03/08/2016
Często dostaję pytania dotyczące używania "rollerów", czyli wszelkiego rodzaju wałków do masażu, piłeczek i wszelkich innych ustrojstw tego typu... Dlatego w tym miejscu napiszę słów kilka na ten temat, i nie zawaham się użyć metody zadawania pytań.
Skąd się wzięła idea produkowania i stosowania takich przyrządów?
Nie da się odpowiedzieć na to pytanie bez przywołania terminu powięzi, czyli w uproszczeniu - takiej jakby siatki włóknistej, która trzyma nasze ciało w zintegrowanej całości.
Choć Andrew Still [twórca osteopatii] jako jeden z pierwszych podkreślał rolę powięzi grubo ponad 100lat temu, to media głównego nurtu w ostatnich kilkunastu latach "odkryły", że powięzi w ogóle istnieją. Zapewne za sprawą wzmożonych publikacji na ten temat w tych właśnie ostatnich latach. Mam wrażenie, że gdzieś na tej fali rozpoczęła się produkcja prostych przyrządów, których użycie, jak utrzymują ich producenci, "uelastycznia" powięź, poprzez "rozbicie zgrubień powstałych na tkance łącznej", zwiększa ruchomość stawów, poprawia kurczliwość mięśni, przyspiesza regenerację po wysiłku lub stanowi formę rozgrzania tkanek przed sesją treningową.
Większość wymienionych efektów można potwierdzić, ale nie jest to takie oczywiste... Pozytywne zjawiska owszem mają miejsce, rolowanie może nawet zmniejszyć stan zapalny, ale często są to efekty jedynie chwilowe. Trzeba zadawać kolejne pytania, np. czy rozgrzewka metodą rolowania i uzyskane w ten sposób zwiększone zakresy ruchu mogą być bezpiecznie obciążane w części głównej treningu? Na ile trwała i godna zaufania jest uzyskana w ten sposób ruchomość? Nadal jest wiele niewiadomych.
Warto jednak uświadomić sobie jaki mechanizm na pewno NIE stoi za skutecznością rolowania wałkiem itp., a nie stoi za nią "wydłużanie powięzi", ani "rozklejanie" powięzi [dla zainteresowanych materiał, który dobrze to tłumaczy: https://www.youtube.com/watch?v=BnYdzaoMyQ8].
Tak więc kwestia efektywności tej praktyki to jedno. Uważam to za rzecz drugorzędną tak na prawdę... Ponieważ cała heca z rollerami to taka tabletka, która na chwilę rozwiązuje problem, rozprawia się z objawem, a nie z przyczyną.
Zamiast zastanawiać się czy warto się rolować, pytajmy dlaczego w ogóle odczuwamy potrzebę "rolowania"?
Jeśli odnajdujemy na naszym ciele newralgicznie napięte regiony/miejsca/punkty albo skrócone i posklejane powięzi [nazywajmy to jak chcemy], to zastanówmy się DLACZEGO one powstały?
Być może to nasze nawyki, nasze relacje, nadmiar jakiejś emocji, może sposób spędzania czasu, może otoczenie w jakim przebywamy, może nasza praca, może nagminnie popełniane błędy treningowe, lub specjalizacja w jednej dziedzinie sportowej... Może któreś z tych czynników wpływa na stan naszego ciała? Może to tam trzeba coś zmienić? Ani znalezienie odpowiedzi na ten temat, ani proces eliminacji przyczyny nie będzie łatwy, ale i tak uważam, że długie życie w zdrowiu i szczęściu, jakie dzięki temu zyskamy jest tego warte.
Jednocześnie nie kwestionuje wyboru "tabletki" skutecznej na chwilę. To jest Twoja sprawa.
Ja rolowania nie używam. Jakoś nigdy mi ta forma nie odpowiadała. Moją ulubioną formą rozgrzania tkanek i aktywowania miejsc amnezji motorycznej jest "Fighting Massage" koncepcja Rootlessroot. Uważam za wartościowe w niej między innymi to, że buduje silne więzi między ludźmi a i nie tylko... Wczoraj, kiedy Kamil testował mnie w już zakrawający o agresywny sposób, nasza suczka wyczuwając niebezpieczeństwo, zaczynała na poważnie bronić mnie i atakować mojego "oprawcę". ;) Praktykę, przynajmniej w tej wersji, trzeba było przerwać...
Od ponad tygodnia śpię na 1cm macie ułożonej bezpośrednio na drewnianej podłodze. Jest to eksperyment. Moje subiektywne odczucia są takie, że budzę się bardziej "zintegrowana", tzn. nie czuje się jak drewniany kołek, tak jak wtedy kiedy śpię na miękkim łóżku. Oprócz tego dostrzegam inne korzyści spania na twardej powierzchni, ale o tym już innym razem.