kategorii: „Tobie zawsze coś nie pasuje”.

Na szczęście zdążyłem zauważyć, że to nie ona jest problemem. Po prostu byłem głodny, zmęczony, a rzeczywistość właśnie trzeci raz tego dnia poinformowała mnie, co sądzi o moim planie.

Poszliśmy obok. Restauracja piękna, a jedzenie w karcie wygląda wspaniale. Siadamy.
Sukces?

Dziecko też zobaczyło światełka. Potem ludzi.
Potem ozdoby, a potem prawdopodobnie wszystkie rzeczy znajdujące się w promieniu trzydziestu metrów i uznał, że musi je natychmiast osobiście zbadać.

Piszczał, rzucał zabawkami, chciał chodzić, dotykać, oglądać. My próbowaliśmy go uspokoić, a po chwili spojrzeliśmy na siebie i oboje wiedzieliśmy, że tutaj nikt nie odpocznie. Ani my, ani on, ani ludzie obok.

Wyszliśmy. Ja już byłem w takim momencie, że najchętniej zjadłbym cokolwiek przy lodówce na stojąco. „Dobra, wracajmy do domu.”

Magda popatrzyła na mnie i powiedziała:
„Nie. Mieliśmy mieć randkę. Bardzo się postarałeś. Widziałam niedaleko budkę z goframi. Chodźmy tam.”

No i poszliśmy.

Tak zakończyła się moja romantyczna wizja niedzielnej randki: gofr z budki, dziecko obok i zero rezerwacji. Tylko że, on w pewnym momencie zainteresował się książeczką.

Dostaliśmy jakieś piętnaście minut.
Piętnaście minut, żeby spokojnie zjeść, pogadać, popatrzeć na siebie i przypomnieć sobie, że poza byciem mamą i tatą nadal jesteśmy tym samym facetem i kobietą, którzy po prostu bardzo lubią być razem.

Coraz bardziej widzę, że dbanie o związek po dziecku polega między innymi na rezygnacji z przekonania, że bliskość musi mieć idealne warunki. Nie musi.

Czasami plan A nie wychodzi. Plan B też nie. Plan C kosztuje tyle co dwa gofry i daje wam kwadrans.

Problem zaczyna się chyba dopiero wtedy, kiedy uznajemy, że skoro nie mamy całego wieczoru, to nie warto walczyć o piętnaście minut.

My chcemy walczyć.
Nawet jeśli czasem nasza randka ma bitą śmietanę i trwa krócej niż odcinek serialu.

A wy? Jak łączycie bycie rodzicami z pielęgnowaniem związku? A może całkiem odłożyliście go na bok?🧡

Za 5 złotych miesięcznie możesz dać nastolatkowi z domu dziecka coś, czego on nigdy wcześniej nie miał.Nie chodzi o zaba...
01/09/2026

Za 5 złotych miesięcznie możesz dać nastolatkowi z domu dziecka coś, czego on nigdy wcześniej nie miał.

Nie chodzi o zabawki, tylko o rzeczy, o których nikt nie myśli - środki higieniczne, kiedy nie ma ich kto kupić. Terapię psychologiczną, kiedy dzieciak po traumie potrzebuje kogoś, kto go wysłucha, a systemowo nikt mu tego nie zapewnia na czas. Mieszkanie treningowe, żeby po osiemnastce nie wyszedł prosto na ulicę bez pojęcia, jak zapłacić rachunek.

Ja jestem ambasadorem Fundacja Mały Duży Człowiek i widziałem te dyplomy patronów, te konkretne cele, na które idą pieniądze. To nie jest “wpłać i licz, że coś dobrego się stanie”.
Bardziej to jest wpłać 5-10 złotych i wiesz dokładnie, na co poszły.

Nie proszę cię o duże wsparcie. Proszę o coś, co możesz zrobić w tej minucie, zanim przewiniesz dalej. Link w komentarzu . Patronite, dwie minuty.

Dobro czyni serce lżejszym 🧡

29/08/2026

Znacie takie sytuacje?

27/08/2026

Wdzięczność ma większe znaczenie w relacji, niż nam się może wydawać. Zgadzacie się?

,,Kto powinien pierwszy wrócić do rozmowy po kłótni?”Takie pytanie dostałem wczoraj na webinarze.Nie zawsze ten, kto zaw...
26/08/2026

,,Kto powinien pierwszy wrócić do rozmowy po kłótni?”
Takie pytanie dostałem wczoraj na webinarze.

Nie zawsze ten, kto zawinił, nie zawsze ten, kto pierwszy podniósł głos.
Nie zawsze ten, kto „powinien”.

Czasem po prostu ten, kto w danym momencie ma więcej zasobów. Wczoraj podczas webinaru powiedziałem to zdanie i dziś dostałem wiadomość od jednej z uczestniczek.

Napisała:
„Czasem staję okoniem i oczekuję od partnera inicjatywy. Teraz jednak zauważam, że to ja mam więcej narzędzi, żeby te rozmowy poprowadzić.”

I to jest dla mnie bardzo dojrzałe, bo związek bardzo łatwo zamienić w księgowość:
„Ja już próbowałam.Teraz jego kolej.”
„To ona zaczęła. Nie będę pierwszy wyciągał ręki.”

Tylko że wtedy oboje możecie siedzieć po dwóch stronach tej samej ściany i czekać, aż drugie ją zburzy. Powrót do rozmowy nie zawsze oznacza: „To ja jestem winny.”

Może oznaczać po prostu:
„Mam dziś trochę więcej spokoju niż Ty, więc zrobię pierwszy krok.”

I jeszcze jedno zdanie z tej wiadomości zostało ze mną najmocniej:
„Do tej pory staliśmy naprzeciw siebie. Chcę spróbować w końcu grać jak drużyna.”

Właśnie o to chodzi.
Nie Ty przeciwko niej. Nie ona przeciwko Tobie.
Wy przeciwko schematowi, który każe Wam czekać, bronić się i oddalać.

Dziękuję wszystkim którzy wczoraj byli na webinarze, za Wasze historie i aktywność.
Cieszę się, że w pomogło to Wam w relacji!

A u Was kto zwykle pierwszy wraca do rozmowy?

„Które zaproszenia bardziej ci się podobają?”-„Obojętnie”.„A DJ czy zespół?”- „Jak chcesz”.„A stoły okrągłe czy długie?”...
25/08/2026

„Które zaproszenia bardziej ci się podobają?”
-„Obojętnie”.
„A DJ czy zespół?”
- „Jak chcesz”.
„A stoły okrągłe czy długie?”
- „Mi naprawdę wszystko jedno”.

Ania i Michał właśnie szykowali swoje wesele i im bliżej było ślubu, tym częściej Ania była na Michała wkurzona.

On kompletnie nie rozumiał dlaczego.

„Kacper, przecież ja jej niczego nie utrudniam. Jak jej się coś podoba, mówię: dobra. Nie marudzę. Nie blokuję jej. A ona i tak mówi, że wszystko musi robić sama”.

I właśnie tutaj bardzo łatwo się minąć.
Bo Michał przez swoje: „wszystko mi jedno”
próbował powiedzieć:
„Nie będę ci robił problemów”.
„Zaufam ci”.
„Wybierz to, co ci się podoba”.
„Nie będę się kłócił o kolor serwetek, bo te szczegóły nie mają dla mnie znaczenia”.

Tylko Ania po kolejnych tygodniach słyszała coś zupełnie innego:
„To twoje wesele. Ty się tym zajmij”.

Bo to ona znajdowała sale.
Porównywała fotografów.
Pamiętała, komu trzeba wysłać zaproszenie.
Sprawdzała menu, dzwoniła, pytała.
Podejmowała decyzje.

A kiedy próbowała wciągnąć w to Michała, dostawała: „może być”.
„nie mam nic przeciwko”. „wybierz ty”.

I któregoś dnia wybuchła:
„Ja nie chcę, żebyś się na wszystko zgadzał. Ja chcę wiedzieć, co ty myślisz”.

A Michał był autentycznie zdziwiony.
„Ale po co mam wymyślać problem, skoro obie opcje mi pasują?”

I to jest ciekawe, bo ona wcale nie potrzebowała, żeby on nagle dostał obsesji na punkcie kwiatów albo pół wieczoru debatował o odcieniu obrusów.

Chciała poczuć: „Robimy to razem”.

Chciała usłyszeć:
,,Te zaproszenia podobają mi się bardziej”.
„Zespół chyba zrobi lepszą atmosferę”.
„Nie znam się na kwiatach, ale te drugie wyglądają lepiej”.

Po prostu chciała dostać kawałek jego świata.
I takich sytuacji w związku potem jest mnóstwo.

„Gdzie jedziemy na wakacje?”
„Wszystko jedno”.
„Co robimy w weekend?”
„Jak chcesz”.
„Którą szkołę wybierzemy dziecku?”
„Ty się lepiej znasz”.
„Chcesz, żebyśmy zaprosili ich na święta?”
„Mi obojętnie”.

I człowiek, który mówi „wszystko jedno”, może być przekonany, że jest najbardziej bezproblemowym partnerem na świecie.

A po drugiej stronie ktoś zaczyna mieć poczucie:
„Ja już nie wiem, czy my podejmujemy decyzje razem, czy ja po prostu prowadzę nasze życie, a ty idziesz za mną”.

I właśnie takie momenty będę dzisiaj rozkładał na części na webinarze „Jak przestać się mijać w relacji”.

Bo czasami jedno zdanie dla jednej osoby oznacza:
„ufam ci, wybierz”.

A druga słyszy:
„radź sobie sama”.

Jedno próbuje być spokojne i bezproblemowe.
Drugie coraz bardziej naciska, bo chce wreszcie dostać jakąś reakcję.
I po czasie oboje są przekonani, że problem leży w charakterze drugiej osoby.

Twoje problemy w związku nie znikają.Po prostu cichną i zamieniają się samotność.Większość par wierzy, że te same kłótni...
25/08/2026

Twoje problemy w związku nie znikają.
Po prostu cichną i zamieniają się samotność.

Większość par wierzy, że te same kłótnie w końcu wygasną. I trzeba przyznać...
Czasem faktycznie przestają się kłócić.
Tylko że to nie jest ten efekt, na który liczyli.
Dwoje znajomych, czasem przyjaciół…
ale już nie kochanków.

Każdy nierozwiązany konflikt zamienia się w cichy żal. Przestajecie poruszać pewne tematy.
W końcu łatwiej jest żyć obok problemu, niż naprawdę się z nim zmierzyć.

Na tym polega pułapka.
Myślisz, że brak kłótni oznacza, że sprawy się poprawiają.
W rzeczywistości... stajecie się po prostu współlokatorami dzielącymi obowiązki, zamiast partnerami, którzy czują bliskość.

Najgorszą nigdy nie była sama kłótnia,
tylko to, co działo się później.
Jeśli nic nie zostaje naprawione,
nic tak naprawdę nie zostaje rozwiązane.

Zdrowe pary nie odnoszą sukcesu dlatego, że unikają konfliktów, ale dlatego, że wiedzą, jak wrócić do siebie po nich.

Kiedy naprawa nie następuje, zwykle widać to po:
Rozmowy pozostają powierzchowne.
Te same kłótnie wracają.
Bliskość fizyczna słabnie.
Zaczynasz czuć się bardziej samotny/a...
siedząc obok drugiej osoby.

Kiedy pary uczą się naprawiać, zamiast unikać...
Żal traci swoją siłę.
Zaufanie zaczyna się odbudowywać.
Bliskość przestaje być wymuszona.
Dom znów zaczyna czuć się jak miejsce, gdzie jesteście drużyną.

Wciąż jest nadzieja, że wasz związek odzyska blask, że nauczycie się siebie rozumieć na
tyle, żeby współpracować - nie rywalizować.

“Jak rozpoznać moment, kiedy się wycofuję w rozmowie z żoną, zanim to zrobię.” To jest dużo trudniejsze pytanie niż się ...
24/08/2026

“Jak rozpoznać moment, kiedy się wycofuję w rozmowie z żoną, zanim to zrobię.” To jest dużo trudniejsze pytanie niż się wydaje.

Bo lęk w rozmowie z partnerką rzadko wygląda jak lęk. Wygląda jak spokój. Jak “nie chcę robić z tego afery”. Jak “poczekam, aż ona ochłonie”. Jak milczenie, które w twojej głowie brzmi jak rozsądek, a w jej uszach brzmi jak nieobecność.

Nazwijmy go Marek.

Marek nie jest tchórzem. W pracy potrafi postawić się szefowi, potrafi negocjować kontrakt wart pół miliona, potrafi stanąć w obronie kolegi. Ale kiedy jego dziewczyna mówi “musimy porozmawiać o czymś ważnym”, w jego brzuchu robi się zimno, zanim jeszcze usłyszy, o co chodzi.

I wtedy Marek robi coś, czego prawie nie zauważa. Zaczyna kiwać głową szybciej niż trzeba. Mówi “jasne, rozumiem” zanim naprawdę zrozumiał. Kończy rozmowę zdaniem “dobra, pomyślę o tym”, które w jego głowie znaczy “potrzebuję czasu”, a które ona słyszy jako “znowu uciekasz”.

Zapytałem go kiedyś: “Co czujesz w ciele w tej sekundzie, zanim zaczniesz kiwać głową?”
Powiedział: “Ucisk w klatce. Jakby ktoś przykręcał śrubę.”
To jest moment, o którym mówię. Nie decyzja, żeby się wycofać. Ciało decyduje pierwsze, głowa dogania później i nazywa to “spokojem”.

Rozpoznanie tego momentu to pierwszy krok, i on naprawdę ma konkretny kształt. To nie jest “bądź bardziej uważny na swoje emocje”. To jest coś prostszego: ucisk w klatce, przyspieszone kiwanie głową, zdanie kończące rozmowę zanim naprawdę się zaczęła. Te trzy rzeczy razem, u większości mężczyzn, z którymi pracuję, znaczą dokładnie to samo - lęk właśnie przejął stery.

Sam moment rozpoznania nie rozwiązuje jeszcze problemu. Można poczuć ten ucisk i dalej nie wiedzieć, co zrobić z ustami w tej sekundzie, żeby nie wyszło z nich ani “jasne, rozumiem” wypowiedziane w panice, ani milczenie, które ona odczyta jako obojętność.

Jedno, co daje się zrobić od razu, zanim jeszcze wiesz, co dokładnie chcesz powiedzieć, to nazwać sam moment na głos: “Czuję, że się teraz zamykam, daj mi chwilę.” To nie jest rozwiązanie rozmowy. To jest coś, co kupuje ci sekundę, zamiast pozwolić ciału samemu zdecydować za ciebie, jak ta rozmowa się skończy.

Reszta, czyli co robić z tą chwilą, żeby nie skończyło się to znowu na “pomyślę o tym”, to już jest dłuższa historia. Bo tu nie chodzi o jedno magiczne zdanie, tylko o to, żeby lęk przestał być tym, kto prowadzi rozmowę za ciebie.

Bartek opowiedział przy całej rodzinie historię o Oli, która miała rozśmieszyć stół. Rozśmieszyła. Ola przez resztę kola...
24/08/2026

Bartek opowiedział przy całej rodzinie historię o Oli, która miała rozśmieszyć stół. Rozśmieszyła. Ola przez resztę kolacji się nie odzywała.

Później powiedziała mu, że to co zrobił ją zabolało, a on zaczął mówić, że to żart, nie miał intencji jej urazić więc szybko chce uciąć rozmowę.

Bartek tłumaczy się zamiast posłuchać, przyjąć i przeprosić, bo myśli, że to pokaże, jak bardzo mu zależy. Ona słyszy coś innego: znowu chodzi o to, żebyś ty poczuł się w porządku.

Mówi, że ją zabolało. Ty tłumaczy, że nie taki był jego zamiar. Ona mówi to mocniej, bo czuje, że nikt jej nie słyszy, więc on tłumaczy się dłużej, bo brzmi to jak oskarżenie.

I oboje zaczynacie wierzyć, że druga strona nie chce zrozumieć.

To nie jest sprawa jednej płci. Widzę to samo u kobiet, które bronią swoich intencji zamiast usłyszeć, że coś zabolało partnera.

Można latami tłumaczyć się z dobrych intencji, myśląc, że to dowód, jaki jesteś dobrym człowiekiem. A dla drugiej strony to dowód, że znowu nie usłyszałeś, o co jej chodziło.

Bartek naprawdę kocha żonę, nigdy nie chciał jej zranić, ale kiedy coś schrzani, jego pierwszy odruch to wytłumaczyć dlaczego - napewno nie chce słuchać co zrobiło to drugiej stronie. Zapomniał o rocznicy, bo miał ciężki tydzień. Spóźnił się, bo złapały go korki. Dla niego to sposób, żeby powiedzieć: nie jestem złym mężem, mam powód, dowód.

Ola zauważyła, że te rozmowy prawie nigdy nie kończą się tym, jak ona się poczuła. Kończą się tym, że przyznaje mu rację, bo przecież nie zrobił tego specjalnie.

Więc kiedy się tłumaczy, ona myśli: znowu najpierw muszę zrozumieć jego.

To koło, którego z zewnątrz prawie nie widać. On tłumaczy, ona czuje się jeszcze mniej słyszana. Mówi to ostrzej, on czuje się osądzony i tłumaczy się jeszcze bardziej.

Ale jest tu granica. To nie znaczy, że intencje nie mają znaczenia, ani że masz przyjmować winę za coś, czego naprawdę nie zrobiłeś specjalnie. Tłumaczenie się samo w sobie nie jest problemem. Problemem jest kolejność.

Co powiedziałeś jako pierwsze przy ostatniej okazji - “widzę, że cię to zabolało”, czy “ale ja przecież nie chciałem”?

Możesz naprawdę żałować tego, co zrobiłeś, i mimo to sprawiać, że druga osoba czuje się sama ze swoim bólem. Z czasem przestaje ci mówić, co ją boli, bo wie, że i tak skończy na słuchaniu twoich tłumaczeń.

Dziękuję 🙏
Kacper

Bądźcie dla nich drużyną, która współpracuje, a nie walczy.Bo dzieci nie potrzebują rodziców, którzy przetrwali razem. P...
24/08/2026

Bądźcie dla nich drużyną, która współpracuje, a nie walczy.

Bo dzieci nie potrzebują rodziców, którzy przetrwali razem. Potrzebują rodziców, którzy pokazują im, jak wygląda związek, w którym warto zostać – bo się chce, a nie bo trzeba.

To, co widzą w Tobie, staje się tym, czego będą oczekiwać od miłości.

Jeśli widzą milczenie zamiast rozmowy - nauczą się uciekać w ciszę.
Jeśli widzą unikanie - nauczą się, że problemy same się rozwiążą.
Jeśli widzą przepraszanie, cierpliwość i wracanie do siebie po kłótni - nauczą się, że miłość to praca, która się opłaca.

Przerwijcie schemat, który sami wynieśliście z domu. Nie musicie go powtarzać.

Małżeństwo i związek to praca, ale miłość i partnerstwo są tego warte. Zgadzasz się? Napisz ❤️ w komentarzu.

Adres

Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kacper Klimczak Pedagog Szczęścia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij