28/05/2026
Książka… i to jeszcze o chodzeniu i siedzeniu? Brzmi jak nuda…
A może właśnie mała rewolucja?Czasem to, co najbardziej oczywiste, wpływa na nasze życie najmocniej. Może być źródłem bólu, sztywności – nie tylko w ciele, ale i w sposobie, w jaki funkcjonujemy. Utknięcia w jednym miejscu.
To książka dla każdego, kto jest otwarty na zmianę poprzez ciało. Dla mnie to wręcz „must have” dla terapeutów – jako narzędzie pracy ze sobą, wsłuchiwania się w struktury własnych tkanek, odczucia płynące z mięśni głębokich i subtelne ruchy powięzi, które nas kształtują.
Dzięki temu można też lepiej rozumieć innych – ich postawę, napięcia, wzorce ruchowe i dolegliwości bólowe. Uczyć się odczuwania mikroruchów, mikropulsacji, delikatnych oporów tkanek.
Czytałam tę książkę przez kilka miesięcy, bo każdy rozdział zawiera wiele ćwiczeń praktycznych. Spowalniają lekturę, ale jednocześnie pozwalają głęboko poznać własne wzorce postawy i ruchu.
Jej lektura zbiegła się u mnie z kolejnym kursem pracy z powięzią i mikroruchami w masażu na macie, które praktykowaliśmy podczas spotkań Kooperatywa Bodylogy. Mikroruchy, mikrorotacje, mikroodczucia – zwykle brakuje na nie przestrzeni w codziennym życiu, pracy, a często nawet podczas masażu.
A przecież są niezwykłą drogą do doświadczenia wewnętrznego, głębokiego ruchu ciała. Choć mam też poczucie, że często nie są tym, czego oczekują klienci. Sama nadal zmagam się ze stereotypem mocnej, wyrazistej pracy manualnej, od której zaczęła się moja droga z refleksologią.
Mikroruch jest dla mnie granicą pomiędzy ruchem a bezruchem, pomiędzy tym, co materialne, a tym, co emocjonalne czy energetyczne.
Co ciekawe, wiele elementów opisanych przez Mary Bond odnajduję również w praktykach Qi Gong, medytacji i pracy energetycznej. Choćby temat widzenia peryferyjnego, które – jak pokazują badania – jest powiązane z głębszymi strukturami mózgu i może wspierać równowagę oraz orientację w przestrzeni podczas ruchu.
Albo koncepcja człowieka jako istoty łączącej ziemię z niebem, obracającej się wokół własnej osi i środka ciężkości. To wszystko wraca dziś na nowo w podejściu do powięzi i świadomego ruchu.
Mam zwyczaj sprawdzać każdą metodę najpierw na sobie – jako własny królik doświadczalny. Dla własnego zdrowia i dla dobra moich klientów. Choć droga codziennych ćwiczeń, słuchania ciała i rozumienia mikroruchów nie jest szybka ani prosta.
I chyba nigdy nie kończy się „raz na zawsze”. To raczej ciągłe odnajdywanie siebie w zmieniających się okolicznościach. A może właśnie to chroni przed skostnieniem – w ciele, w głowie i w przekonaniach.
Czasem po prostu trzeba ustawić się na nowo. Tego też Wam życzę :)