08/08/2026
REALIZOWAĆ SIEBIE – CZYLI WŁAŚCIWIE CO?
„Chcę się w życiu realizować”.
To zdanie brzmi znajomo.Tylko co właściwie oznacza?
Czy realizacja to sukces?Dobra praca?Pieniądze?Własny biznes?Rodzina?Miłość?Rozwój?Spełnianie marzeń?
A może realizacja siebie oznacza coś zupełnie innego?
Można przecież wiele osiągnąć i jednocześnie mieć poczucie, że żyje się nie swoim życiem.
Można być osobą, którą wszyscy podziwiają, a w środku czuć pustkę.
Można spełniać kolejne cele i coraz mniej wiedzieć, czego naprawdę się chce.
Dlatego pytanie o realizację siebie jest tak naprawdę pytaniem o coś znacznie głębszego:
Jak chcę żyć?Co jest dla mnie ważne?Czego potrzebuję?Co nadaje mojemu życiu sens?I czy jestem w kontakcie z samą sobą?
Od Maslowa do Rogersa – potrzeba stawania się sobą
Abraham Maslow pisał o samorealizacji – o potrzebie rozwijania własnego potencjału i stawania się tym, kim możemy się stać.
Carl Rogers patrzył na ten proces z nieco innej strony. Uważał, że człowiek ma naturalną tendencję do rozwoju, jeśli tylko może być w kontakcie ze swoim prawdziwym doświadczeniem.
To bardzo ważne.
Bo żeby wiedzieć, kim chcę się stać, najpierw muszę mieć możliwość usłyszenia:
kim jestem teraz.
Co czuję?
Czego potrzebuję?
Czego pragnę?
Co jest dla mnie ważne?
Co jest moje, a co zostało mi narzucone?
Problem w tym, że wielu z nas bardzo wcześnie nauczyło się czegoś zupełnie innego.
Że trzeba być grzecznym.
Silnym.
Odpowiedzialnym.
Miłym.
Skutecznym.
Że trzeba spełniać oczekiwania.
Że nie należy sprawiać problemów.
Że własne potrzeby można odłożyć na później.
I wtedy można nauczyć się doskonale funkcjonować.
Tylko że funkcjonowanie nie zawsze oznacza życie.
Fromm: można mieć bardzo dużo i nie czuć, że się jest
Erich Fromm pisał o dwóch sposobach istnienia: „mieć” i „być”.
Możemy budować swoje życie wokół tego, co posiadamy i osiągamy.
Mieć pieniądze.Mieć pozycję.Mieć partnera.Mieć sukces.Mieć wykształcenie.Mieć kolejne doświadczenia.
Ale można mieć coraz więcej i jednocześnie coraz mniej kontaktu ze sobą.
Dlatego czasami warto zatrzymać się i zapytać:
Czy to, do czego dążę, rzeczywiście jest moje?
Czy chcę tego dlatego, że naprawdę tego pragnę?
Czy dlatego, że wtedy będę wystarczająco dobra?
Czy dlatego, że inni będą mnie podziwiać?
Czy dlatego, że tak wygląda „udane życie”?
Viktor Frankl: realizacja potrzebuje sensu
Viktor Frankl zwracał uwagę na jeszcze jeden niezwykle ważny wymiar ludzkiego życia – potrzebę sensu.
Bo nie wystarczy wiedzieć, co chcemy robić.
Warto również wiedzieć:
po co?
Po co chcę mieć tę pracę?
Po co chcę być w tym związku?
Po co chcę zarabiać więcej?
Po co chcę coś tworzyć?
Po co chcę się rozwijać?
Sens nie musi oznaczać wielkiej misji życiowej.
Może być obecny w relacji z drugim człowiekiem.
W wychowywaniu dziecka.
W pracy.
W twórczości.
W pomaganiu.
W miłości.
W przeżywaniu świata.
Czasami sens nie polega nawet na tym, co możemy zmienić, ale na tym, jak odpowiadamy na to, czego zmienić nie możemy.
Yalom: nikt nie przeżyje naszego życia za nas
Irvin Yalom, zajmując się egzystencjalnym wymiarem psychoterapii, dużo pisał o wolności, odpowiedzialności, samotności, śmierci i poszukiwaniu sensu.
I choć brzmi to bardzo filozoficznie, dotyka niezwykle codziennego doświadczenia.
W pewnym momencie życia możemy zobaczyć, że:
to ja muszę wybrać, jak chcę żyć.
Nie rodzice.
Nie partner.
Nie społeczeństwo.
Nie dzieci.
Nie „tak trzeba”.
To może być trudne, bo wolność oznacza również odpowiedzialność.
Ale właśnie wtedy pojawia się możliwość życia bardziej własnego.
John Rowan: człowiek jest czymś więcej niż jedną wersją siebie
John Rowan, związany z nurtem psychoterapii humanistycznej i transpersonalnej, podkreślał znaczenie rozwoju człowieka i odkrywania kolejnych wymiarów własnego „ja”.
Możemy więc patrzeć na siebie nie jak na gotowy produkt, ale jak na człowieka, który cały czas może się rozwijać, odkrywać i przekraczać swoje dotychczasowe ograniczenia.
Nie oznacza to jednak ciągłego poprawiania siebie.
Nie chodzi o to, żeby nieustannie stawać się „lepszą wersją siebie”.
Czasami rozwój polega właśnie na tym, żeby przestać walczyć ze sobą.
I zacząć siebie poznawać.
A tutaj pojawia się ciało
I właśnie w tym miejscu perspektywa Alexandra Lowena wnosi coś niezwykle ważnego.
Bo możemy bardzo dużo wiedzieć o sobie, a jednocześnie niewiele czuć.
Możemy umieć odpowiedzieć na pytanie:
„Czego powinnam chcieć?”
ale nie wiedzieć:
„Czego naprawdę chcę?”
Lowen zwracał uwagę na związek między psychiką, ciałem, emocjami i żywotnością.
Ciało nie jest tylko czymś, co nosimy ze sobą.
Jest miejscem naszego doświadczenia.
To w ciele możemy poczuć napięcie, kiedy przekraczamy własne granice.
Ścisk w gardle, kiedy nie mówimy tego, co chcemy powiedzieć.
Zaciśniętą szczękę, kiedy powstrzymujemy złość.
Płytki oddech, kiedy boimy się odczuwać.
Ciężar w klatce piersiowej, kiedy przeżywamy smutek.
Ale również ciepło, energię, rozluźnienie i przyjemność, kiedy jesteśmy w kontakcie ze sobą.
Ciało może być drogą do odpowiedzi
Dlatego w pracy bioenergetycznej możemy zadawać sobie nie tylko pytania:
„Co myślę?”
ale również:
„Co czuję?”
„Co dzieje się w moim ciele?”
„Przy czym mój oddech się pogłębia?”
„Przy czym się kurczę?”
„Kiedy czuję więcej energii?”
„Przy kim mogę być bardziej sobą?”
„Czego moje ciało mówi „nie”, mimo że moja głowa mówi „powinnam”?”
To nie znaczy, że każda reakcja ciała jest prostą odpowiedzią i że ciało zawsze „wie najlepiej”.
Ale kontakt z ciałem może pomóc nam odzyskać dostęp do doświadczenia, które przez lata mogliśmy nauczyć się ignorować.
Czasami realizacja zaczyna się od złości
To też ważna część podejścia Lowena.
Złość nie zawsze jest czymś, czego trzeba się pozbyć.
Czasami mówi:
„To jest moje.”
„Nie zgadzam się.”
„Nie chcę już tak.”
„Potrzebuję czegoś innego.”
Kiedy człowiek przez całe życie dostosowywał się do innych, możliwość poczucia własnego „nie” może być początkiem odnajdywania własnego „tak”.
Bo trudno wiedzieć, czego chcemy, jeśli nie mamy prawa czegoś nie chcieć.
A realizacja potrzebuje również przyjemności
Lowen dużo mówił o żywotności i zdolności do odczuwania przyjemności.
I to jest niezwykle ważne w świecie, w którym łatwo pomylić życie z nieustannym działaniem.
Nie wszystko musi być produktywne.
Nie każda aktywność musi prowadzić do celu.
Nie wszystko musi się opłacać.
Czasami warto zapytać:
Co mnie ożywia?
Przy czym czuję więcej energii?
Co sprawia, że chce mi się poruszać?
Śmiać?
Tworzyć?
Spotykać?
Kochać?
Być?
Bo może realizacja nie polega wyłącznie na tym, żeby coś osiągnąć.
Może również polegać na tym, żeby czuć, że żyję.
Jak więc odnajdywać własną drogę?
Możemy zacząć od kilku prostych pytań:
Czego naprawdę potrzebuję na tym etapie życia?
Co jest dla mnie ważne, nawet jeśli nie jest ważne dla innych?
Co mnie ożywia?
Co mnie wygasza?
Czego zazdroszczę innym – i czego ta zazdrość może mnie nauczyć o moich własnych pragnieniach?
Czego żałowałabym, gdybym nigdy nie spróbowała?
Co robię tylko dlatego, że „tak trzeba”?
Gdzie w moim życiu mówię „tak”, kiedy moje ciało mówi „nie”?
Jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie musiała nikomu niczego udowadniać?
I może najważniejsze:
Czy życie, które prowadzę, jest rzeczywiście moim życiem?
Nie idealnym.
Nie perfekcyjnym.
Nie takim, które dobrze wygląda na Instagramie.
Ale moim.
Bo być może realizacja siebie nie polega na tym, żeby stać się kimś wyjątkowym.
Być może polega na tym, żeby coraz bardziej stawać się sobą.
Odnajdywać swoje potrzeby.
Rozpoznawać swoje wartości.
Budować relacje, w których możemy być prawdziwi.
Podejmować własne decyzje.
Odzyskiwać kontakt z ciałem.
Dopuszczać emocje.
Pozwalać sobie na przyjemność.
Znajdować sens.
I mieć odwagę wybierać życie, które jest zgodne z nami.
Bo realizacja siebie nie zaczyna się zawsze od pytania: „Co chcę osiągnąć?”
Czasami zaczyna się od znacznie prostszego:
„Czego ja właściwie chcę?”
A jeszcze wcześniej:
„Czy potrafię siebie usłyszeć?”