AMAO Gabinet masażu blisko centrum miasta i bardzo blisko natury Miejsce stworzone przez dwie Anie - pasjonatki masażu, ludzi i natury. Do zobaczenia w AM/AO

Dostać można się do nas przez kameralny ogród mokotowskiej kamienicy, tuż obok Łazienek. Gabinet swoim wnętrzem nawiązuje do okolicy licznymi kwiatami i naturalnymi dodatkami takimi jak drewno czy mech. Dokładamy także wszelkich starań, aby kosmetyki na których pracujemy były ekologiczne. W technikach masażu wciąż się doskonalimy, nieco różnimy, ale dzięki temu doskonale uzupełniamy. Zapraszamy szczególnie na masaże lecznicze i sportowe.

Od miesiąca mogę powiedzieć, że jestem jedną z 11 milionów mieszkańców Bangkoku. Zanim tu dotarłam, spędziłam w drodze 3...
01/04/2026

Od miesiąca mogę powiedzieć, że jestem jedną z 11 milionów mieszkańców Bangkoku. Zanim tu dotarłam, spędziłam w drodze 3 miesiące, zaliczając po drodze prócz Indii, właśnie Filipiny (i Laos, który pojawi się w kolejnym odcinku).

Moja relacja z Filipinami to jak klasyczna historia z byłym, z którym kompletnie Ci nie po drodze, wcale nie chciałaś z nim być, ale po czasie myślisz: „w sumie to wcale nie był taki najgorszy”.

Filipiny też nie są takie najgorsze, są jak ładne opakowanie, w którym ktoś pomieszał klocki z trzech różnych zestawów:
Kultura? Trudno powiedzieć, bo Hiszpanie zostawili im sporą, głównie religijną, spuściznę.
Kuchnia? Przykryta grubą warstwą amerykańskiego fast foodu.
Biznes? Wszędzie panoszące się Chiny.

Niby jest pięknie, ludzie są sympatyczni, ale chemia między nami po prostu nie pykła. Mimo to, uśmiecham się na wspomnienie tych wszystkich absurdów, które tworzą tamtejszy koloryt czyli na przykład o:

Kierowcy autobusu wyskakującym na czerwonym świetle na fajeczka.

Jednorazowych pojemnościach - wynikających z oszczędności i praktyczności, od saszetek z szamponami, przez porcję proszku do prania, aż po benzynę w butelce po coli.

Dziewczynach, pielęgniarkach. Odniosłam wrażenie, że co druga dziewczyna studiuje pielęgniarstwo lub właśnie pakuje walizki do pracy w USA. Personel medyczny jest największym "dobrem eksportowym".

Jeepney’ach, powojennej pozostałości po USA. To takie transportowe dzieła sztuki, które są głośniejsze niż ich silniki.

Kogutach, pierzastych funduszach inwestycyjnych, o które dba się, masuje i trenuje z myślą o wielkim zysku (w sabong), traktowanych z większą czułością niż niejeden domownik.

Znachorce z Siquijor- po okadzeniu mnie i "uwędzeniu" moich złych duchów, z uśmiechem obiecała mi... piątkę dzieci. Jak widać, klątwy przybierają różne formy.

Tak więc nie polecam, nie odradzam. To był przykład obustronnej antypatii, ale wracając do motywu randkowego: każda potwora znajdzie swego amatora.

Zajęcia z medytacji są ostatnimi każdego dnia. I mimo że dni są długie, wieczorem otwieram szeroko uszy.Nauczyciel jest ...
27/01/2026

Zajęcia z medytacji są ostatnimi każdego dnia. I mimo że dni są długie, wieczorem otwieram szeroko uszy.
Nauczyciel jest niepozorny, pokorny. Nie jest siwobrodym mędrcem. Nie byłabym zaskoczona, gdyby był młodszy ode mnie. Ale ma w sobie jakąś dziwną i prostą jednocześnie mądrość. Niewypowiedziane pokłady ciepła, akceptacji i spokoju.
Próbujemy codziennie różnych form - z technikami oddechowymi, z muzyką, z mantrą. Ale zanim praktyka, zawsze jest wstęp. Z którego wyłuskuję perełki do przemyśleń.
Podsuwam je wam, bo może u kogoś, jak u mnie, będą pulsować jako jedna z dziesiątek tysięcy myśli myślonych przez nas dziennie.

Może jakaś zostanie. Może jakaś zmieni perspektywę. A może po prostu przemknie.

Przesuwajcie

Wiedziałam, że początek roku spędzę w Azji. Plan miałam tylko na pierwszy tydzień. Przyglądałam się różnym możliwościom,...
22/01/2026

Wiedziałam, że początek roku spędzę w Azji. Plan miałam tylko na pierwszy tydzień. Przyglądałam się różnym możliwościom, ale - zupełnie jak nie ja - bez wielkiego wyprzedzenia. Nie pamiętam już, po jakiej nitce doszłam do kłębka pomysłu, żeby zapisać się na czterotygodniowy instruktorski kurs jogi. Bo po co mam siedzieć na plaży z drinkami, za którymi nie przepadam, skoro mogę wygrać jeszcze jakieś umiejętności.

I tak wróciłam do Indii. Na północ, gdzie joga aż tętni.
Rishikesh to miasto, w którym powietrze jest gęste od duchowości. W różnych formach - tradycyjnej, religijnej, new age'owej, szamańskiej, komercyjnej.

Po pierwszym tygodniu przyszły dwie myśli.
Pierwsza - że to niesamowity splot szczęśliwych okoliczności, że mogę tu być. Tak po prostu. Bez wielkich wypraw, specjalnych poświęceń. Przy okazji. Wdzięczność nie do opisania i nie do wyrażenia.

Druga - że ten kurs jogi w ogóle nie jest dla mnie o jodze.
Ćwiczę, owszem. To element całego systemu. Pilnuję zewnętrznej krawędzi tylnej stopy w Virabhadrasana I (Wojowniku I). Czuję się jak precel w Karnapidasana (Pozycji ucisku ucha). Trzaskam Surya Namaskara (Powitania słońca) aż do znudzenia.

Ale jestem tu po tę część kultury, która jest o duchowości. O oddechu, naturze, ziołach, przyprawach. Po wdzięczność, którą tutejsi ludzie mają w nadmiarze - materialnie nie mając wiele.

Małpki ze zdjęcia to sąsiadki. Urocze. Dopóki całym gangiem nie kradną wszystkiego, co wydaje im się zjadliwe.

No i pyknęło dwa tygodnie.Druga połowa była inna. Pod względem zabiegów, ale też moich obserwacji.Oleju było jeszcze wię...
31/12/2025

No i pyknęło dwa tygodnie.
Druga połowa była inna. Pod względem zabiegów, ale też moich obserwacji.

Oleju było jeszcze więcej. To dziwne uczucie brać olejową kąpiel, kiedy każdorazowo wylewa się na ciało pięć litrów oleju. O dziwo, zabieg był męczący(!) - co najmniej tak, jakbym to ja go wykonywała przez cały dzień.
Olej zaaplikowano również w miejsca, o których głośno i oficjalnie się nie mówi, bo są uznawane za intymne.
Na zakończenie, dla ugłaskania, był ryż i mleko. Nie wiem, czy jest indyjski odpowiednik Kleopatry, ale za każdym razem tak się czułam.
A wszystko to zjadliwe - każdy środek użyty na ciało można równie dobrze zjeść. Więc nie było tu zapachów perfumeryjnych, nie było marmurów i światła LED. Pokoje do masażu swoją surowością i wyposażeniem przypominały trochę ascetyczne pokoje tortur.
Te ciut ponad dwutygodniowe tortury, mimo wcześniejszego jedzeniowego niepohamowania, zrzuciły kilka kilogramów, wyregulowały ciśnienie i znacząco obniżyły puls, a więc spokoiły.
Z tym spokojem i bez tych kilogramów wchodzę z uśmiechem w nowy rok.
I Wam tego uśmiechu życzę w każdy z nadchodzących 365 dni.

A co do obserwacji.

Zaobserwowałam też coś ciekawego - co w psychologii nazywa się adaptację hedonistyczną. Ptaki, które pierwszego dnia zachwycały rano, zaczęły być coraz mniej słyszalne. Widok dalej piękny, ale jakby mniej zadziwiał. Masaż super, ale ruchy stawały się przewidywalne. I tak sobie biegniemy na tej hedonistycznej bieżni, szukając coraz to nowych ochów i achów dla naszego mózgu, bo ten nie chce się nudzić, mimo, że ja chyba się nauczyłam.

Półmetek.Coś tam już wiem, coś tam już widziałam i poczułam na sobie. Ale jeszcze trochę przede mną i jeszcze nie mam do...
23/12/2025

Półmetek.
Coś tam już wiem, coś tam już widziałam i poczułam na sobie. Ale jeszcze trochę przede mną i jeszcze nie mam dość.
Z perspektywy masażystki to wyjątkowo ciekawe przeżycie. Ale moment, kiedy przestałam nią być i przestałam analizować każdy ruch rąk mojej masażystki (od początku do końca mam jedną, jedyną, mi dedykowaną) - dopiero wtedy poczułam, że naprawdę odpoczywam.
Robiłyśmy różne rzeczy. Był masaż stóp. I masaż stopami - tak, tak, ona mnie stopami. Był masaż proszkiem ziołowym, po którym czułam się jak marynowany do pieczenia kurczak. I gorącymi stemplami ziołowymi - te dwa na cztery ręce, więc chwilami było tłoczno.
Wpuszczano mi olejek do nosa, żeby rozluźnić mnie głębiej w głowie. Lano dwa litry oleju na czoło, co ululało mnie jak bobasa.
Wczoraj był dzień oczyszczania. Po którym czuję, że znów jest mnie tyle, ile było na początku. Bo indyjskie jedzenie objawia się u mnie nie tylko mruczeniem zachwytu, ale też szczęśliwym, choć pulchniejszym brzuszkiem.

Wczoraj zaczęłam Panchakarmę.Takie sanatorium, ale po ajurwedyjsku (ayuh - życie, veda - wiedza). Najpierw lekarz, rozmo...
17/12/2025

Wczoraj zaczęłam Panchakarmę.
Takie sanatorium, ale po ajurwedyjsku (ayuh - życie, veda - wiedza). Najpierw lekarz, rozmowa dużo głębsza niż standardowe "co pani dolega". Diagnoza też inna niż znamy - nie konkretny problem czy choroba, a nadmiar substancji, energii, jednej z trzech dosz: vata, kapha, pitta. Z tego nadmiaru wynikają dolegliwości.
Potem proces na wszystkich poziomach - jedzenie (tak obłędne, że jeśli to jest dieta, to ja chcę być już na niej zawsze), zioła, joga, terapie manualne. I olej. Dużo oleju.
Dziś miałam pierwszy masaż - Abhyangę. Sama się kiedyś tego uczyłam, więc myślałam, że wiem, czego się spodziewać Aha... Nie do końca!
Pani zaczęła od modlitwy. Jak powiedziała mi później, żeby połączyć się z boską energią, być narzędziem, przez które ona przepływa. Olej lał się strumieniami. Ruchy nie były wybitnie wyrafinowane czy uważne, trochę niedbałe nawet.
Ale ona wiedziała, co robi.
Po półtorej godziny byłam w stanie relaksu, którego nie umiałabym opisać. Głową i ciałem gdzieś indziej. Po masażu leżałam i patrzyłam w dal, niezdolna do niczego innego. Zaleceniem i tak było leżeć i nie zmywać oleju przez co najmniej godzinę. Więc leżę w pomarańczowym wdzianku, założonym po zabiegu, które wygląda jak strój mnicha buddyjskiego albo więźnia z Hollywood.
Tak spędzę najbliższe dwa tygodnie. W "szpitalu ajurwedyjskim", "nadmorskim ajurwedyjskim aśramie"- serio tak to się nazywa. Chociaż czuję się bardziej jak bohaterka Białego Lotosu niż pacjentka.

Dzień 7. Indie. Somatic ExperiencingSkończyłam pierwszy moduł. Pierwszy z sześciu. To taki bardzo początek. Miałam też t...
12/12/2025

Dzień 7. Indie. Somatic Experiencing

Skończyłam pierwszy moduł. Pierwszy z sześciu. To taki bardzo początek. Miałam też trzy sesje indywidualne - to pomaga poczuć lepiej, podpatrzeć jak inni pracują i w końcu, potrzebne jest do certyfikacji. Także w mojej głowie cały czas tętni myśl - co ja czuję, gdzie to jest w moim ciele, jakie to jest?

Piszę to rano, jak każdy inny wpis, bo to był jedyny moment, kiedy naprawdę miałam wewnętrzny i czasowy luz. Obudziłam się już w trybie wakacji. Zaczęły się one od tego, że bilety kolejowe na komfortową pierwszą klasę, które kupiłam miesiąc temu na 16-godzinną podróż do Kerali, są na liście rezerwowej. Więc tak jakby nie miałam tych biletów, trzeba było wysiąść z pociągu. Sytuacja opanowana, tylko trochę się spóźnię.

Siedzę sobie w przyjemnym miejscu. Szumią liście palmy, ćwierka ptak, zaszczeka pies, popierdzi jakiś skuter.

Wakacje.
A mnie boli całe ciało.

Zdaję sobie sprawę, jaką walkę stoczyło w czasie kursu, który dużo dał, ale też kosztował dużo energii. W sytuacji, która wymknęła się spod kontroli i zabrała mi na chwilę poczucie bezpieczeństwa. I mimo że wszystko dobrze się kończy, widzę i czuję wyraźnie - to zostaje w ciele. Ono musi odchorować. A ja nie powinnam mu przeszkadzać, a już na pewno się na nie złościć.

To chyba właśnie o to chodzi w SE. Dać ciału czas. Przestrzeń. Pozwolić mu dokończyć to, co zaczęło.

Dzień 7. Indie. Somatic ExperiencingOd teorii przechodzimy do praktyki. Każdy praktykuje, każdy doświadcza na sobie prak...
11/12/2025

Dzień 7. Indie. Somatic Experiencing

Od teorii przechodzimy do praktyki. Każdy praktykuje, każdy doświadcza na sobie praktyki i każdy jest obserwatorem takiego procesu. Wychodzi różnie. Bo używamy tej metody jak człowiek, który pierwszy raz dostał skrzypce do ręki i bardzo chce być wirtuozem. Ale w sumie to nie jest takie łatwe, jak wygląda w filharmonii.
To wejście w każdą z ról zmniejsza ciśnienie. Widzę, że każdy z nas się potyka. Że nawet jeśli to jest kanciaste, powoli widać efekty. Nie ma oceny - czy dobrze, czy źle, czy mi się podobało, czego się domyślam. Są fakty. Co powiedział. Co zrobił. Obserwacja, trochę laboratoryjna, bez domysłów. To wejście w buty każdego przydałoby się w codziennym życiu.
Został jeszcze jeden dzień szkolenia. I mimo że jestem tu jak zaczarowana i nie pracuję fizycznie, ciało i głowa robią taką pracę, że odliczam godziny, żeby wreszcie zacząć wakacje i wejść w Indie głębiej.

Dzień 4. Indie. Somatic ExperiencingDziś o przyjemności.Drogi do niej są różne - zapach, dotyk, myśl, działanie. Albo ca...
09/12/2025

Dzień 4. Indie. Somatic Experiencing

Dziś o przyjemności.

Drogi do niej są różne - zapach, dotyk, myśl, działanie. Albo całkowity brak działania. Ale ciało odpowiada zawsze w swoim unikalnym języku. Daje nam znać w zasadzie w jeden wyjątkowy dla siebie sposób - to jest dobre. To mi służy. Tylko trzeba umieć to usłyszeć. Złapać i zrozumieć.
A potem przychodzi kolejne wyzwanie. Odróżnić przyjemność od nadmiernej stymulacji, która udaje przyjemność. Bo kiedy coś przestaje być wyborem, a staje się przymusem, to już nie jest przyjemność.
Sprawdzian jest prosty. Co dzieje się w ciele, kiedy tego nie masz? Albo może robisz coś, czego tak naprawdę nie chcesz, ale nie potrafisz się zatrzymać?
Autentyczna przyjemność nie zostawia długu. Nie ściąga cię z powrotem z napięciem. Po prostu jest, a ciało oddycha samo spokojnie.

To moja praca domowa z kursu. Pomyśleć co daje mi tę autentyczną przyjemność i nauczyć się języka mojego ciała, że to jest właśnie to. Nikt jej nie sprawdzi. Może zainspiruje Cię do zrobienia swojej. U mnie to ciepłe łaskotanie gdzieś w klatce, brzuchu, gdzieś pomiędzy i przyjemne bąbelki w głowie, jakoś w okolicach uszu 🫧

Dzień 2. Indie. Somatic ExperiencingŻeby poczuć się bezpiecznie, musimy się najpierw zorientować. Rozejrzeć. Zobaczyć, c...
07/12/2025

Dzień 2. Indie. Somatic Experiencing

Żeby poczuć się bezpiecznie, musimy się najpierw zorientować. Rozejrzeć. Zobaczyć, co się zmieniło - na zewnątrz i w środku. Albo po prostu rozejrzeć się, żeby oswoić otoczenie, zobaczyć, że nie czyha na nas drapieżnik.
Pędzimy przez życie, łapiąc tylko ogólne kontury, jakiś zarys. A prawda siedzi w detalu. W tym, jak pada światło. W tym, co się poruszyło, a czego już nie ma. Co nas tak zwyczajnie zaciekawia i zatrzymuje.
Cała trudność w tym, że orientacja wymaga spowolnienia i ciekawości, wymaga tego zatrzymania. Nie zobaczysz szczegółu, gdy tylko rzucisz okiem, kiedy jesteś zorientowany tylko na cel. Nasze ciała wiedzą to doskonale. Zagrożenie - przyśpieszamy, by przeżyć. Bezpieczeństwo - zwalniamy na tyle, by móc naprawdę patrzeć i czuć.

Uczę się zwalniać. Zobaczyć detal. Być ciekawym tego, co po prostu jest. Zapomniałam jakie to przyjemne, albo nigdy nie wiedziałam.

Dzień 1. Indie. Somatic Expierencing Uczę się słuchać inaczej. Nie historii, którą ktoś chce mi opowiedzieć słowami, ale...
06/12/2025

Dzień 1. Indie. Somatic Expierencing

Uczę się słuchać inaczej. Nie historii, którą ktoś chce mi opowiedzieć słowami, ale tej, którą szepcze ciało. Bo trauma nie mieszka w wydarzeniu, które nas spotkało. Ona żyje w ciele. W napięciu ramion. W płytkim oddechu. W drżeniu bez zapowiedzi.

Indie uderzają wszystkimi zmysłami naraz. Chłonę nie tylko wiedzę z sali, ale całą tę inną, bogatą rzeczywistość. Od powietrza piekącego w płucach po uśmiechające się twarze na ulicach. Od bujnej przyrody po bezdomne psy w cieniu. Od pikantnego jedzenia po zapach kadzideł mieszający się z pyłem. Wszystko tu jest intensywne. Może dlatego to idealne miejsce, żeby uczyć się o tym, co intensywne w nas samych.

ที่อยู่

Bangkok
00-000

เบอร์โทรศัพท์

+48733303255

เว็บไซต์

แจ้งเตือน

รับทราบข่าวสารและโปรโมชั่นของ AMAOผ่านทางอีเมล์ของคุณ เราจะเก็บข้อมูลของคุณเป็นความลับ คุณสามารถกดยกเลิกการติดตามได้ตลอดเวลา

แชร์