23/08/2026
Wszyscy próbujemy przeżyć swoje życie. Kochać. Być kochanymi. Nie zgubić się po drodze.
Ostatnio bardzo przyzwyczaiłam się do tego, że dużo jestem poza miastem. Do ciszy, przestrzeni i chyba też do pewnej bańki ludzi, takich którzy znają podobne wartości, podobnie patrzą na świat, nawet podobnie się ubierają, lubią podobne rzeczy i bez większych wyjaśnień rozumieją pewne sprawy.
Przystanek - jeden dzień we Wrocławiu,
gdzieś po drodze, w środku wakacyjnej drogi.
Odkąd pamiętam lubiłam siedzieć w witrynach kawiarni albo na ławce i patrzeć na ludzi. Nic wielkiego. Po prostu patrzeć. I tym razem pozwoliłam sobie na te zatrzymania. Gdzieś w tym spoglądaniu zachwycała mnie ta różnorodność. Urody, stylów, gestów, sposobów chodzenia, mówienia, śmiania się, trzymania za rękę. Tyle różnych światów mijających się na jednej ulicy.
Fajnie było wyjść z własnej bańki. Zobaczyć, jak bardzo różni potrafimy być.
A potem patrzyłam na młodych ludzi. Szczególnie na młodzież. Na tę młodzieńczą urodę, która czasami jest aż bezczelnie piękna. Na różne twarze, często jakieś niezwykłe, egzotyczne, nieoczywiste. I przyznaję -zachwycałam się i trochę zazdrościłam. Tej lekkości, z jaką noszą swoje ciała, nie wiedząc jeszcze, że można je nosić inaczej. Chyba jedno i drugie, zachwyt i zazdrość, może istnieć jednocześnie. Jak różne zapachy mieszające się ze sobą w powietrzu.
Czasami tworzę sobie takie pytania bez odpowiedzi.
Patrzę na kogoś i myślę: kim jest? Jaka jest jego historia? Czy mogłabym z tą osobą nawiązać kontakt, gdybym ją naprawdę poznała? Kogo kocha? Czego się boi? Za czym tęskni?
I czasami patrzę na taką młodą osobę i myślę: czy ona już wie, kim będzie za dwadzieścia lat?
Czy ja dwadzieścia lat temu wiedziałam, kim będę dzisiaj?
Oczywiście, że nie.
Zawsze mnie to porusza w patrzeniu na ludzi. Mijamy się w jednej chwili, w jednym mieście, na jednej ulicy, nie wiedząc zupełnie, jakie historie są za nami i jakie dopiero przed nami. Ile miłości. Ile rozstań. Ile zachwytów, rozczarowań, spotkań, których jeszcze nie umiemy sobie wyobrazić.
Jeden dzień miasta oczywiście całkowicie mi wystarczył. Z przyjemnością wracam do swojej bańki, w ktòrej jest zdecydowanie mniej bodźcòw.
Ale dobrze było na chwilę z niej wyjść. Usiąść przy kawie, patrzeć na ludzi i przypomnieć sobie, że pod całą tą różnorodnością : pod ubraniami, twarzami, gestami, sposobem chodzenia i mówienia wszyscy próbujemy przeżyć swoje życie. Kochać. Być kochanym. Nie zgubić się po drodze.
Dobrej niedzieli
Aga