Dr Iza Jąderek

Dr Iza Jąderek Edukatorka seksualna, doradca okołotestowy ds. HIV/AIDS Krajowego Centrum ds. AIDS, Agendy Ministra Zdrowia.

psycholog | psychoterapeutka | seksuolog kliniczny PTS | psychoseksuolog Europejskiej Federacji Seksuologicznej i Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej | nauczycielka Mindfulness & Compassion |
Członkini Zarządu PTS i Komisji Etyki PTP ISTDP Iza Jąderek
Psycholog, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog Europejskiego Towarzystwa Medycy

ny Seksualnej i Europejskiej Federacji Seksuologicznej. Certyfikowana nauczycielka uważności / mindfulness programu MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction), nauczycielka programu compassion MBCL (Mindfulness-Based Compassionate Living). Współpracowniczka organizacji pozarządowych (Fundacja Polski Instytut Mindfulness, Fundacja Edukacji Społecznej, Fundacja Promocji Zdrowia Seksualnego, Fundacja Trans-Fuzja, Stowarzyszenie Akceptacja, Stowarzyszenie Przyjaciół i Rodzin Osób z Zaburzeniami Psychicznymi "Pomost"). Prowadzi psychoterapię indywidualną i par, terapię seksualną, treningi mindfulness, szkolenia dla specjalistów i warsztaty dla osób zainteresowanych rozwojem osobistym. Pracuje również jako psycholog w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, oraz jako wykładowca w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego, gdzie również kończy doktorat.

Jeśli dzisiaj jest 7 czerwca, to znaczy, ze dziś Międzynarodowy Dzień Seksu 🥳Pamiętam, jak kilkanaście lat temu prof. Ve...
07/06/2026

Jeśli dzisiaj jest 7 czerwca, to znaczy, ze dziś Międzynarodowy Dzień Seksu 🥳

Pamiętam, jak kilkanaście lat temu prof. Vetulani otworzył w Krakowie moją ulubioną konferencję „Seksualność człowieka” tymi słowami: „Udany seks jest celem i sensem życia”. I ja się z profesorem zgadzam, ale dopowiem od siebie:

Udany seks bardzo rzadko jest tylko o seksie.

Udany seks jest wtedy kiedy spełnia również potrzeby pozaseksualne - daje poczucie pewnej wyjątkowości, bliskości/przynależności, swobody, no i świadomość bycia widzianym i chcianym.

I to właśnie dlatego seks tak często porusza w nas znaaacznie więcej niż tylko ciało ✨

Z okazji dnia Dziecka życze wszystkim więcej romantyzowania życia ✨Jest u nas tak dużo podejrzliwości wobec zachwytu i p...
01/06/2026

Z okazji dnia Dziecka życze wszystkim więcej romantyzowania życia ✨

Jest u nas tak dużo podejrzliwości wobec zachwytu i przyjemności. Tak często mówi się o traumach, schematach, analizowaniu siebie, tak jakby powaga była bardziej wartościowa niż lekkość. I jakby człowiek „dojrzały” i „mądry” musiał być ciagle zmęczony albo smutny i w ciągłym monitorowaniu siebie i nie mógł się cieszyć „jak dziecko”. A myślę, ze można mieć świadomość różnych trudnych rzeczy i jednozesnie nie odbierać sobie prawa do magii, przyjemności i radości, no i dawać sobie możliwość widzenia w życiu piekna i nadawania mu znaczenia 🙂

I akuart to romantyzowanie życia wcale nie jest infantylne, a bardzo regulujące dla układu nerwowego, bo osadzające w teraźniejszości i przywracające nas do kontaktu ze światem. Pokazujące, ze poza zadaniami istnieje jeszcze wybór, żeby zachwycić się światłem, usiąść z kawa na trawie, cieszyć się spacerem, uśmiechem psa, docenić moment ze jesteś ty i bliska Ci osoba i ta dokładnie chwila więcej się juz nie powtórzy 🙂

I brew dziwnej krytyce, jakby to było naiwne i infantylne, tak naprawdę „romantyzowanie życia” w zdrowej wersji ma całkiem sporo wspólnego z psychologią dobrostanu, uważnością i neurobiologią uwagi:
- nasz mózg cały czas nadaje znaczenie rzeczywistości, i nie „obiektywnie”. To, na co kierujemy uwagę, wpływa na nasze emocje, pamięć, poziom napięcia i poczucie sensu, wpływa zasilająco na nasze zasoby
- nasz ózg ma również naturalną tendencję do wychwytywania zagrożeń bardziej niż przyjemności. Ewolucyjnie to miało sens, ale współczesny mózg może utknąć w chronicznym skanowaniu napięcia i obowiązków (wiec to może być przeciwwaga dla przebodźcowania i automatyzmów)

I to romantyzowanie życia może być doskonałym treningiem uwagi polegającym na odzyskiwaniu zdolności i uczeniu się wybierania obecności przy tym, co delikatne, lekkie, piekne, poruszające a i właśnie dzięki temu ludzkie no i żywe.

Miejcie dobry i lekki Dzień Dziecka!

A to ten róg i ten budynek i Iza in Paris 😁😍

Z ogromną radością daję Wam znać, że w tym roku po raz trzeci będę prowadziła zajęcia dla międzynarodowych słuchaczy na ...
29/05/2026

Z ogromną radością daję Wam znać, że w tym roku po raz trzeci będę prowadziła zajęcia dla międzynarodowych słuchaczy na University of Amsterdam dotyczące wykorzystania mindfulness w obszarze seksualności 🙂

Radość wielka i to szczególnie ważne, ponieważ mindfulness i compassion, i w seksualności, w ogóle w obszarze zdrowia psychicznego, są obszarem, którym zajmuję się od wielu lat: zarówno naukowo, klinicznie, jak i edukacyjnie. W Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego realizowałam pierwszą w Polsce pracę doktorską dotyczącą wpływu technik uważności na redukcję objawów dysfunkcji seksualnych kobiet, a dziś mam możliwość rozwijać ten temat również w międzynarodowym środowisku akademickim. I nie ja się tam zgłosiłam, nikt mnie również nie polecił - zostałam znaleziona po badaniach naukowych z tego obszaru 🙂 Przede mną prowadziła tam zajęcia dr Lori Brotto, pionierka w tej dziedzinie 🙂
Więć obszar, który przez lata rozwijałam z ogromną ciekawością i zaangażowaniem, mogę dziś współtworzyć również poza Polską.

W mojej codziennej pracy interesuję się przede wszystkim tym, co dzieje się z nami, kiedy po długim wycofaniu, odcięciu, przebodzcowaniu, stopniowo odzyskujemy kontakt z własnym ciałem, potrzebami, przyjemnością i seksualnością. Jak to robić? Bo z badan wiemy, ze psychoedukacja na to nie dzieła 🙂
I jak to się dzieje? Jak stres, napięcie, przeciążenie, samokrytyka czy odłączenie od sygnałów z ciała wpływają na nas samych, na nasze związki, na życie seksualne - jak mindfulness i compassion mogą wspierać bardziej życie 🙂 czyli wspierać żywy, świadomy i regulujący kontakt ze sobą.

Od kilku lat wspominałam też o tym, ze się pojawi i dojrzeje - pomysł na stworzenia autorskiego programu Mindfulness-Based Intimacy & Pleasure, kursu dotyczącego relacji z ciałem, przyjemnością, bliskością i seksualnością, opartego na mindfulness i compassion. I w oparciu o moją pracę badawczą i byciu nauczycielką mindfulness.

Cieszę się! Po latach pracy klinicznej, naukowej i szkoleniowej otwieram przestrzeń, która w pełni łączy wszystkie obszary mojej pracy.

Link do kursu w komentarzu 🙂

A to wspomnienie - pierwszy raz na Uniwersytecie w Amsterdamie

Wszyscy mamy Matki. I nie wszyscy mamy tę samą historięDzień Matki bywa dniem wdzięczności, ciepła i bliskości, ale dla ...
26/05/2026

Wszyscy mamy Matki. I nie wszyscy mamy tę samą historię

Dzień Matki bywa dniem wdzięczności, ciepła i bliskości, ale dla wielu osób jest też dniem tęsknoty, smutku, zagubienia, ulgi po odejściu z trudnej relacji albo pomieszania (i pogubienia tez) tych wszystkich emocji naraz.
I akurat to pomieszanie i złożoność jest również, jeśli nie przede wszystkim, częścia naszego żywego realnego, ludzkiego doświadczenia.

Wszyscy mamy jakąś historię z figurą matki (bo nie zawsze z realną postacią, która pamiętamy), ale nie wszyscy mieliśmy doświadczenie bezpiecznej relacji:
- nie wszyscy byli widziani, chronieni, przyjmowani emocjonalnie
- i tez nie wszyscy mieli warunki, żeby tę relację spokojnie ułożyć i zintegrować w sobie
- i czasem jest tak, ze relacja z matką staje się źródłem siły i mocy, a czasem czymś co ktoś porządkuje przez wiele lat dorosłego życia.

No a w naszej kulturze naprawdę bardzo trudno jest mówić o ambiwalencji wobec matki. Czasem znacznie katwiej mówić o skrajności: albo wdzięczności, albo o oskarżeniu. A prawda jest taka, ze wiele osób żyje gdzieś pomiędzy: kochając i jednocześnie cierpiąc, tęskniąc i jednocześnie potrzebując dystansu, czując wdzięczność za pewne rzeczy i żal za inne. I ez w tych laurkach, serduszkach i opowieściach o „najlepszej mamie”, łatwo można poczuć samotność i zacząć myśleć, że własne doświadczenie jest niewłaściwe albo „gorsze”. A - chciałbym zaznaczyć - ono po prostu jest inne.

Mysle, ze to jest właśnie najważniejsze: uznawanie różnorodności doświadczeń dając warunki do doświadczania i miłości, i tęsknoty czy bólu.

I te punkty tutaj są właśnie o tym:

- Dzień Matki uruchamia nie tylko wdzięczność, ale też pamięć emocjonalną. I nie każda ta pamięć jest ciepła. Dla części osób ten dzień przypomina, że były kochane warunkowo, że musiały zasługiwać na uwagę, że opieka była związana z kontrolą, lękiem albo emocjonalną niedostępnościa

- w naszej kulturze figura matki jest bardzo silnie idealizowana. Matka ma być dobra, poświęcająca się, czuła, nawet „święta”. I to sprawia, że wiele osób ma ogromny problem, by powiedzieć: „moja mama mnie zraniła”, „moja mama mnie nie chroniła”, „moja mama mnie nie widziała”. Tak jakby samo nazwanie bólu było zdrada

- można jednocześnie kochać swoją matkę i cierpieć przez relację z nią. I myślę, ze to jest właśnie jedna z najtrudniejszych ambiwalencji: tęsknić za kimś (i do kogoś), kto dawał też ból, chcieć bliskości i jednocześnie czuć ulgę po postawieniu granicy

- żadne dziecko nie odcięło sie od rodzica z fanaberii - są osoby, które ograniczyły / zerwały kontakt z matką i wcale nie dlatego, że przestały kochać, ale dlatego, że dalsza relacja była zbyt raniąca. I Dzień Matki często uruchamia wtedy pytanie: „czy jestem złym dzieckiem?”, nawet jeśli decyzja była związana z ochroną siebie

- dla części osób ten dzień jest konfrontacją z czymś, czego nigdy nie dostały i nie jest to “idealna matka”, a ktoś przy kim można poczuć zwyczajnie wystarczająco bezpieczną obecność. Ktoś, przy kim nie trzeba było zasłużyć na miłość; kto wracał; kto odpowiadał; kto uspokajał a nie zawstydzał, i kto chronił a nie atakował lub zostawiał albo pokazywał rozczarowanie

- wiele osób doświadcza bólu, bo matka była emocjonalnie nieosiągalna i nieobecna, nawet jeśli fizycznie była obok. I to tez jest smutek i zagubienie - można mieszkać z kimś całe dzieciństwo i jednocześnie czuć się samotnym

- są dzieci parentyfikowane - wychowywane w poczuciu, że to one mają emocjonalnie opiekować się matką. W dorosłości Dzień Matki może wtedy poczucie obowiązku, obwinianie, a nie tylko wdzięczność i ciepło

- nie każda matka potrafi kochać dojrzale. Czasem matki same są straumatyzowane, emocjonalnie niedojrzałe, uzależnione, narcystyczne, przemocowe albo niezdolne do regulowania własnych emocji. I to NIE nie oznacza, że dzieci „powinny bardziej zrozumieć”. Zrozumienie wcale nie usuwa skutków zranienia

- dla części osób Dzień Matki uruchamia żałobę po relacji, której nigdy nie było. Nie po konkretnej osobie, ale po wyobrażeniu mamy, której potrzebowali. To bardzo realna strata, choć wielu osobom wydaje się niezrozumiała

- są też osoby adoptowane, oddane, wychowywane przez babcie, domy dziecka, rodziny zastępcze. Dzień Matki może wtedy dotykać pytań o porzucenie, przynależność, „dlaczego mnie nie zatrzymano?”, "dlaczego mama mnie oddała", nawet jeśli historia była bardziej złożona niż "proste" odrzucenie

I może najważniejsze: ambiwalencja wcale nie oznacza niewdzięczności ani braku miłości. Można jednocześnie czuć wdzięczność za pewne rzeczy i żal za inne. Można mieć kontakt z matką i cierpieć. Można nie mieć kontaktu i tęsknić. Nasze relacje bardzo rzadko są całkowicie czarne albo całkowicie różowe, nawet jeśli internet próbowałby nas dziś przekonać, że powinny takie być

Jak to jest dla Was?

Tymczasem! dla tych, co czekali i tęsknili, oto jest.Letni cykl o tym, jak odzyskać siebie i kontakt ze sobą :)4 spotkan...
20/05/2026

Tymczasem! dla tych, co czekali i tęsknili, oto jest.
Letni cykl o tym, jak odzyskać siebie i kontakt ze sobą :)

4 spotkania, online, dużo wiedzy, praktyka, rozmowa, materiały pdf dla Was, czas start :)

link do szerowania i informacje do zapisywania się w komentarzu - tu tylko zajawka zdjęciowa. Do zobaczenia!

Miałam dziś napisać o dopaminie i o tym co ona nam robi, ale pomyślałam się odniosę się sprawy wokół Olgi Tokarczuk. Ale...
20/05/2026

Miałam dziś napisać o dopaminie i o tym co ona nam robi, ale pomyślałam się odniosę się sprawy wokół Olgi Tokarczuk. Ale trochę z innej perspektywy.

pisałam Wam ostatnio o tym, że co chcę napisać jakiś tekst, tl mam wrażenie że to brzmi jak cytat z AI. I przestaje pisać, bo brzmi banalnie. I to jest kawałek realności dziś. I myślę że komentarze pod wypowiedziami Olgi Tokarczuk - jeśli przyjrzeć się nie ich treści, ale temu O CZYM MÓWIĄ I JAKĄ PEŁNIA FUNKCJE - to dają nam konkretną odpowiedz.

Bo jeśli ktoś taki jak tak społeczny autorytet, pisarka, Noblistka, z ukończonymi studiami z psychologii również (o ile dobrze pamiętam) mówi publicznie, że pisze z AIem, to dla mnie te liczne komentarze są społecznie i lękowo o tym:
- co dziś jest naprawdę czyjeś? Znanego autora? Influensera? Dietetyka? Psychologa?
- jak rozpoznać obecność człowieka?
- co się dzieje z zaufaniem do kogoś i do języka?

Mamy coraz więcej doświadczenia (dla mnie osobiście przykrego) czytania coraz większej ilości „dobrych”, „poprawnych”, gładkich treści, które jednocześnie są puste, znajomo patetyczne, ze znajomą konstrukcją zdania i całej wypowiedzi, cichymi momentami, generalnie co drugi post w sieci i to różnych osób a wygląda tak samo (komiczne w sumie).

I dla mnie to w ogóle nie jest o technologii ale o kryzysie zaufania do autentyczności i do prawdy.

Kiedyś, nawet jeśli ktoś inspirował się, pisał przeciętnie ale jakoś (kwestia gustu, nie oceny, nie jestem polonistką ani znawczynią języka), to jednak zakładaliśmy, że za tekstem stoi jakaś osoba. Jej sposób myślenia, wysiłek, jego ograniczenia, jezyk, słowa, skojarzenia, metafory, styl, rytm zdania albo poczucie humoru. A teraz coraz częściej wśród coraz większej ilości osób pojawia się doświadczenie: „ja już nie wiem, czy rozmawiam z człowiekiem, czy z AI”. Ito jest bardzo destabilizujące doświadczenie i w sumie bolesne dla wielu czytelników czy odbiorców.

A dziś można wygenerować tekst, który brzmi „jakos”, a jednocześnie nie musi być wynikiem realnego procesu. I właśnie budzi ogromny niepokój: kim ty jesteś? Czy rzeczywiście ekspertem czy chatbotem?

I to już nie dotyczy wyłącznie literatury. Niestety dotyczy terapeutów, dietetykow, trenerów, edukatorów, influencerów, studentów, dziennikarzy, liderów w firmach. I wszyscy zaczynają się zastanawiać:
- czy ta osoba naprawdę to rozumie? Komu ja płacę za wiedzę? Kogo zatrudniam?
- czy ona naprawdę to przeżyła?
- czy ta osoba to naprawdę wie czy skopiowała
- czy to jest jej język?

I myślę, że dlatego reakcja jest AŻ taka. Bo Tokarczuk symbolicznie naruszyła przestrzeń, którą chcemy uważać za „naprawde ludzką”. A jednocześnie nazwała sytuacje, mówiąc że świat się zmienił.

I sobie też myśle, że paradoksalnie dzis chyba bardziej niż kiedykolwiek zaczynaja być cenne nie idealne przecinki, tylko to ze w tym pisaniu czuć kogoś, jakiegoś człowieka. Żeby ktoś tam był, ktos komuś zależy, kto jest uczciwy, kto szanuje czytelnika/ odbiorcę, kto wkłada prace. A to jest znacznie ważniejsze niz dobrze napisany tekst.

Co Wy sądzicie na ten temat?

A wiecie, w kontekście odpoczynku i przebodzcowania, kilka lat temu przeprowadzono badanie doświadczeń użytkowników tele...
19/05/2026

A wiecie, w kontekście odpoczynku i przebodzcowania, kilka lat temu przeprowadzono badanie doświadczeń użytkowników telefonów - stworzono narzędzie do obserwowania jak ludzie realnie korzystają z aplikacji i urządzeń.
I przez 5 dni rejestrowali ich aktywność na telefonach, taka jak: klikniecia, odblokowania, przesunięcia czegoś, etc.

I, uwaga, wyszło że użytkownicy mieli średnio 2617 dotknięć telefonu dziennie, a u najbardziej aktywnych ponad 5400 😁 świetne, co? Szacowali sobie coś typu „może 500 razy dziennie”, a potem okazywało się, że telefon dotykają kilka tysięcy razy.

Najbardziej ciekawe jest to, że większość tych interakcji to nie były długie sesje, tylko właśnie krótkie sprawdzania. Czyli: a, zerknę, co tam słychać, sprawdzę, przewinę, odpiszę, kliknę se. Czyli patrzcie - nie chodzi o jakieś świadome użycie, ale każdą interakcję z telefonem.

A potem się dziwimy że spać nie możemy 😁

Wydaje się nam, że „tylko coś sprawdzimy”, „na chwilę wejdę”, a nasz układ nerwowy wygląda jak postać z kreskówki, która właśnie dostała prądem.

A w międzyczasie coraz więcej mówi się nie tylko o czasie ekranowym, ale o:
- szarpaniu uwagi i „multitaskingu”
- ciągłej dostawie dopaminy
- też zmęczeniu poznawczym wynikającym znieustannego przełączania się między bodźcami.

I żeby było jasne. To już w ogóle nie chodzi o telefon: nasz mózg nie lubi ciągłego przełączania uwagi. Za każdym razem, gdy sprawdzamy powiadomienie, skrolujemy, przeskakujemy między aplikacjami, nasz mózg ma ciągłą poznawczą pracę. A ona kosztuje!

I może pojedynczo to nie robi wrażenia, ale kiedy robimy to setki razy dziennie, nasz układ nerwowy się WCALE nie regeneruje. Tylko ciągle mu dokładamy do pieca.

A potem mamy:
- zmęczenie, nawet przy małym wysiłku
- trudność z koncentracją, pamięcią
- drażliwość i impulsywność
- obniżoną tolerancję na nudę i cisze
- trudność w czytaniu / pozostawaniu przy jednej czynności
- niechęć do seksu

A tez odnośnie samej obecności telefonu: nawet kiedy on leży obok, część naszej uwagi nadal jest przez mózg „zarezerwowana” na możliwość pojawienia się bodźca!

I tylko dopowiem: to nie jest zawsze o nas, ale o świecie który ciągle nas do czegoś przyzwyczaja i stwarza nam takie warunki, od tego nie uciekniemy, ale możemy się uczyć zarządzać swoją uwagą i dbac o układ nerwowy ❤️

To jak? Kto odkłada dziś telefon wcześniej? 🙂

Mam taka myśl, jak do Was pisze, ze wszystko co bym chciała powiedzieć, jest totalnie banalne! Co temat przyjdzie mi do ...
18/05/2026

Mam taka myśl, jak do Was pisze, ze wszystko co bym chciała powiedzieć, jest totalnie banalne! Co temat przyjdzie mi do głowy, to brzmi jak cytat z internetu o regulacji układu nerwowego 😀
Póki co wszyscy cos regulują, czują, otulają, wracają do siebie i mam wrażenie, ze w calej tej „psychologii” internetowej przestajemy mieć kontakt z prawdziwym doświadczeniem i dostajemy kolejną instrukcją obsługi siebie.

A potem tak sobie myślę, ze to co nas meczy, to pewnie nawet nie samo życie, tylko presja zajmowania się poprawianiem, analizowaniem i „uczeniem się siebie”.
W ogóle zastanawiam się, czy w świecie kafelków i porad na każdy temat jest cokolwiek co robimy i zrobimy kiedykolwiek „wystarczająco dobrze?".

Bo czasem mam wrażenie, ze juz pomarudzić nawet nie wypada i mieć gorszego dnia bez robienia z tego tematu do przepracowania.

I wiecie co? To wcale nie jest od czapy. Nawet doświadczenie przebodzcowania i przeciążenia poznawczego jest skutkiem ciągłego monitorowania siebie. Jest coraz więcej badań pokazujących, że taka nadmierna refleksyjność, ciągłe skupienie na samokontroli, samodoskonaleniu i opracowywaniu własnych emocji mogą przyczyniać się do zwiększenia napięcia, pobudzenia w ciele, czy stresu po prostu, wzrostu ciągłego przeżuwania tego, to co się w naszym życiu dzieje, i, uwaga, wzrostu poczucia niewystarczalności.
Innymi slowy, to ze ciagle siebie spradzwamy, szukamy porad i slyszymy, ze gruz w psychice to się raczej nie skonczy, to wcale nie przynosi nam ulgi, a wtórnie kolejne cierpienie.

Psychologia oczywiście daje nam ogrom wiedzy i narzędzi, ale mam czasem wrażenie, że w kulturze „samorozwoju” zgubiliśmy coś bardzo prostego, mianowicie zwykła możliwość bycia sobą. i uśmiecham się do wywołanego przeze mnie układu nerwowego - bo on się regeneruje w tych chwilach, kiedy nie ma zadań i aktywności, i mówiąc po mindfulnessowemu, nie jest w układzie „osiągania” - tylko w chwilach zwykłości, siedzenia na trawie i patrzenia na słonce i nie przerabiania siebie na „proces".

Dziś poniedziałek. I mam czasem ochotę powiedziec: naprawdę nie każda niechęć do powrotu do pracy, nie każda niechęć do odebrania telefonu, oznacza agresję ub unikający styl przywiazania. Nie wszystko trzeba od razu analizowac i przerabiać. A juz na pewno nie należy sobie dowalać 😉

Wiec zanim dziś poszukasz kolejnego filmiku o tym, co oznacza Twój stan emocjonalny w poniedziałek albo czy zjadłeś/as dobrze zbilansowane sniadanie, może uznaj po prostu, ze najważniejsze dziś jest to, czy ono ci smakowało 🙂

Od dzisiaj Matury.Pare slow, bo czytam gdzieniegdzie, ze matura nie ma znaczenia i ze należy odczarować ten egzamin. To ...
04/05/2026

Od dzisiaj Matury.

Pare slow, bo czytam gdzieniegdzie, ze matura nie ma znaczenia i ze należy odczarować ten egzamin. To wylądujmy i obejmijmy i tych którzy do niej podchodzą, pierwszy czy kolejny raz (!), najstarszego maturzystę, który dziś tez zdaje, i Rodziców, którzy lekko tez nie mają 😀

Matura owszem, to żaden egzamin dojrzalości, ale to zupełnie nie znaczy, że jest nieważna. Nie sprawdza, czy ktoś jest emocjonalnie czy życiowo dojrzały, jaka ma wrażliwość czy zdolność do budowania relacji. Sprawdza pewien wycinek funkcjonowania: wiedze + umiejętność jej zastosowania w określonym kontekście i formacie. właśnie dlatego nie jest bzdurą, tylko jednym z ważnych kroków na drodze.

I kilka punktów:
1. To jest przepustka, nawet jeśli nie do „wymarzonego życia”, to zwyczajnie do większej liczby opcji. Można oczywiście żyć bez matury. Tylko że bez niej wiele drzwi jest po prostu zamkniętych na starcie, niektóre studia, kierunki, ścieżki zawodowe. Matura nie gwarantuje sukcesu, ale realnie poszerza pole wyboru. A to jest zasadnicza różnica.
I jesli tak, to jest jedna z tych rzeczy, które warto zrobić możliwie najlepiej, bo później to upraszcza życie - jeśli możesz cos zrobic, żeby sobie cos ułatwić potem, to czemu tego nie zrobić?

2. To doświadczenie kończenia etapu i może to brzmi banalnie, ale psychicznie to ma ogromne znaczenie. Domknięcie szkoły średniej, symboliczne i realne przejście dalej. Często nie doceniamy jak bardzo potrzebujemy takich „momentów granicznych”, żeby poczuć, że coś się naprawdę zmienia, ze idziemy w nowym kierunku, ze dalej cos wybieramy

3. Matura nie sprawdza wyłącznie wiedzy, tylko sposób radzenia sobie pod presją / stresem - dlatego warto młodych zostawić w miarę w spokoju, wspierać ich, ale nie dokładać własnego stresu milionem pytań, zamartwianiem, sprawdzaniem, tylko wspierać w uczeniu, odpoczynku, spaniu.

4. I dodatkowo matura to społecznie sytaucaja naładowana i z dużą ilością oczekiwań. I to, jak ktoś w niej MOŻE funkcjonować (bo dostaje właśnie święty spokój od opiekunów), mówi więcej niż same punkty. Czyli czy i jak się mobilizuję?, czy umiem się zebrać i wstać i uczyć dalej mimo napięcia?, czy umiem odpocząć, dzielić naukę w sposób, który mi odpowiada, etc - to są ogromnie ważne kompetencje, które wracają potem na studiach, w relacjach, uczeniu się aktywności fizycznej, dalszej pracy. To jest kawałek własnej pracy, własnych decyzji i wyborów, pokazuje ze czegoś nie udajemy „ze nie ma”. I to warto młodym pokazywać - sprawczość i wpływ na siebie - żeby mieli poczucie, ze nie tylko mają mieć wiedze, ale i ich sposób radzenia sobie jest czymś co się docenia. Można wiec zwrócić im uwagę na poszukanie strategii kiedy stres zaleje i np. Utknie się na jakimś pytaniu. Można mówić „to nieważne”, tylko po co? Można zobaczyć to doświadczenie takim jakim jest i odnieść się do tego. A potem iść dalej 🙂

I na koniec kawałek mojej historii.
Na ustnej maturze z historii odpowiadałam o okolowojennym konflikcie polsko-czeskim. Do dziś się uśmiecham, jak widzę batonika Price Polo, którym to o Zaolziu próbowała mi przypomnieć obecna na moim egzaminie Pani Dyrektor, chcąc mi podpowiedzieć: „Iza, a lubisz Prince Polo? Wiesz może skąd pochodzi?” (a ja patrzyłam na nią jakby spadla z księżyca, bo zanim dotarła do mnie wyryta tam Olza, to minęło kilkadziesiąt sekund).
Od tych stu lat od matury nikt mnie, w mojej pracy i w ogóle, nie pytał o Zaolzie - i tak będzie pewnie i za rok od matury dziś - nie pamiętamy większości tego czego się uczymy i to jest w pełni normalne.
Matura nie jest po to, żeby za 10 lat to recytować. Jest po to, żeby nauczyć się pracować z materiałem, wytrzymać proces przygotowania i domknąć ważne zadanie - i właśnie to realnie zostaje i ułatwia życie.

Maturzyści Kochani! ❤ I ich rodzice! 😀 trzymam kciuki!

Dzień dobry! Przyszłam do Was dziś opowiedzieć na odwieczne pytanie: "co z Majówką?"  i jak naprawdę żyć 🙂Bo ja myślę, z...
01/05/2026

Dzień dobry!
Przyszłam do Was dziś opowiedzieć na odwieczne pytanie: "co z Majówką?" i jak naprawdę żyć 🙂
Bo ja myślę, ze to nie jest tak, ze nie wiadomo co robić, tylko ze robimy rzeczy, które wygadają jak odpoczynek, a wcale nimi nie są, tylko podtrzymuja nasze napięcie.

Więc dla wszystkich, którzy juz wszystko doczytali, ale porady nadal nie działają - jaka jest różnica pomiędzy tym, co nas reguluje, a co zajmuje uwagę?
I co robić w Majówkę, żeby było dla układu nerwowego INACZEJ

1. 20 - 30 minut w naturze, ale nie „na zaliczenie spaceru” i nie na koniecznie na siłę 10tys kroków.
Spacer, owszem, obniża poziom pobudzenia nerwowego, zwalnia tętno i obniża kortyzol, ale UWAGA - wtedy i tylko wtedy kiedy jesteś tam choć trochę obecna/y. Jeśli idziesz przez las i skrolujsz, słuchasz czegoś intenstwnego, rozmawiasz przez telefon, obniżasz polowe efektu. Wiec: 20-30min bez bodźców - tylko Ty i Natura.

2. Odpoczynek to nie zawsze „więcej przyjemności”.
Jeśli odpoczywasz tak: serial, jedzenie, telefon, rozmowy, alkohol, to wcale nie jest regeneracja, tylko stały dopływ bodźców (lub depresant, czyli alkohol). Zmęczony mozg potrzebuje rozładowania a nie doładowania. Narkotyków ma juz wystarczająco dużo w ciagu dnia. 15 leżenia bez robienia bywa bardziej regenerujące niż robienie. I tak, regeneracja bywa nudna, co wcale nie znaczy, ze jest nieskuteczna

3. „Odbodźcowanie” to konkretna potrzeba mózgu - jeśli codziennie masz podcasty, muzykę, wiadomości, politykę, nawet książki, to głowa ciagle przetwarza. Wiec pytanie: co się dzieje, kiedy przez pół godziny nie wypełniasz ciszy? Czyj glos usłyszysz, jeśli nie czyjś? I jak brzmi Twój?

4. Zadania - jeśli cały tydzień działasz w trybie „do zrobienia”, to nawet w majówkę możesz odpoczywać zadaniowo: trening, spotkanie, kino, zaległa praca, choć wolna - cały czas zadanie, tylko inne.
Zrób wiec cos, co nie ma celu. Patrzenie, siedzenie, rozciąganie, leżenie. Brzmi banalnie? A jest trudniejsze niż trening. Posiedź jutro GODZINE bez celu

5. Sen i rytm - make sleep great again, naprawdę. Jeden z najbardziej niedocenianncyh elementów naszego zdrowia i jeden z najsilniejszych regulatorów naszego nastroju i energii.
Przy chaotycznym spaniu rozbicie, chandra, gorsze jedzenie gwarantowane

6. Kontakt fizyczny (!) ale taki, który naprawdę KOI - czyli nie, ze „będę z ludzmi i to wszystkimi, nadrobię wszystkie zaległości towarzyskie”, tylko JAKOŚĆ tego kontaktu - łagodny dotyk, przytulenie, trzymanie za reke.
Uwaga: działa wtedy, kiedy ma się na to zgodę i ochotę (a dla części osób nadmiar ludzi w majówkę działa dokładnie odwrotnie, przebodzcowuje)

7. Jedna rzecz naraz: „nie dziel” głowy i spróbuj zrobić jedną rzecz w jednym czasie, nawet przez 10 minut: zjeść bez telefonu, iść bez słuchawek, posiedzieć bez rozpraszaczy - wtedy nasza uwaga się porządkuje

8. Ostatnie, ale wcale nie najmniej ważne: zostaw „puste przebiegi” w planie. Jeśli wszystko jest zaplanowane, to nie ma przestrzeni na realny odpoczynek i zostawienie kawałka dnia bez planu (ale nie w sensie „i wtedy coś wymyślę”, tylko naprawdę pustego). Taki pustostan to wcale nie pustka, ale moment i czas, który daje miejsce na to, żeby „się samo wybrało” i to czego się naprawdę potrzebuje. to czasem bywa zupełnie zaskakujące kiedy można zobaczyć do czego się nasze ciało samo „pcha” i gdzie idzie nasza uwaga i pragnienie.

To jak Wasza Majówka? Miejcie się lekko 🙂

Adres

Warsaw

Strona Internetowa

https://buycoffee.to/dr.izajaderek

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr Iza Jąderek umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dr Iza Jąderek:

Udostępnij