31/12/2025
Każdy proces zaczyna się, trwa i kończy dokładnie wtedy, kiedy powinien.
Z perspektywy końca roku widać to wyraźniej: to, co się domyka, rzadko robi to w ciszy, a to, co się zaczyna, niemal nigdy nie przychodzi w formie gotowej.
Obserwowanie świata najbliższego uczy zaufania - także wtedy, gdy pojawiają się chwile trudne do zniesienia, nieczytelne, pozbawione szybkich znaczeń. Wilfred Bion pisał, że myślenie rodzi się z frustracji, a nie z jej braku; że to, co nieznośne, domaga się pomieszczenia, a nie natychmiastowego rozwiązania.
Dlatego rośnie kontener, nie dlatego, że wszystko staje się łatwiejsze, lecz dlatego, że coraz więcej może zostać uniesione bez przemocy wobec procesu.
Sándor Ferenczi przypominał, że leczenie nie polega na przyspieszaniu ani korygowaniu przebiegu doświadczeń, ale na przywracaniu warunków bezpieczeństwa tam, gdzie zostały one kiedyś naruszone. Tam, gdzie coś było za szybkie, za gwałtowne, zbyt samotne.
Dlatego nie przyspieszamy końców.
Nie poganiamy domknięć.
Nie wygładzamy pęknięć na siłę.
Wszystko jest potrzebne, także to, co jeszcze nie ma słów, sensu ani kierunku.
Na koniec roku zostaje uważność.
Zaufanie do rytmu.
I myśl, że to, co się wydarzyło, wydarzyło się dokładnie tak, jak mogło.
To wystarczy, by zrobić miejsce na to, co przed nami.
A czym dla Ciebie jest koniec? Czy w szczególny sposób kończysz ten rok?