26/07/2026
Myślę, że ten post wymaga krótkiego wstępu.
Nie jest próbą opowiedzenia się po żadnej ze stron ani oceną tego, kto ma rację. Uważam, że jedynymi osobami, które naprawdę wiedzą, jak wyglądała cała sytuacja, są Julia i lekarz wykonujący zabieg. I tylko oni mogą się do niej rzetelnie odnieść.
Jest jednak coś, co – moim zdaniem – wybrzmiewa z tej historii bardzo mocno. To temat dysmorfofobii, o której mówi się wciąż za mało, mimo że dotyka coraz większej liczby osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn, niezależnie od wieku.
Dysmorfofobia to zaburzenie polegające na zniekształconym postrzeganiu własnego wyglądu. Osoba patrząc w lustro nie widzi siebie tak, jak widzą ją inni. Zamiast dostrzegać swoje naturalne atuty, skupia się na rzekomych niedoskonałościach, które często są niewidoczne dla otoczenia lub nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości.
To właśnie dlatego tak ważne jest, aby przed podjęciem decyzji o kolejnych zabiegach zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: czy naprawdę chcę coś poprawić, czy może problem nie leży w moim wyglądzie, ale w sposobie, w jaki go postrzegam?
Coraz częściej pracując z pacjentami widzę, jak cienka bywa granica między świadomą poprawą urody a nieustanną pogonią za nieosiągalnym ideałem. I właśnie dlatego uważam, że o dysmorfofobii warto mówić głośniej – bez oceniania, ale z większą świadomością i empatią.
❤️