26/05/2026
Wszyscy mamy Matki. I nie wszyscy mamy tę samą historię
Dzień Matki bywa dniem wdzięczności, ciepła i bliskości, ale dla wielu osób jest też dniem tęsknoty, smutku, zagubienia, ulgi po odejściu z trudnej relacji albo pomieszania (i pogubienia tez) tych wszystkich emocji naraz.
I akurat to pomieszanie i złożoność jest również, jeśli nie przede wszystkim, częścia naszego żywego realnego, ludzkiego doświadczenia.
Wszyscy mamy jakąś historię z figurą matki (bo nie zawsze z realną postacią, która pamiętamy), ale nie wszyscy mieliśmy doświadczenie bezpiecznej relacji:
- nie wszyscy byli widziani, chronieni, przyjmowani emocjonalnie
- i tez nie wszyscy mieli warunki, żeby tę relację spokojnie ułożyć i zintegrować w sobie
- i czasem jest tak, ze relacja z matką staje się źródłem siły i mocy, a czasem czymś co ktoś porządkuje przez wiele lat dorosłego życia.
No a w naszej kulturze naprawdę bardzo trudno jest mówić o ambiwalencji wobec matki. Czasem znacznie katwiej mówić o skrajności: albo wdzięczności, albo o oskarżeniu. A prawda jest taka, ze wiele osób żyje gdzieś pomiędzy: kochając i jednocześnie cierpiąc, tęskniąc i jednocześnie potrzebując dystansu, czując wdzięczność za pewne rzeczy i żal za inne. I ez w tych laurkach, serduszkach i opowieściach o „najlepszej mamie”, łatwo można poczuć samotność i zacząć myśleć, że własne doświadczenie jest niewłaściwe albo „gorsze”. A - chciałbym zaznaczyć - ono po prostu jest inne.
Mysle, ze to jest właśnie najważniejsze: uznawanie różnorodności doświadczeń dając warunki do doświadczania i miłości, i tęsknoty czy bólu.
I te punkty tutaj są właśnie o tym:
- Dzień Matki uruchamia nie tylko wdzięczność, ale też pamięć emocjonalną. I nie każda ta pamięć jest ciepła. Dla części osób ten dzień przypomina, że były kochane warunkowo, że musiały zasługiwać na uwagę, że opieka była związana z kontrolą, lękiem albo emocjonalną niedostępnościa
- w naszej kulturze figura matki jest bardzo silnie idealizowana. Matka ma być dobra, poświęcająca się, czuła, nawet „święta”. I to sprawia, że wiele osób ma ogromny problem, by powiedzieć: „moja mama mnie zraniła”, „moja mama mnie nie chroniła”, „moja mama mnie nie widziała”. Tak jakby samo nazwanie bólu było zdrada
- można jednocześnie kochać swoją matkę i cierpieć przez relację z nią. I myślę, ze to jest właśnie jedna z najtrudniejszych ambiwalencji: tęsknić za kimś (i do kogoś), kto dawał też ból, chcieć bliskości i jednocześnie czuć ulgę po postawieniu granicy
- żadne dziecko nie odcięło sie od rodzica z fanaberii - są osoby, które ograniczyły / zerwały kontakt z matką i wcale nie dlatego, że przestały kochać, ale dlatego, że dalsza relacja była zbyt raniąca. I Dzień Matki często uruchamia wtedy pytanie: „czy jestem złym dzieckiem?”, nawet jeśli decyzja była związana z ochroną siebie
- dla części osób ten dzień jest konfrontacją z czymś, czego nigdy nie dostały i nie jest to “idealna matka”, a ktoś przy kim można poczuć zwyczajnie wystarczająco bezpieczną obecność. Ktoś, przy kim nie trzeba było zasłużyć na miłość; kto wracał; kto odpowiadał; kto uspokajał a nie zawstydzał, i kto chronił a nie atakował lub zostawiał albo pokazywał rozczarowanie
- wiele osób doświadcza bólu, bo matka była emocjonalnie nieosiągalna i nieobecna, nawet jeśli fizycznie była obok. I to tez jest smutek i zagubienie - można mieszkać z kimś całe dzieciństwo i jednocześnie czuć się samotnym
- są dzieci parentyfikowane - wychowywane w poczuciu, że to one mają emocjonalnie opiekować się matką. W dorosłości Dzień Matki może wtedy poczucie obowiązku, obwinianie, a nie tylko wdzięczność i ciepło
- nie każda matka potrafi kochać dojrzale. Czasem matki same są straumatyzowane, emocjonalnie niedojrzałe, uzależnione, narcystyczne, przemocowe albo niezdolne do regulowania własnych emocji. I to NIE nie oznacza, że dzieci „powinny bardziej zrozumieć”. Zrozumienie wcale nie usuwa skutków zranienia
- dla części osób Dzień Matki uruchamia żałobę po relacji, której nigdy nie było. Nie po konkretnej osobie, ale po wyobrażeniu mamy, której potrzebowali. To bardzo realna strata, choć wielu osobom wydaje się niezrozumiała
- są też osoby adoptowane, oddane, wychowywane przez babcie, domy dziecka, rodziny zastępcze. Dzień Matki może wtedy dotykać pytań o porzucenie, przynależność, „dlaczego mnie nie zatrzymano?”, "dlaczego mama mnie oddała", nawet jeśli historia była bardziej złożona niż "proste" odrzucenie
I może najważniejsze: ambiwalencja wcale nie oznacza niewdzięczności ani braku miłości. Można jednocześnie czuć wdzięczność za pewne rzeczy i żal za inne. Można mieć kontakt z matką i cierpieć. Można nie mieć kontaktu i tęsknić. Nasze relacje bardzo rzadko są całkowicie czarne albo całkowicie różowe, nawet jeśli internet próbowałby nas dziś przekonać, że powinny takie być
Jak to jest dla Was?