04/07/2026
„Im większe w człowieku wewnętrzne rozbicie, poczucie własnej słabości, niepewności i lęku,
tym większa tęsknota za czymś, co go z powrotem scali, da pewność i wiarę w siebie.”
Antoni Kępiński
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Psychiczne cierpienie nie jest przeciwieństwem zdrowia.
Czasem jest językiem, którym psychika próbuje powiedzieć nam coś bardzo ważnego.
To, że przeżywamy różne stany wewnętrzne (również te trudniejsze) nie musi być od razu problemem.
Problemem jest to, że coraz częściej nie mamy przestrzeni ani języka, żeby je rozumieć.
A kiedy doświadczenie pozostaje bez języka, bardzo łatwo zamienia się we wstyd.
I wtedy człowiek zostaje z nim sam.
Być może jednym z największych nieporozumień naszych czasów jest przekonanie, że człowiek powinien być zawsze silny.
Silny emocjonalnie. Silny psychicznie. Silny wobec świata.
Często jednak jest tak, że życie prędzej czy później prowadzi każdego z nas do miejsc, w których siła przestaje wystarczać.
Są doświadczenia, których nie da się „przepracować” w jeden wieczór.
Nie da się ich zagłuszyć kolejnym projektem, podróżą, sukcesem czy aktywnością.
One domagają się czegoś innego.
Obecności.
Zrozumienia.
Czasu.
Kępiński pisze o wewnętrznym rozbiciu. Ja czytam w tych słowach coś jeszcze. Przypomnienie, że nawet w chwilach największego zagubienia człowiek nie przestaje tęsknić za całością.
Za miejscem, w którym znowu będzie mógł poczuć siebie.
Ta tęsknota jest niezwykle ważna.
Bo to ona prowadzi nas do rozmowy.
Do bliskości.
Do terapii.
Do przyjaciela.
Do chwili ciszy.
Do odwagi, by powiedzieć: „nie radzę sobie”.
Może właśnie dlatego warto uczyć się nowego języka mówienia o zdrowiu psychicznym.
Nie języka diagnoz.
Nie języka ocen.
Ale języka, który pozwala opowiedzieć o tym, co przeżywamy, zanim zostaniemy z tym całkowicie sami.
Nie wszystko, co w nas pękło, trzeba natychmiast sklejać.
Czasem najpierw trzeba z ciekawością i czułością zobaczyć, co próbuje przez to pęknięcie przedostać się do naszego życia.