13/01/2026
Zdrowie publiczne i zakazana profilaktyka
Pod koniec zeszłego roku, jak grom z jasnego nieba gruchnęła informacja, że w budżecie NFZ brakuje 14 miliardów złotych, koszty rosną lawinowo, a kasy nie przybywa. Jak do tego doszło, jak to możliwe? Oczywiście sprawa nie jest prosta i jednoznaczna, przyczyn jest wiele, chociaż gdyby mnie zapytano o najważniejsze, podałbym jedną:
zaniedbania urzędnicze, w szczególności te świadome – poniżej jedno z nich.
W 2004 roku w Dublinie w imieniu Polski, jedna z pracownic Instytutu Matki i Dziecka, Profesor Krystyna Mikiel-Kostyra, podpisała Strategię wspierania, ochrony i propagowania karmienia piersią. Dwa lata później miałem okazję tłumaczyć dla niej i drukować papierową wersją Standardów żywienia niemowląt i dzieci dla UE. Obserwowałem też z bliska, jak Pani Profesor wdrożyła pilotaż ww. strategii w województwie lubelskim – zakończył się on bardzo pozytywnie w 2010 r. W każdym normalnym, cywilizowanym kraju władze podjęłyby decyzję po analizie skutków pilotażu o uruchomieniu wdrożenia strategii we wszystkich pozostałych województwach, ale nie w Polsce. Nie wiem na jakim szczeblu zapadły te decyzje dość, że w tworzonym zupełnie od początku prawie opieki okołoporodowej całkowicie pominięto zalecenia ze standardów dla UE, a sztuczne mieszanki uczyniono normą wczesnego żywienia w Polsce. Zaczęło się od semantyki, czyli wpisania do polskiego prawa informacji, że przed podaniem dziecku sztucznych mieszanek trzeba poinformować rodziców o korzyściach karmienia piersią. To taki sprytny zabieg słowny, ale gdy ktoś mówi o korzyściach, to musi odnosić się do jakiejś normy, korzyści w stosunku do czego? I tak zaczęto uważniać sztuczne mieszanki ….Kolejny krok to maksymalne ograniczenie możliwości edukacji w zakresie rozpoznawania i rozwiązywania problemów laktacyjnych. Do dzisiaj nie istnieje systemowa specjalizacja, na której medycy mogliby kształcić się w tym zakresie. Trzeci krok to finanse. Od wielu lat producenci sztucznych mieszanek otrzymują refundację na wybrane swoje produkty. Rozdźwięk pomiędzy środkami społecznymi przekazywanymi producentom sztucznych mieszanek, a środkami wydawanymi na wsparcie laktacyjne pęczniał jak balon, który ma ogromne możliwości rozciągania się. Dane przedstawione przez ministerstwo zdrowia za lata 2020-2024 są porażające – ponad 800 milionów złotych na wybrane sztuczne mieszanki versus 35 milionów złotych na różnego rodzaju działania wspierające karmienie piersią, z czego prawie 20 milionów na działania o dość wątpliwej jakości. Klasyka budowania nieuczciwej konkurencji została wzmocniona ustawieniem mleka matki na pozycji wroga dyrektorów szpitali, to znaczy takiego rozliczania świadczeń, żeby jakiekolwiek inwestycje we wczesne żywienie oparte na mleku matki nie opłacały się w końcowym rachunku ekonomicznym szpitala. Na koniec jeden z najważniejszych fauli na karmieniu piersią jako pierwotnej profilaktyce zdrowotnej. Zakaz mówienia o niej przy prezentowaniu problemów zdrowotnych polskiego społeczeństwa, czyli na konferencji o otyłości – sza, na konferencji o depresji – sza i podobnie sza na konferencjach onkologicznych.
Ostatnie lata to absolutne apogeum budowania Eldorado dla producentów sztucznych mieszanek. W czasie plandemii tylko 2 kraje na świecie nakazały odbieranie noworodków matkom po porodzie, gdy wychodził u nich wynik covid pozytywny, nawet gdy nie miały jakichkolwiek objawów choroby – Chiny i Polska. Nazwaliśmy to wprowadzeniem do opieki okołoporodowej chińskiego protokołu, porażające relacje matek zostały zarejestrowane w filmowym dokumencie „Głos zza szyby”. Dwa lata temu, Norwedzy chcieli przeznaczyć około miliona złotych na kampanię promującą karmienie piersią, realizowaną przez polski Komitet Upowszechniania Karmienia Piersią, na co niestety nie wyraziło zgody ministerstwo zdrowia. Ministerstwo zdrowia odrzuciło pod koniec zeszłego roku petycję jednej z posłanek, która sama obiła się mocno o systemową pomoc w zakresie laktacji, o wdrożenie pilotażu laktacyjnej porady specjalistycznej – miała ona kosztować 3 miliony złotych. Uznano ją za całkowicie zbędną, wręcz dyskryminacyjną. Takich smutnych zdarzeń było więcej, chętnych poznania bardziej pikantnych szczegółów zapraszam na pogaduchy przy dobrej kawie, ale do brzegu. Jedyne prawo odnoszące się do karmienia piersią, czyli rozporządzenie ministra zdrowia w sprawie standardów opieki okołoporodowej, dokładnie to które konsekwentnie pomijało aktualną wiedzę medyczną zaprezentowaną w standardach wczesnego żywienia dla UE, w styczniu 2025 przechodziło ostatnie konsultacje społeczne przed kolejną zmianą. W przypadku ministerstwa zdrowia konsultacje wyglądają tak, że swoją opinię wysłać może każdy, ale do nikogo potem nie trafia nawet słowo, dziękuję, weźmiemy pod uwagę, czy cokolwiek w tym guście. Więc wszyscy uczestnicy konsultacji cierpliwie czekali – trwało to 9 miesięcy, jak klasyczna ciąża u homo sapiens. 24 października 2025 r. ogłoszono treść nowych standardów. Ku zdziwieniu gawiedzi laktacyjnej w zapisie rozporządzenia ani razu nie pojawiło się hasło „korzyści z karmienia piersią”, za to w odrębnym rozdziale dotyczącym laktacji słowo w słowo zacytowano ze standardów wczesnego żywienia dla UE „czynniki ryzyka przedwczesnego zaprzestania karmienia piersią dla dziecka, dla matki i koszty społeczne. 20 lat czekania, walenia w drzwi, domagania się i bum – są. Niestety radość okazała się być tylko symboliczną, bo tydzień po publikacji nowej treści rozporządzenia opublikowano dokument OSR, czyli ocenę skutków regulacji, w którym całkowicie pominięto ekonomiczną analizę czynników ryzyka. Zainteresowanym mogę powiedzieć, że waha się ona od 7 do kilkunastu miliardów złotych rocznie. Tak naukowe gremia na świecie kalkulują zdrowotne koszty społeczne przedwczesnego przerywania karmienia piersią. I tak powstała nam klamra w krótkim reportażu o kosztach uznania sztucznych mieszanek za normę wczesnego żywienia. Urzędnicy, nawet ci skorumpowani, którzy przez 20 lat działali w zgodzie z interesem producentów sztucznych mieszanek już wiedzą, że ich na dalsze takie kroki nie stać. Rozpoczęli właśnie wycofywanie się rakiem, bo przecież nie zdarzyło się nic nowego, czym mogliby tłumaczyć tak radykalne zmiany w zapisach SOO (standardów opieki okołoporodowej), ale zrobią wszystko, żeby nikt nie poniósł konsekwencji, a sprawa rozwiązywała się jeszcze ładnych kilka lat. O jakim łącznym zaniedbaniu mówimy, o jakichś stu miliardach złotych. Niestety spychać wagon zdrowia publicznego z górki jakości było bardzo łatwo, przywrócenie go na dobre tory będzie bardzo kosztowne i bardzo bolesne. Patrząc jednak na skutki zdrowotne:
• polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, zmagają się z pandemią alergii, depresji i trudności wczesnoszkolnych
• jeśli Polkę zabija rak, to najczęściej jest to rak piersi, rak jajników jest na 5 miejscu
chyba nie ma wątpliwości, że warto to zrobić. Dobry, znający się na sprawie menadżer mógłby naprawić sytuację w 2-3 lata. Warunkiem jednak koniecznym, absolutnie niezbędnym jest odsunięcie od wczesnego żywienia tych urzędników, którzy je tak zdewastowali.